Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Instytut Nowej Ekonomii Politycznej (patrz: ekonomia polityczna) jest akademicką organizacją non-profit powołaną do rozwoju sieci Internetowej współpracy w dziedzinie badań, edukacji oraz popularyzacji współczesnej wiedzy ekonomicznej o rozwoju społeczno-gospodarczym, zależnościach między gospodarką i społeczeństwem, wzajemnych uwarunkowaniach gospodarki i państwa w świetle globalnych zmian politycznych i ekonomicznych. Wspomniana sieć współpracy ma charakter interdyscyplinarny, opierający się w szczególności na dorobku i metodologii teorii ekonomii, socjologii, prawa i politologii oraz ekologii.

Podstawowym celem Instytutu Nowej Ekonomii Politycznej jest wypracowanie podstaw dojrzałej i odpowiedzialnej polityki krajowej i międzynarodowej wobec milczącej większości. Milcząca większość to potencjalni wyborcy nie kierujący się lojalnością partyjną lecz lojalnością wobec różnorodnych grup odniesienia : rodziny, społeczności lokalnych, rządów krajów przebywania, tradycji narodowej oraz tożsamości wyznaniowej, płci i wieku oraz przynależności klasowej.

Powołanie Instytutu stanowi pozytywną odpowiedź na postulat ożywienia merytorycznej dyskusji o najważniejszych problemach społeczno-ekonomicznych kraju, w szczególności: wymiany poglądów naukowych, wzrostu poziomu merytorycznego nauk ekonomicznych, zapewnienia respektowania wiedzy społeczno-ekonomicznej jako podstawy rozwiązywania spraw państwowych i kształtowania relacji międzynarodowych, poprawy stanu świadomości społecznej i ekonomicznej (władzy i społeczeństwa).

Tak więc poza rozwojem współpracy naukowej Instytut spełnia funkcję opiniotwórczą: polepszenie rozumienia kluczowych zagadnień i rozwiązań ekonomicznych oraz ich znaczenia dla rozwoju społeczeństwa i gospodarki.

Instytut skupia osoby i organizacje zaangażowane w rozwój nowoczesnej myśli ekonomicznej i politycznej ; torującej drogę dla gospodarki, w której priorytetem jest integralny rozwój człowieka, instytucji publicznych i środowiska naturalnego. Instytut wytycza perspektywę gospodarki zorientowanej na podnoszenia jakości życia codziennego.

Działalność Instytutu podlega Radzie Powierniczej, odpowiedzialnej za ogólny nadzór merytoryczny i organizacyjny, zatwierdzenie programów badawczych i edukacyjnych oraz ochronę wolności myśli naukowej. Organem wykonawczym Rady Powierniczej jest Dyrektor.

Podstawowym forum koordynacji działalności naukowej Instytutu jest Rada Naukowa złożona z ludzi nauki i wybitnych przedstawicieli praktyki gospodarczej. W działalności naukowej uczestniczą również Współpracownicy.

Utrzymanie Instytutu jest oparte na funduszach otrzymywanych od fundacji, korporacji oraz osób prywatnych.

Więcej w następnym numerze EEM...

***

Artykuł: Katolicy a ekonomia

Krach ekonomii neoliberalnej coraz częściej skłania ekonomistów do poszukiwania nowego paradygmatu. Czy katolicka myśl ekonomiczna może stać się inspiracją dla rozwoju ekonomii w Polsce?

W tych dwóch krótkich zdaniach kryje się wiele problemów. Sygnalizując krach ekonomii neoliberalnej, prowokujemy pytanie o przyczyny tego krachu. Nie wystarczy głosić, iż nastąpił on wskutek zderzenia dominującej w latach 1980-2007 doktryny ekonomicznej z globalnym kryzysem światowym. Fakt, że kryzys zaowocował faktami zaprzeczającymi podstawowym twierdzeniom tej doktryny może być zaledwie punktem wyjścia do krytycznej analizy błędów metodologicznych i teoretycznych, które przyczyniły się do fałszywej interpretacji zjawisk gospodarczych. Chociaż większość tych błędów jest znanych co najmniej od lat trzydziestych ubiegłego wieku, ekspansja ekonomii neoliberalnej zamieniła je w materiał archiwalny.

Dalej, poszukiwania nowej ekonomii są różnorodne i coraz intensywniejsze. Skutkiem tego są próby (często nadzwyczaj powierzchowne) ożywienia wcześniejszych teorii ekonomicznych, w tym ekonomii keynesowskiej, marksistowskiej, ordoliberalnej, a nawet maltuzjanizmu. Dopiero w tym kontekście można udzielać odpowiedzi na sformułowane wyżej pytanie o perspektywy katolickiej myśli ekonomicznej. Z tym pytaniem także są związane problemy. Dla wielu ekonomistów wykształconych w okresie indoktrynacji marksistowskiej i następnie liberalnej określenie „katolicka myśl ekonomiczna” może być zaskakujące lub niejasne (a cóż dopiero mówić o doktrynalnych uwarunkowaniach tego nurtu ekonomii).

Problemy te są raczej omijane, niż rozwiązywane. Myślenie o ekonomii jest w Polsce niezwykle płytkie, co częściowo jest konsekwencją wyjałowienia intelektualnego spowodowanego przez ekonomię neoliberalną. Jeszcze gorzej jest z uzgodnieniem teologii, dogmatów wiary i etyki katolickiej z twierdzeniami ekonomii. Pod tym względem sytuacja wydaje się wręcz schizofreniczna. Na ogół dominuje pozytywny (choć łatwowierny) stosunek katolików do twierdzeń ekonomii neoliberalnej, chociaż jawnie kwestionuje ona takie kategorie, jak na przykład: dobro wspólne, sprawiedliwość społeczna, własność publiczna czy słuszna płaca. To z jednej strony zawęża spojrzenie na zjawiska społeczno-ekonomiczne , a z drugiej strony jednostronnie wytrąca katolikom silne argumenty w sporach ekonomicznych. Nie jest to jednak przypadkowe, lecz wynika z istotnych rozbieżności metodologicznych i światopoglądowych.

Niemal wszyscy polscy akademiccy ekonomiści nie mają najmniejszego pojęcia o zależnościach zachodzących między teologią i filozofią moralną a ekonomią. Z drugiej strony znaczna większość teologów dystansuje się od ekonomii, a w najlepszym razie stara się zachować neutralną postawę względem różnych prądów i kontrowersji ekonomicznych, nie wspominając o polityce gospodarczej.

Dyskomfortowa sytuacja katolików
Ta zaledwie luźno zarysowana sytuacja jest dla katolików aktywnie uczestniczących z życiu społecznym i gospodarczym bardzo dyskomfortowa. Towarzyszy im przykra świadomość, że w kwestiach ekonomicznych nie reprezentują jasno określonego stanowiska. I tak są też odbierani. Tym bardziej przykre, iż nie mają realnych możliwości wcielania w życie gospodarcze społecznego nauczania Kościoła, a to z wielu powodów.

Katolicy są łatwo wytrącani z równowagi „naukowymi” argumentami ekonomicznymi.

W ślad za doktrynami ekonomicznymi idzie odpowiednia praktyka: prawna, polityczna, biznesowa. Często jest to praktyka ograniczająca stosowanie zasad nauczania kościoła lub jaskrawo sprzeczna z tymi zasadami. Nawet jeśli katolicy ujawniają te ograniczenia i sprzeczności, to na ich kontestację nie zwraca się należytej uwagi. Ciąży też przekonanie, jakoby katolicy byli niezdolni do wypracowania niezależnej od obowiązujących trendów myśli ekonomicznej, a tym bardziej fałszywy pogląd, iż kraje katolickie (w przeciwieństwie do krajów protestanckich) są mniej sprawne ekonomicznie.

Sygnalizowany skrótowo dyskomfort nie jest jedynym, ani nawet najważniejszym powodem przygotowania niniejszej publikacji. Wskazuje on bowiem tylko na jedno pęknięcie w świadomości polskiego katolika: między wymogiem aktywnego uczestnictwa w życiu społecznym i gospodarczym a przygotowaniem (teoretycznym i w konsekwencji również praktycznym) do tego uczestnictwa. Rozbieżności występujące między światopoglądem katolickim i doktryną ekonomiczną (teorią ekonomii i kanonami polityki gospodarczej) są zbyt wielkie, aby możliwe było harmonijne podejście do tego zagadnienia. Tutaj zaznaczymy jedynie, że jest to m.in. kwestia wyrażania sprzeciwu wobec niezgodnej z przekonaniami praktyki gospodarczej, a zarazem niemożności ograniczenia tej – uznawanej za niepożądaną lub szkodliwą - praktyki bez narażenia się na wykluczenie z życia gospodarczego.

Przy takim nastawieniu do życia gospodarczego trudno nawet marzyć o aktywnym zaangażowaniu społecznym i gospodarczym.

Bezradność pojawia się nie tylko w obliczu problemów gospodarczych. Daje znać o sobie także z powodu „wyłączenia etyki” ze sfery życia gospodarczego i polityki gospodarczej. „Wyłączenie etyki” jest również pokłosiem założeń metodologicznych ekonomii neoliberalnej. Otwiera ono szerokie pole nadużyć władzy politycznej wobec katolickiego społeczeństwa i Kościoła. Decyzje motywowane ekonomicznie i finansowo są obecnie wypróbowanym sposobem walki z Kościołem.

Teologia a ekonomia
Chociaż wydaje się dostatecznie jasne i przekonywujące, że główną drogą do przezwyciężenia sygnalizowanych trudności jest integralne pojmowanie teologii i ekonomii, ciągle jesteśmy na bocznym szlaku. Na tym „wysokim” piętrze dociekań naukowych słabo rysują się konsekwencje praktyczne postulowanej integracji. Często owocuje to błędnym przekonaniem, że dociekania „filozoficzne” mają nikłe znaczenie i nie warto się nimi interesować. Na przykład słyszymy od jednego z ekonomistów, że Friedrich August von Hayek był filozofem, a nie ekonomistą (co ma rzekomo dezawuować jego dorobek ekonomiczny).

Tymczasem jest to kwestia jakości nauki. Grozi nam znowu preferowanie niskiej jakości, właśnie z powodu niedoceniania dociekań „filozoficznych”.

Trudno zatem zaprzeczyć, że taki kierunek rozwiązania problemów ekonomicznych – w zgodzie z teologią - z góry zapowiada wiele przeciwności, ale także potrzebę zorganizowanego wysiłku. Mimochodem także ujawnia, na czym polega istotny niedostatek uczelni katolickich w zakresie nauczania ekonomii i praktyki gospodarczej (finansów, zarządzania, marketingu), które jest poddawane zaledwie kosmetycznej obróbce w duchu etyki katolickiej albo przyjmuje bezkrytycznie obowiązujące „standardy nauczania” lub wprowadza zewnętrzne uzupełnienia, często z nimi sprzeczne albo wyprane z realizmu. Tak jest wykładany np. marketing (jako technologia manipulacji konsumentem), ale dodatkowo przywołuje się „etykę marketingu”. W większym czy mniejszym stopniu dotyczy to wszystkich przedmiotów ekonomicznych. Aprobata nieetycznych zaleceń jest uzupełniana jałowym postulatem etycznego postępowania.

Teologiczne i etyczne podstawy ekonomii
Warto teraz zwrócić uwagę na istotne, lecz pomijane elementy historii myśli ekonomicznej. Wbrew potocznym zapatrywaniom, rozdźwięk między teologią i ekonomią jest zjawiskiem stosunkowo nowym, powstałym dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku. To oznacza, że nie jest on czymś trwałym i nieuchronnym. Przeciwnie, z perspektywy krachu utrwalającej ten rozdźwięk ekonomii neoliberalnej, jest zjawiskiem anormalnym.

Konieczne jest dodanie ważnego zastrzeżenia. Ukazanie rozdźwięku między teologią i ekonomią wymaga zwrócenia uwagi przede wszystkim na zagadnienia metodologiczne, ponieważ właśnie na płaszczyźnie metodologicznej jest on najbardziej widoczny. Jednak w tym punkcie napotykamy na poważną trudność : ogólny brak zainteresowania kwestiami metodologicznymi i skłonność do oceny zasadności teorii ekonomicznych w sposób czysto pragmatyczny. Do większości ekonomistów w Polsce nie dociera metodologia nauk ekonomicznych. Przyjmują ekonomię jako zestaw oferowanych im gotowych teorii. Trudność tę pogłębia fakt, że nieliczne współczesne prace metodologiczne dotyczące ekonomii są niestety mocno tendencyjne, eliminujące „kontekst religijny”.

Z historii myśli ekonomicznej możemy się dowiedzieć, że klasyczna ekonomia angielska (do której sięgają współczesne nurty ekonomii liberalnej) była ufundowana na dwóch podstawach: teologii naturalnej oraz filozofii moralnej. Dla wielu współczesnych ekonomistów może być to sporym zaskoczeniem. Religia była podstawowym źródłem poglądów na świat. Światopogląd zaś stanowił ramy dla zrozumienia rzeczywistości oraz osoby ludzkiej. Ekonomia klasyczna – poczynając od Adama Smitha – miała charakter religijno-światopoglądowy. Przypomnieć warto, że według Smitha filozofia moralna jest „zdecydowanie najważniejsza ze wszystkich gałąź filozofii”. Istotnie, to w wydanej w 1756 roku „Teorii uczuć moralnych” prezentuje siebie jako filozofa i teologa, a 17 lat później jako autora „Bogactwa narodów”. Można byłoby tutaj przytoczyć wiele wypowiedzi wskazujących na taką rolę Smitha, lecz ograniczymy się do jednej: „Szczęście ludzkości, jak również wszystkich innych istot rozumnych, wydaje się być pierwotnym celem wyznaczonym przez Autora natury, kiedy doprowadził do ich istnienia. Żadne inne zakończenie nie wydaje się godne najwyższej mądrości i łaskawości boskiej, którą koniecznie Mu przypisujemy, a to jest opinia, do której jesteśmy doprowadzeni przez abstrakcyjne rozważanie Jego nieskończonej doskonałości, coraz jeszcze bardziej potwierdzanej przez badania dzieł natury…”. Jednak fakt, że w „Bogactwach narodów” owa podstawa metodologiczna jest niejednoznaczna, ma później duże znaczenie dla rozwoju ekonomii liberalnej.

Ekonomia … jako doktryna protestancka
Jest bezspornym faktem, że ekonomia klasyczna (albo szerzej – anglosaska) wywodzi się z teologii naturalnej i filozofii moralnej pojmowanych w duchu protestantyzmu, co tutaj ma istotne znaczenie. Chociaż nie popieramy poglądu jakoby „kapitalizm jest wytworem protestantyzmu”, to jednak nie możemy ignorować tego, że to protestantyzm inspirował powstanie i rozwój ekonomii klasycznej, o czym świadczą prace Adama Smitha, Tomasa Malthusa, Jean-Baptiste Say’a, Alfreda Marshalla i wielu innych ekonomistów protestanckich). Dwóch okoliczności nie należy pomijać. Pierwszej, iż kierunek ten szybko zyskał uznanie i rozwinięcie wśród agnostyków (David Ricardo, Karol Marks i inni).

Drugiej, że ich prace wyrażają mocno krytyczne stanowisko wobec Kościoła rzymsko-katolickiego (zwłaszcza prace Adama Smitha i Jean-Baptiste Say’a).

prof. dr hab. Artur Śliwiński

***

Artykuł: Powrót ekonomistów do moralności

Nadal pokutuje gdzieniegdzie przekonanie, że między gospodarką i moralnością nie zachodzi silny związek. Czasem tak rzeczywiście bywa, ale nie zawsze.

Fakt, że ortodoksyjna ekonomia „odstawiała na bok” problemy moralne nie oznacza, że zjawisko demoralizacji nie występuje lub jest czymś drugorzędnym. Wynikało to raczej z działania kilku zbieżnych czynników. Podstawowym, przynajmniej początkowo, było przekonanie, że zagadnienie moralności jest regulowane przez inne, aniżeli rynkowe mechanizmy i instytucje. Alfred Marshall w 1890 roku pisał, iż „dwoma wielkimi czynnikami kształtującymi dzieje świata były religia i życie gospodarcze”. To pozwala zrozumieć jego stanowisko wobec zagadnień moralnych. Pisząc o konkurencji zaznacza, że termin „konkurencja” nie ma według niego żadnej, ani złej, ani dobrej jakości moralnej. Ten neutralny punkt widzenia opatruje znamiennym zastrzeżeniem adresowanym do ekonomisty: „obowiązany on jest do zachowania postawy neutralnej wobec wszelkich jej przejawów (konkurencji – red.), póki nie upewni się, że przy takiej naturze ludzkiej, jaka ona jest w rzeczywistości, ograniczenie konkurencji nie byłoby bardziej przeciwspołeczne w swych skutkach, niż sama konkurencja”. Czyli ochronę interesu społecznego uznaje za kryterium nadrzędne, a zarazem uznaje, że konieczne jest upewnienie się co do faktycznej natury ludzkiej. Marshall zyskał szerokie uznanie za wprowadzenie do ekonomii analizy matematycznej. Trudno wątpić, że specyficznie neutralne stanowisko Marshalla wobec konkurencji ułatwiało (przy ówczesnym stanie technik ilościowych) wprowadzenie tej analizy. Jednak dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku matematyka opanowuje ekonomię, w tym szczególnie teorie wzrostu gospodarczego. Prace Paula Samuelsona z tego okresu wytyczyły szerokie pole dla zmatematyzowanej ekonomii.

Pojawiło się przekonanie, że ekonomia jest oczyszczona z problemów moralnych („czysta ekonomia”). W rzeczywistości nic takiego się nie stało. Posiłkowanie się matematyką umożliwia jedynie ukrywanie postaw ideowych, politycznych, religijnych czy moralnych. Fakt, iż jakiś system myślowy został sformułowany i rozwinięty w języku matematyki nie oznacza, że te postawy rozpłynęły się w powietrzu. Tak więc ekonomia wcale nie zyskała na czystości, lecz jedynie straciła na przejrzystości.

Tak więc mamy regres nawet w stosunku do epoki Marshalla, który nie widział konieczności podobnej sterylizacji wypowiedzi ekonomicznych, z czego zresztą czyniono mu później zarzuty. Marshall też nie jest święty. Warto przypomnieć jego upodobanie do darwinizmu i konflikt na tym tle z Williamem St. Jevonsem. Warto, gdyż stopniowo zaczęto uznawać ewolucjonizm za filozoficzny fundament ekonomii, co ostatecznie skończyło się „kreatywną destrukcją” Josepha Schumpetera.

Już ekonomia klasyczna znalazła się w błędnym kole ewolucjonizmu. Swoją teorię ewolucji Charles Darwin zbudował pod wrażeniem teorii ekonomicznej Adama Smitha. Później to ona stała się podstawą metodologiczną teorii ekonomicznej, skutecznie rugując wyjaśnienia wykraczające poza zakres samoczynnego działania mechanizmu rynkowego.

Ożywienie zainteresowania moralnymi konsekwencjami współczesnych stosunków gospodarczych płynie z wielu stron. Jest ono jednak przede wszystkim refleksją towarzyszącą analizie przyczyn obecnego kryzysu globalnego, chociaż oczywiście przed 2008 rokiem słychać było wiele głosów nawołujących do tej refleksji. Wśród głosów wyprzedzających dokonywaną obecnie sekcję zwłok teorii neoliberalnej najwyraźniej zaznaczyły się dwa nurty. Pierwszy, to nurt wypływający ze społecznej nauki Kościoła. Nie chodzi o przypomnienie stanowiska Kościoła w kwestiach moralnych, lecz o coś znacznie wykraczającego poza tradycyjne ramy nauczania i perswazji. To już nie nauczanie i perswazja, lecz głośne alarmowanie światowej opinii publicznej o nadchodzącym kryzysie finansowym (Jan Paweł II, 2000 r.), a następnie o zdecydowane wypowiedzi Benedykta XVI do przywódców światowych i później w „Caritas in Veritate” (2009). Temat „ekonomia a moralność” został zasadniczo przeformułowany. O ile wcześniej uciekanie ekonomii od problemów moralnych można było uznać za jeden z punktów krytyki nauk ekonomicznych, to teraz, kiedy ekonomia okazała się martwa, a co najmniej bezradna wobec kryzysu globalnego, taka krytyka nie ma sensu. W sytuacji kryzysu globalnego głównym motywem staje się pokonanie chaosu i bezradności, które on generuje, a dalej – wysiłek zmierzający do stworzenia mocniejszych podstaw dla myśli ekonomicznej i nowego kształtu stosunków gospodarczych. Przy takim ujęciu sprawy nie sposób wręcz uniknąć problemów moralnych, a to dlatego, że jest już pewne, iż „ przy takiej naturze ludzkiej, jaka jest ona w rzeczywistości, ograniczenie konkurencji nie byłoby bardziej przeciwspołeczne w swych skutkach, niż sama konkurencja”. To oczywiście nie może być traktowane jako przeskoczenie z jednej skrajności w drugą.

Następny silny nurt zainteresowania zagadnieniami moralnymi tworzy współczesny neoinstytucjonalizm, a w szczególności związany z teorią wyboru publicznego. Pozornie może się wydawać, że „wycieczki” w stronę moralności były raczej epizodyczne, ale kontekst instytucjonalny jest de facto kontekstem sensu stricte społecznym. Szerokie pojęcie instytucji, z jakim mamy tutaj do czynienia daje dość szerokie uprawnienia do analizy zależności między procesami ekonomicznymi a kulturą, religią i oczywiście moralnością. Sytuacja ekonomii neoinstytucjonalnej była dość specyficzna. Została ona z dużymi oporami „przygarnięta” przez ortodoksyjną ekonomię, za dość wygórowaną cenę wspierania podstawowych tez ekonomii liberalnej. Dało się to odczuć już w traktowaniu założenia o „zdefiniowaniu praw własności” lub istnienia kosztów transakcyjnych jako zupełnie nieistotnych zastrzeżeń w interpretacji twierdzenia Ronalda Coase. Z góry można było spodziewać się narastających rozdźwięków, co stało się szczególnie nieznośne w warunkach kryzysu globalnego. Tak się właśnie stało. Zarzuty wysuwane obecnie przeciwko ekonomistom wywodzącym się z kręgu neoinstytucjonalistów za ich wcześniejsze przywiązanie do ortodoksji ekonomicznej, którą teraz ostro piętnują, nie wydają się dostatecznie przemyślane. Przeciwnie, byłoby z ich strony niezrozumiałym przeoczeniem, gdyby nie skorzystali z okazji i nie wyszli z cienia. „Kryzys obnażył braki w obowiązującym modelu gospodarczym, ale również ukazał wady naszego społeczeństwa” – pisał ostatnio Joseph Stiglitz. Do tego dodaje, że „ stworzyliśmy społeczeństwo, w którym materializm przytłacza moralna odpowiedzialność; w którym szybki wzrost, jaki udało nam się osiągnąć nie jest trwały; lub środowisko społeczne, w którym ludzie nie działają wspólnie w celu rozwiązania naszych wspólnych potrzeb. Rynkowy fundamentalizm powoduje erozję poczucia wspólnoty”.

Klamrą spinającą różnorodne poglądy ekonomiczne otwarte na problemy moralne jest zgoda co do tego, że brak trwałych warunków etycznych działalności ekonomicznej przyczynił się do powstania obecnego kryzysu globalnego. To nie oznacza, że są one zbieżne we wszystkich punktach, ani tego, że zapowiada się harmonijna współpraca. Jednak jest to pocieszające i rokujące na przezwyciężenie kryzysu myśli ekonomicznej.

Taki jest początek historii o nowej ekonomii politycznej.

A.Ś.

***

Artykuł: Ekonomia polityczna: współczesny kryzys

Bez przyjęcia perspektywy globalnej rozważania dotyczące kryzysu w Polsce są beznadziejnie błędne. Nie chodzi o to, że konieczne jest uwzględnienie zewnętrznych czynników politycznych i gospodarczych, lecz o zrozumienie wzajemnych zależności procesów określających charakter współczesnej globalizacji.

Procesy globalizacji w sferze polityki i ekonomii (wbrew współczesnym ”odkryciom”) znane są od setek lat. Natomiast specyfika zachodzącego w kilku ostatnich dziesięcioleciach fenomenu rozszerzania się zasięgu aktywności ekonomicznej jest (paradoksalnie) niedostatecznie zbadana. To tworzy szerokie pole manipulacji zarówno w sprawach wielkiego kryzysu ekonomicznego, jak też w sprawach najbardziej żywotnych dla konkretnych krajów. Mówi się o imperializmie handlowym, o wzroście agresji ekonomicznej w stosunkach międzynarodowych, o „zarażaniu” kryzysem etc.

Jednakże pytanie o charakter wspomnianej współzależności nadal pozostaje otwarte. Dlatego warto zastanowić się nad warunkami, których spełnienie umożliwi uzyskanie odpowiedzi.

Podstawowym warunkiem odpowiedzi na to pytanie jest oczywiście rozpoznanie istoty wielkiego kryzysu ekonomicznego. Nie jest to łatwe. Pierwszorzędnym warunkiem jest podważenie zbyt łatwo nasuwającej się myśli, jakoby wielki kryzys ekonomiczny można rozpatrywać „sam w sobie”, a ściślej biorąc – w oderwaniu od koniunktury gospodarczej oraz cykli koniunkturalnych. Chociaż taka pokusa jest silna (zwłaszcza wśród polityków i „ekspertów”), to jednak niestety bez gruntownej wiedzy z zakresu koniunktury rozważania dotyczące wielkiego kryzysu są pozbawione sensu. Toteż nieprzypadkowo pojawia się tutaj określenie „wielki kryzys ekonomiczny”. Jest ono bowiem sprzężone z innym określeniem „wielki cykl koniunkturalny”, a pośrednio z wiedzą o koniunkturze.

Dopiero teraz można powołać się na konieczne rozróżnienie charakteru i przyczyny kryzysów. Wielkie kryzysy ekonomiczne wynikają z przebiegu procesów, które konstytuują ustrój gospodarczy (a zatem wprowadzają określony ład moralny, polityczny i ekonomiczny). Pogląd, że ustrój gospodarczy jest trwały, czyli nie podlega ewolucji lub rewolucji jest głęboko zakorzeniony w świadomości wielu społeczeństw. Trudno więc wytłumaczyć, że w długiej perspektywie (kilkudziesięciu lat) ustrój ulega znacznym zmianom i nie zawsze, niestety, zmiany te przyjmują pozytywny kierunek. Uwaga ta nie jest przypadkowa, ponieważ właśnie z czymś takim dziś mocno boryka się cały świat.

Poszukując istoty rzeczy można powiedzieć: ustrój rozwiniętych krajów Zachodu w ostatnim półwieczu przeszedł zdumiewającą ewolucję: od ustroju opartego na zasadach wolnej konkurencji do ustroju korporacyjnego. Ustrój wolnorynkowy pozostał jedynie w przestarzałych podręcznikach ekonomii i mało dociekliwych umysłach. Agonia wolnego rynku i konkurencji następowała powoli i nie została opatrzona odpowiednim nekrologiem.

Jak można było się spodziewać, takie stawianie sprawy musi wywoływać gorące sprzeciwy. Niestety, jest ono zgodne z historią gospodarczą, a z historią kłócić się nie warto.

