Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Punkt widzenia

2019-08-12

Przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi warto poznać bliżej ewolucję sceny politycznej w Polsce. Wiosenne wybory do parlamentu europejskiego nie zmieniły tej sceny, a tym bardziej nie spowodowały „trzęsienia ziemi”(zarówno w Polsce, jak też w Europie). Jednak nie pozostały bez wyraźnego śladu. Ujawniły bowiem dotychczas słabo widoczny fakt. Dotyczy on sposobu postrzegania zagadnień społeczno-gospodarczych.

Żadne ze startujących ugrupowań politycznych nie zdołało zademonstrować podstawowej znajomości problemów społeczno-gospodarczych oraz gotowości ich rozwiązania. Problemy te znikły w ogólnym szumie medialnym, wywołanym wzajemnymi oskarżeniami przeciwników politycznych. Ogólne wrażenie było takie:” łobuzy biją łobuzów”.

Niejako „z marszu” przyjęto za pewnik pomyślne wyniki gospodarcze, zwłaszcza na tle innych krajów europejskich.

Jeżeli cokolwiek udałoby się wychwycić z tego szumu na tematy społeczno-gospodarczej , to przede wszystkim aspołeczny charakter zgłaszanych deklaracji. Żadne ugrupowanie nie przedstawiło nic, co mogłoby przyczynić się do odwrócenia negatywnych tendencji społecznych, demograficznych i innych. Większość tych tendencji „nie raczyło” zauważyć. Na tym tle łatwo było wyeksponować świadczenia socjalne obecnego rządu i zapowiedzi kolejnych.

Powszechne uznanie, że „rozwija się polska gospodarka” nie tylko zmarginalizowało znaczenie poważnych problemów ekonomicznych, z których żadne nie zostały rozwiązane, lecz także ujawniło kompromitujący poziom dociekliwości i wiedzy ekonomicznej polityków wszystkich opcji. Po pierwsze, pomimo ostrej i dobrze uzasadnionej krytyki tempa wzrostu Produktu Krajowego Brutto, jako synonimu rozwoju gospodarczego, argumentację o pomyślnym rozwoju gospodarczym nadal oparto na tym wskaźniku. Nie wypada chwalić się czymś, co jest z ekonomicznego punktu widzenia idiotyzmem. Również nie wypada przyjmować tych przechwałek za dobrą monetę.

Najważniejsze jest to, że poważne problemy ekonomiczne znikły z pola widzenia, co stanowi zapowiedź kontynuacji „chocholego tańca” w jesiennych wyborach parlamentarnych. Takie problemy, jak wykorzystywanie Polaków przez międzynarodowych wampirów finansowych i handlowych, zatrzaskiwanie się pułapki zadłużeniowej, przekładanie na Polskę kosztów globalnego i europejskiego kryzysu ekonomicznego, porażka rządu w kwestiach repolonizacji, niesłychane rozpasanie zachodnich sieci handlowych i korporacji finansowych, to problemy już zamiecione pod dywan. A do tego dochodzi brak strategii rozwoju ekonomicznego, bezmyślne trzymanie się dyrektyw Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, serwilistyczne podejście do wojny handlowej USA-Chiny.

W tym świetle jesienna kampania wyborcza, to zapewne wodowanie Titanica. Jakim cudem demontowana i niszczona przez trzydzieści lat gospodarka może w obecnej sytuacji odrodzić się jak Feniks z popiołów? Czy ciesząca się powszechnym aplauzem powierzchowna polityka socjalna (czyli 500 plus oraz kolejne plusy) może zastąpić politykę gospodarczą, której nikt nie potrafi określić? Gdzie są w rządzie ekonomiści ?
Zamiast polityki gospodarczej były „skrzydlate słowa” (godna zastanowienia fraza Homera), pozbawione znaczenia praktycznego. Do „skrzydlatych słów” należy zaliczyć wszystkie bez wyjątku zapowiedzi, deklaracje i oczekiwania przedwyborcze, które nie mają pokrycia w potencjale wykonawczym. Jedni nie mają dostatecznej autonomii, aby dysponować środkami (kontrolowanymi przez wrednych mocodawców) , zaś drudzy nie mają dostępu do tych środków (aby nie mogli uprawiać skutecznie polityki) . Tkwi w tym przede wszystkim asymetria finansowa (bo jedni mogą sfinansować swoją działalność , a inni nie).

Jeśli nawet wspomniana „asymetria finansowa’ jest królową współczesnej polityki, trzeba się dobrze zastanowić, czy warto sprzedać się diabłu. Może lepiej jednak byłoby odszukać znane w historii politycznej i gospodarczej sposoby osiągnięcia politycznego i gospodarczego zwycięstwa. Póki co, dominują same „skrzydlate słowa”, które już wzbiły się w powietrze i znikają za horyzontem.

Czy o czymś zapomnieliśmy w tym umysłowym rozgardiaszu? Tak, zapomnieliśmy o tym, czym powinny być rzetelne programy polityczne. To wcale nie powinny być mniej lub bardziej ciekawe teksty w formie: „opowiadanie bajeczek”. To nie powinny być również odważne deklaracje walki z wszelkimi przeciwnościami ( jakie się nawijają pod rękę). Nawet tak skandaliczne przeciwności, jak ustawa 447. To powinny być przygotowane na użytek wewnętrzny, dobrze rozpisane na głosy działania organizacyjne, prawne, polityczne, finansowe i techniczne. To są zagadnienia organizacyjne, a przede wszystkim zagadnienie podstawowe: podziału pracy. Między solistami współpraca może być tylko doraźna i połowiczna. W tym punkcie ujawnia się mizeria zarówno tych, którzy mają środki wykonawcze, jak też tych, którzy tych środków nie mają. Całość „klasy politycznej” (nieprzypadkowo określenie to opatrujemy cudzysłowem) w Polsce nie jest zdolna (lub nie chce) zrozumieć tego prostego i niemożliwego do podważenia warunku realnych sukcesów politycznych i gospodarczych, w tym opartych na rzetelnym rozpoznaniu i zorganizowanej realizacji celów narodowych. Mogą się mylić co do hierarchii tych celów, ale nie mogą oczekiwać, że ich przesadne ambicje , manipulowanie opinią publiczną , zagrzewanie do oporu, czy „pobożne życzenia” będą służyć społeczeństwu. To znany od dawna wachlarz politycznej kokieterii. To znany arsenał działalności aspołecznej.

Dlatego nie należy traktować poważnie nikogo, jeśli nie dysponuje środkami panowania nad „skrzydlatymi słowami”. Nie warto sprzyjać tym, którzy wielokrotnie korzystali z zaufania społecznego, obiecując to czy tamto, bez żadnego pokrycia. I nie warto wspierać tych, którzy wpisują się w analogiczne schematy działalności politycznej.

Czyli co? Mamy próżnię w sferze realizacji elementarnych interesów narodowych? Niezupełnie.
Raczej mamy do czynienia z nieustannym raczkowaniem i niedouczeniem młodego pokolenia. Wyrazem braku dojrzałości społecznej i narodowej jest przyjmowanie stanowiska antyspołecznego, na przykład w imię „wolności”, „poszanowania praw obywatelskich”, „demokracji „ etc. To są „skrzydlate słowa” i nic więcej. Kto tego nie rozumie, nie zrozumie niczego.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie