Nasila się nurt złożony z wielorakich opinii i projektów, których wspólnym mianownikiem jest darwinizm ekonomiczny. Składają się nań takie „wydarzenia” jak zalecenie Dennisa Meadowsa ograniczenia światowej populacji ludzkiej do 1-2 mld, a także uchwała parlamentu europejskiego zalecająca krajom UE ustawodawstwo proaborcyjne.
Główny problem polega na tym, że wspomniane opinie i projekty są uzasadniane w oderwaniu od ekonomii, a tym samym unikają zarzutu o darwinizm ekonomiczny. Jednak ich aspekt ekonomiczny wciska się do stosowanej argumentacji. Pod pozorem zatroskania o przyszłość globu czy respektowanie praw człowieka forsowane są programy bezwzględnej agresji ekonomicznej (agresji, a nie konkurencji!). Trudno nie zauważyć, że światowy kryzys ekonomiczny zwiększa natężenie tej agresji, prowadzącej do rozkładu słabszych gospodarek.
Mechanizm rozkładu jest powszechnie znany. Składają się na niego dwa ogniwa. Pierwsze, to „liberalizm ekonomiczny dla ubogich”, czyli ideologia krzewiąca bezbronność i uległość wobec wszelkich przejawów agresji ekonomicznej. To wyraźnie przebija przez sformułowania Konsensusu Waszyngtońskiego, ale jeszcze bardziej uwidacznia się w polityce gospodarczej wielu krajów objętych rygorami Konsensusu, w tym - Polski. Drugie ogniwo, to „liberalizm ekonomiczny dla silnych”, zbudowany na założeniach bioekonomii (Malthus, Darwin, Marks, Schumepter), której posłanie jest jasne: zostają najsilniejsi. Szanse egzystencji mają tylko najsilniejsze korporacje, gospodarki, państwa, społeczeństwa.
Ideologie i polityki oparte na bioekonomii nie są zjawiskiem nowym. Dzisiaj jednak są one bardziej żywotne z powodu przemożnej chęci skorzystania z „ostatniej szansy”, czyli wykorzystania szybko topniejącej przewagi finansowej, politycznej i militarnej krajów Zachodu.
Gest Piłata
Meadows nie jest postacią tuzinkową. Wiele komentarzy w prasie światowej zyskała wypowiedź Dennisa Meadowsa z 9 grudnia ubiegłego roku. Na pytanie dziennikarza SPIEGEL ONLINE: Czy jest możliwe, aby światowa społeczność mogła składać się z 9 mld osób? odpowiada:
- Nie. Nawet 7 mld ludzi jest już zbyt dużo (obecnie jest nas około 6,7 mld), jeśli chcemy zapewnić im odpowiedni standard życia. Nawet gdybyśmy chcieli nadal utrzymywać obecne wielkie rozwarstwienie społeczne - małą superbogatą część światowej społeczności przy społecznym wykluczeniu znakomitej większości – to i tak musielibyśmy światową społeczność pomniejszyć do około 5 – 6 mld osób. Natomiast, jeśli chcemy, aby wszyscy ludzie mieli dobre warunki życia, to trzeba doprowadzić jej liczebność zaledwie do 1 - 2 mld osób.
W następnym zdaniu Meadows zarzeka się, że nie może wskazać sposobu redukcji ludności świata ze względów etycznych i by się nie zagalopować. To tylko powtórzenie gestu Piłata, gdyż za jego sprawą wraca do łask maltuzjanizm w czystej niemal postaci. Zasadnicza różnica polega na tym, że Malthus zadanie redukcji rosnącej populacji ludzkiej powierzał czynnikom naturalnym, zaś Meadows – powierza je rządom i gremiom międzynarodowym. Interesujące jest to, że Meadows tym razem sięga po specyficzną argumentację ekonomiczną (a nie po apokaliptyczne wizje przyszłości). Chodzi mu o to, aby tym sposobem zasypać głęboką przepaść między bogatymi i ubogimi, a także by … „wszyscy ludzie mieli dobre warunki życia”. W ten sposób do programu zrównoważonego rozwoju wrzuca kluczowe elementy programu socjalistycznego.
Nie wygląda na to, że jest to kukułcze jajo dla zwolenników strategii „zerowego wzrostu”. Wygląda to raczej na usilnie realizowany proces integracji odrębnych dotąd nurtów (ekologicznego, socjalistycznego i lewicowego liberalizmu) jako odpowiedzi na załamanie się neoliberalizmu.
Jak pisze Lesław Michnowski w opracowaniu „Ekonomika ery zmian klimatycznych” ( to jeden z najwybitniejszych analityków przemian globalnych), „… strategia zerowego wzrostu opiera się na przekonaniu, że „ czym mniej ludzi, tym na dłużej starczy, jakoby bezwzględnie wyczerpywanych, zasobów naturalnych. A ponadto, odpowiednio zmniejszając ilość osób zaludniających Ziemię, przywróci się wraz z tym środowisku przyrodniczemu, utraconą wraz z rozwojem nauki i techniki, zdolność poprawnej samoregeneracji - zgodnej z potrzebami życia tak pomniejszonej światowej społeczności”.
Michnowski zwraca też uwagę, że „Po pierwsze miałoby miejsce utrwalanie dotychczasowego podziału światowej społeczności na bogate, o wysokim stopniu zużywania deficytowych zasobów życia, wysoko naukowo-technicznie rozwinięte i nadal bogacące się Centrum, oraz ograniczane w rozwoju naukowo-technicznym i sukcesywnie biedniejące Peryferia. Przy czym podział ten nie byłby jedynie podziałem geograficznym [...].
Peryferyjne państwa i społeczności byłyby pozbawiane zdolności homeostatycznych: obronnych i rozwojowych [...]. W miejsce eliminowanej elity, podstawiana by była pseudo-elita, silnie podporządkowana Centrum.
W Peryferiach eliminowana byłaby zatem zdolność administracji państwowej do organizowania obrony i rozwoju w formę państwa zorganizowanych społeczności. Państwa Peryferii pozbawiane by były zdolności rozpoznawania i - zwłaszcza wyprzedzającego - eliminowania pojawiających się zagrożeń. Ulegałyby likwidacji ośrodki myśli strategicznej, obronno-rozwojowego strategicznego programowania. Administracja państwowa pozbawiana byłaby wpływu na stan gospodarki i finansów, formalnie pod jej opiekę pozostających, społeczności. Postępowałaby degradacja sfery nauki, kadr naukowych oraz ośrodków badawczo-rozwojowych. Towarzyszył by temu „»drenaż mózgów«”. Ulegałyby degradacji silne organizacje religijne [...].
Istotnym sposobem pomniejszania zdolności obronnych tak eliminowanych społeczności byłoby kształtowanie w nich przekonania co do konieczności radykalnego zmniejszenia zaludnienia Ziemi, przy równoczesnym wmawianiu, iż ta »ozdrowieńcza« redukcja będzie dotyczyła jedynie innych, »prymitywnych«, »zacofanych«, groźnie nadmiernie rozmnażających się, »nietwórczych« społeczności”.
Przyglądajmy się temu uważnie. Uzasadnienie eksterminacji ludności ideą ogólnego dobrobytu i sprawiedliwości nie jest rzeczą nową, ale nigdy tak otwarcie nie było propagowane.
Europejski program eksterminacji?
Po niespełna pięciu miesiącach (10 lutego 2010) Parlament Europejski przyjął raport zapowiadający wywieranie międzynarodowego nacisku na kraje, które sprzeciwiają się legalizacji aborcji. W tym przypadku maltuzjanizm został zasłonięty troską o „prawa seksualne i rozrodcze” kobiet. Argumentacja sięgająca po konieczność ograniczenia populacji ludności świata nie mogła mieć zastosowania, gdyż Europa przeżywa regres demograficzny. To jednak nie oznacza, że ekonomiczny aspekt wspomnianego raportu nie istnieje czy nie ma większego znaczenia.
Autorom znanych od dawna koncepcji redukcji światowej populacji ludzkiej (raportów Klubu Rzymskiego), w tym Meadowsowi, nie udało się ukryć, że redukcja miałaby obejmować ludność krajów słabych materialnie, lecz zbyt silnych demograficznie. Jeden z internautów trafnie skomentował wypowiedź Meadowsa pisząc: „…rozumiem, ten Amerykanin potrzebuje pięciu globów”. Pod pozorem zatroskania o dobrobyt wszystkich ludzi na świecie otwiera się bramy dla ekspansji terytorialnej krajów silnych materialnie i zbyt słabych demograficznie. Taki to biznes.
Na ów motyw proszę zwrócić szczególną uwagę. Kropka w kropkę ten sam motyw przebija przez wspomniany raport Komisji Europejskiej. Tym razem w odniesieniu do krajów Europy.
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)