Ekonomia także nie przeoczyła tej ewolucji. Jednak nie zostało to szerzej zauważone.

Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę ze ogólnego znaczenia ustroju społeczno-gospodarczego, a tym bardziej ze współczesnych uwarunkowań ustrojowych. Znaczenie ustroju społeczno-gospodarczego nie polega bynajmniej wyłącznie na określeniu norm prawnych sankcjonujących pożądane i ograniczających niepożądane zachowania ekonomiczne. Ustrój społeczno-gospodarczy jest podstawowym regulatorem procesów społecznych i gospodarczych, zaś obecnie taka regulacja w ogóle jest poważnie utrudniona przez intensywne i gwałtowane przemiany w gospodarce. Nie warto także podkreślać, że regulacja ta odnosi się do coraz większej złożoności procesów, ponieważ jest to widoczne niemal na każdym kroku. W tym świetle zapewnienie ładu społecznego i gospodarczego jest głównym wymogiem ustroju, co jak widzimy często obnaża wady ustrojowe. „Od konstrukcji konkretnych ustrojów gospodarczych zależy więc, czy i w jakim zakresie kierowanie procesem gospodarczym będzie efektywne” – pisał ponad pół wieku temu Walter Eucken.

Nieporozumienie może wywoływać samo określenie „kierowanie procesem gospodarczym” (jeśli zostanie niewłaściwie odczytane jako synonim gospodarki centralnie planowanej). Oczywiście pewne obawy są uzasadnione, zwłaszcza gdy interpretuje się ustrój społeczno-gospodarczy w sposób intuicyjny lub enigmatyczny.

Ustrój społeczno-gospodarczy funkcjonuje zawsze, choć nie zawsze efektywnie spełnia swoje funkcje. Ustrój ten jest konstrukcją złożoną z najtrwalszego tworzywa: procesów społecznych i gospodarczych odznaczających się względną (historycznie) trwałością, ale podlegających zmianom w długim okresie. Na tak rozumianym ustroju opierają się procesy bieżące. W tym sensie regulacja procesów społecznych i gospodarczych w skali krajów lub w skali globalnej jest normalnym aspektem funkcjonowania; jej przeciwieństwem jest anarchia i rozpad gospodarek narodowych.

Warto zdecydowanie podkreślić, że do zagadnień ustrojowych należą nie tylko fundamentalne kwestie ekonomiczne, lecz również fundamentalne kwestie społeczne. To, iż wielu współczesnych ekonomistów ignoruje kwestie społeczne (albo nie ma o nich najmniejszego pojęcia) nie oznacza, że kwestie te nie istnieją. Tym bardziej niebezpieczne jest skrajnie fałszywy pogląd, że kwestie społeczne nie należą do ekonomii, lecz znajdują się wyłącznie w rękach socjologów i polityków.

Takie postawienie problemu wyklucza wiele dalszych nieporozumień. Przede wszystkim podważa popularne obecnie poglądy i opinie ogłaszające „kryzys kapitalizmu”. Kapitalizm obejmuje różne systemy ustrojowe, co łatwo zauważyć. Wystarczy porównać ustrój Wielkiej Brytanii z ustrojem Egiptu, aby uchwycić nie tylko podstawowe różnice, ale także odmienne idee i zasady konstytuujące życie społeczne i gospodarcze.

Lekceważenie założeń ustrojowych zawsze źle się kończy. Nie chodzi jedynie o to, że z pola widzenia wymykają się najważniejsze problemy ekonomiczne (w tym problemy wielkiego kryzysu). Lekceważenie to wpływa demoralizująco zarówno na rządy, jak i na rządzone społeczeństwa. Sprzyja pozorom pełnej swobody i nieodpowiedzialności jednych i drugich, ponieważ szeroko otwiera bramy przed anarchią i … kryzysem.

Rzetelny opis rzeczywistości społeczno-gospodarczej wymaga głębokiej znajomości istniejących form ustrojowych. Sprawdza się to zwłaszcza w czasie kryzysu.

prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie