Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Z archiwum EEM: Demony neomaltuzjanizmu w Polsce

2020-04-11

Neomaltuzjanizm jest polityką globalnego ludobójstwa. Nie jest marginesem politycznym, a tym bardziej fikcją. Jest polityką realizowaną w sposób zorganizowany i długofalowy, a zarazem niestety polityką skuteczną.

Brak skutecznego przeciwdziałania polityce globalnego ludobójstwa wynika z słabego rozpoznania sytuacji globalnej. Większość ludzi obserwuje i odczuwa dotkliwie poszczególne procesy, które wydają się być niezwiązane ze sobą jako odnoszące się do pojedynczych aspektów życia społecznego i ekonomicznego, a nawet jako przypadkowe.

Wielu ludzi istnienie polityki globalnego ludobójstwa przyjmuje z niedowierzaniem. Jedni sądzą, że ponure czasy ludobójstwa skończyły się bezpowrotnie po ciężkich doświadczeniach II Wojny Światowej. Inni są przekonani, że ludobójstwo ma jednie charakter eksterminacji fizycznej w lokalnych konfliktach zbrojnych. Jeszcze inni boją się wspominać o planach i przedsięwzięciach mających na celu likwidację przeważającej części ludności świata, gdyż narażają się na potępienie, szyderstwa lub zarzut paranoi.

Tymczasem właśnie neomaltuzjanizm rozwija skrzydła (uskrzydlony przez globalny kryzys finansowy, o czym napiszemy później), ewoluując od rzekomo nieszkodliwych poszukiwań intelektualnych rozwiązania „problemu ludnościowego” do dojrzałej i spójnej doktryny społeczno-ekonomicznej i politycznej.

W Polsce o neomaltuzjanizmie nie słychać. Mówi się o wyludnieniu kraju, o zapaści demograficznej, o spadku urodzin. Za tymi określeniami kryje się sugestia, że są to procesy naturalne, a nie katastroficzne. Sprowadza się je do wymiaru demograficznego, co jest poważnym nadużyciem. Nie przyjmuje się do wiadomości licznych i ogólnie dostępnych sygnałów, że neomaltuzjanizm w Polsce jest polityką konsekwentnie realizowaną od ponad dwudziestu lat, a zatem nie polityka ta nie napotyka na protesty i przeciwdziałanie z żadnej strony. Sygnały to są co najwyżej odbierane jako pozbawione związku z procesem globalizacji.

Sądzi się błędnie – a jest to błąd nie tylko naiwny, lecz również niebezpieczny -, iż problem sprowadza się do polityki prorodzinnej.

Globalne ludobójstwo

Niechęć do nazywania rzeczy po imieniu jest przejawem zakłamania. Jeśli do tej niechęci dochodzi ponadto brak pamięci historycznej, sprawy muszą przybierać zły obrót. Niestety od dłuższego czasu widać przemożną niechęć władz politycznych do określenia „zbrodnia ludobójstwa”, nawet w przypadkach nie budzących najmniejszej wątpliwości. W ten sposób tuszuje się zbrodnie niemieckie z okresu II Wojny światowej, odbierając im charakter zbrodniczy i ludobójczy. Podobnie ostatnio tuszowano zbrodnie ludobójstwa na Kresach, wprowadzając w uchwale sejmowej pokrętne określenie „czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa”. Ten groźny proceder wymaga zastanowienia. Z pewnością nie są to kwestie drugorzędne. Jest bezsporne, że żaden polski polityk czy partia polityczna (a także Sejm RP) nie mają prawa zakłamywać historii Polski. Jeśli to czynią, świadomie stawiają się poza nawiasem życia publicznego Polski. Jest także bezsporne, że za takim zakłamywaniem historii nie przemawia żadna racja polityczna, natomiast przemawiają za nim racje antypolskie. Chodzi o to, że tolerancja wobec ludobójstwa w przeszłości przekłada się na tolerancję ludobójstwa w ogólności.

Takie uwagi mogą być irytujące, gdyż są zbyt oględne. Należałoby raczej jasno powiedzieć, że ukazana tolerancja jest wynikiem nie tyle enigmatycznych „racji politycznych”, ile koniecznym warunkiem tolerowania współczesnego ludobójstwa Polaków. Skoro bowiem szczególnie okrutne i twarde akty ludobójstwa nie zasługują na miano ludobójstwa, to tym bardziej na to miano nie zasługują „miękkie” formy ludobójstwa, z którymi mamy obecnie do czynienia. To zaś, czy takie postępowanie bagatelizujące wszelkie przejawy ludobójstwa jest wyrazem osobistej bezmyślności i gruboskórności czy podporządkowania światowym kręgom neomaltuzjańskim (bowiem nie ma neomaltuzjanizmu bez odpowiednich kręgów sprawczych) – nie jest najważniejsze. Jest to postępowanie zasługujące na najwyższe potępienie.

Przypomnijmy, że zgodnie z międzynarodowymi standardami ludobójstwo jest zbrodnią dokonywaną "w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych, jako takich”. Konwencja ONZ „W sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa” zawiera ustalenie, iż ludobójstwo może przyjmować nie tylko formę przemocy fizycznej i wojny, lecz również „"rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego” i "stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w obrębie grupy" (szerzej: „Prof. Siergiej Głaziew o ludobójstwie” Biuletyn EEM nr 5/2013 (33)).

Neomaltuzjanizm, to właśnie rozmyślnym stworzeniem dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego; nie tylko rozmyślnym, lecz skrupulatnie planowanym. Planowy charakter neomaltuzjanizmu wyraża się w Planowaniu Zaludnienia, które ma charakter planowania w skali globalnej.

Darwinizm społeczny
Określenie „neomaltuzjanizm” jest jednak złudne, ponieważ odwołuje się do teorii Thomasa Malthusa z osiemnastego wieku, która może być przyjmowana jako pesymistyczna hipoteza rozwoju społeczno-ekonomicznego, lecz nie stanowiąca jasnej dyrektywy politycznej. Podobne teorie, jak na przykład teoria plam słonecznych Stanleya Jevonsa (wyjaśniająca przyczyny cyklicznych kryzysów ekonomicznych), mają charakter anegdotyczny i intrygują raczej, aniżeli skłaniają do poważnego traktowania omawianych kwestii.

Motyw maltuzjański sprowadza się do dwóch stwierdzeń. Po pierwsze, iż istnieją naturalne ograniczenia wzrostu ludności (początkowo produkcja żywności), co można odnosić do szeregu „sztywnych” zasobów (z pominięciem zasobów alternatywnych, które trudno przewidzieć). Po drugie, do wykazania racjonalności wojen, epidemii i głodu (a także wielu innych czynników) jako środków umożliwiających osiągnięcie równowagi globalnej. Siła perswazji obydwu stwierdzeń jest dość duża, lecz nie zniewalająca.

Neomaltuzjanizm oferuje połączenie dwóch sposobów działania. Agresji prowadzącej bezpośrednio do pozbawienia życia danych populacji lub grup ludzi oraz kształtowanie środowiska („kultury”) ograniczającego przyrost danej ludności. Obydwa sposoby działania są znane od wieków, a więc pod tym względem nie znajdziemy nic nowego. Natomiast w neomaltuzjanizmie ulegają one globalizacji, czyli odnoszą się całych narodów, a nawet kontynentów.

Również nie znajdujemy nic nowego w motywach, które uzasadniają politykę neomaltuzjańską. Polityka ta może być skierowana przeciwko wrogom zewnętrznym i wewnętrznym, przyjmując takie lub inne uzasadnienie darwinizmu społecznego z szerokiego wachlarza argumentacji (Malthusa, Darwina, Marksa i Schumpetera). Jednak jak każde ludobójstwo neomaltuzjanizm na podłoże rasistowskie.

Postulat ograniczenia populacji ludzkiej jest jedynie „zielonym światłem” dla polityki ludobójstwa, stanowiącym zarazem czynnik osłabiający lub zaciemniający faktyczne motywy i intencje. Ogólnym uzasadnieniem tego postulatu jest skrajnie fałszywa troska o ludzkość.

 (zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie