Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Dekompozycja III RP (cz.1)

2019-05-21

Po trzydziestu latach dochodzi do słabo rozpoznanej dekompozycji III RP. Szokujące wydarzenia polityczne, które rozgrywają się wokół Polski, ale również w jej granicach, byłyby mniej szokujące, a bardziej zrozumiałe, gdyby wspomniane kulisy dekompozycji III RP były bardziej widoczne. Sam fakt dekompozycji jest naturalną konsekwencją niemożności kontynuacji dotychczasowych praktyk politycznych i propagandowych. Zanim przejdziemy do omówienia najważniejszych aspektów tego szczególnego momentu historycznego, podkreślimy trzy ogólne i trudne do zakwestionowania zjawiska.

Pierwszym, słabo kojarzonym z przemianami politycznymi w Polsce, jest dokonywana obecnie przebudowa porządku światowego. Najczęściej komentowane są konflikty i zaskakujące wolty polityczne na arenie światowej, w tym zwłaszcza osławiony konflikt prezydenta Donalda Trumpa z „głębokim państwem”, zaś wysiłki zmierzające do ustanowienia nowego porządku światowego są omawiane sporadycznie. Dekompozycja III RP jest fragmentem tych wysiłków, co oznacza decydujący wpływ czynników zewnętrznych na dokonujące się w Polsce przekształcenia układów politycznych. Zwracamy uwagę na ten aspekt problemu interpretacji konfliktów i wydarzeń w Warszawie, gdyż jest on notorycznie pomijany. Toteż nawet tytułowe określenie „dekompozycja III RP” wydaje się zaskakujące lub przesadne.

Drugim zjawiskiem, rzadko komentowanym, jest niedostateczny wzrost gospodarczy. Po wywołanym tzw. „terapią szokową” gwałtownym i ostrym spadku gospodarczym w latach 1992-1994, kolejne kilkanaście lat przebiegało pod hasłem „przyspieszonego wzrostu”, gdy było to zaledwie powolne odzyskiwanie wcześniejszego poziomu. Kłamstwo było łatwe do wykrycia, gdyby nie manipulacje statystyczne. Równolegle spadały polskie aktywa majątkowe, a ich miejsce zajmowały aktywa zagraniczne. Wzrost gospodarczy dotyczył więc wzrostu aktywów zagranicznych w Polsce, zaś polska gospodarka narodowa (według kryterium własności) została w znacznej części zniszczona. Wielu publikacjach wskazywaliśmy, że nie istnieją czynniki wzrostu gospodarczego Polski. Zwracaliśmy także uwagę na fakt, że występuje silny i niekontrolowany odpływ kapitału, a także na niebezpieczny proces zadłużania państwa w zagranicznych bankach komercyjnych, amortyzującego niedobór kapitału kosztem przyszłych obciążeń finansowych. Jest oczywiste, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie.

Nowym zjawiskiem wydaje się to, że o ile przez trzydzieści lat koszty takiej „polityki gospodarczej” (trudno pisać o niej bez cudzysłowu), rujnowały gospodarkę i stanowiły główny czynnik osłabiający siły narodowe, o tyle od 2018 roku niedostateczny wzrost gospodarczy dotknął również boleśnie „elity polityczne” (tutaj także nieodzowny jest cudzysłów). Z jednej bowiem strony, możliwości dalszego drenażu społeczeństwa stawały się coraz mniejsze. Z drugiej strony, zewnętrzne naciski na zwiększenie tego drenażu stały się niezwykle silne i brutalne.

Trzecim czynnikiem uzasadniającym dekompozycję III RP jest wejście Polski w ostatnią fazę politycznego, ekonomicznego, kulturalnego oraz moralnego upadku. Na horyzoncie nie widać walczących z tym stanem rzeczy sił narodowych. Zamiast troski i odpowiedzialności, odbywa się chocholi taniec.

W dyskusjach politycznych ucieka z pola widzenia podstawowy fakt, że Polska nie jest krajem suwerennym, lecz krajem neokolonialnym. Ignorowanie tego faktu sprawia, że wszelkie kombinacje stają się bezwartościowe, zaś sugestie odrodzenia narodowego – naiwne lub bezsensowne.

Te trzy czynniki wymagają szczegółowego omówienia.

***

Nie zostały rzetelnie wyświetlone przyczyny obecnego stanu rzeczy w Polsce. Zabrakło obiektywnej i rzeczowej historii gospodarczej ubiegłych, co najmniej czterdziestu lat. W wielu głowach błąkają się więc stare widma, przestarzałe schematy, resentymenty i urazy. Zabrakło pełnej, niezależnej i krytycznej myśli społeczno-ekonomicznej, zdolnej przeciwstawić się iluzjom neoliberalizmu i przywrócić znaczenie zagadnień gospodarczych i finansowych w społeczeństwie.

Upowszechnienie istniejącej wiedzy ekonomicznej stało się poważnym problemem. Wiele środowisk społecznych i zawodowych w Polsce nie uznaje odpowiedzialności za szerzenie tej wiedzy, gdy jest to niezbędne, by pomóc sobie i ojczyźnie, zaś przede wszystkim skutecznie przeciwdziałać dalszemu drenażowi ekonomicznemu Polski, w tym przestępczym nadużyciom. Trudno się dziwić, że najczęściej reakcje na niszczenie gospodarki narodowej i nagminne przerzucanie kosztów bezprecedensowej grabieży mienia i finansów państwa na społeczeństwo są anemiczne. Ograniczają się do protestów, które docierają do wąskiego kręgu ludzi.

Społeczeństwo zawsze ma możliwość odgrywania bardzo istotnej roli w sprawach państwowych, lecz musi wiedzieć, co się dzieje. Wtedy wszystko staje się łatwiejsze.

Ciągle dominują naiwne wyobrażenia stosunków międzynarodowych (w duchu „przyjaźni i braterstwa”), słabe rozpoznanie sił kryjących się za fasadą państwową, zbyt poważne traktowanie „walki politycznej” w panującym obecnie układzie politycznym, lekceważenie polskich interesów ekonomicznych i finansowych, przewaga zabiegów o wizerunek medialny nad dbałością o godność i zaufanie. Nadal dzieli się ludzi na „komunistów i antykomunistów”, na „liberałów i socjalistów”, czy ostatnio na „patriotów i nacjonalistów”, nie chcąc dostrzec, że są to podziały służące wyłącznie doraźnej grze politycznej, a dokładniej, są to melodie do chocholego tańca.

Podstawowy podział społeczeństwa
Podstawowy podział w polskim społeczeństwie, który doprowadził do jego osłabienia, demoralizacji i degradacji, jest zasłonięty kurtyną spektakularnych wydarzeń i skandali politycznych. Z największym naciskiem musimy przypomnieć i podkreślić, że tym podziałem jest dwubiegunowy stosunek do tzw. prywatyzacji, tj. obdzierania społeczeństwa z dóbr majątkowych i dochodów koniecznych do zapewnienia jego rozwoju materialnego i duchowego. Z jednej strony, mamy liczne rzesze zwolenników oraz umiarkowanych krytyków prywatyzacji jako – ogólnie biorąc - procesu pozytywnego, lecz nie zawsze właściwie przeprowadzonego (to wyraz krytyki oportunistycznej), zaś z drugiej strony mamy nielicznych polityków i ekonomistów, którzy rzekomą prywatyzację dawno już potrafili zidentyfikować jako działalność o charakterze przestępczym.

Zwolennikom tzw. prywatyzacji sprzyja współczesny liberalizm ekonomiczny, polegający na swoistym rozumieniu wolności, jakoby ojczyznę wolno rabować i rozkradać, a także utrzymywać więzy przyjaźni z tymi, którzy ją rozkradają i rabują.

Bez jednoznacznej akceptacji tezy o zbrodniczym charakterze tzw. prywatyzacji niemożliwe jest otwarcie oczu na rzeczywistość. To nie jest rzeczywistość wzrostu gospodarczego, lecz rzeczywistość zdeterminowana trzydziestoletnią grabieżą majątku i finansów Polski oraz płynącymi z tej grabieży konsekwencjami politycznymi, kulturowymi i moralnymi. Jeśli taka akceptacja nie nastąpi, Polska zostanie wykreślona z mapy świata. Zbliżyliśmy się do tego momentu niebezpiecznie blisko. Dlatego wspomniany podział jest podziałem podstawowym.

Bez odrzucenia tezy o kryminalnym charakterze prywatyzacji wrogowie są niedostrzegalni, a nawet kochani. Nie jest wówczas możliwe rozróżnienie faktycznych wrogów i potencjalnych przyjaciół. Na użytek publiczny sformułowano z gruntu fałszywą doktrynę, w której zagraniczni beneficjenci grabieży polskiego majątku narodowego są „strategicznymi partnerami” Polski, zaś krajowy zarządcy procesu zagrabiania tego majątku są godni szacunku i uznania politykami. Bezkarność jednych i drugich woła o pomstę do Nieba. Także dlatego wspomniany podział jest podziałem podstawowym.

Polska nie tylko stała się państwem neokolonialnym, lecz została podważona jej integralność terytorialna i bezpieczeństwo narodowe. Naród splądrowany i zubożony stał się niezdolny do obrony przed krwiożerczymi siłami.

Niektórzy Polacy łudzą się, że prywatyzacja jest rysem przeszłości, a nie fundamentem mniej lub bardziej wyrafinowanych form pasożytowania na narodzie polskim. Nie można uznać jej za „epizod historyczny” i swobodnie rozwijać własne siły wytwórcze. Bez rozliczenia prywatyzacji (i bardziej „finezyjnych” metod rabunku majątku narodowego), staną się one bowiem również celem rabunku.

Dlatego uważamy, że wszystkich Polaków należy ostrzegać przed podobnymi złudzeniami, zwłaszcza przed złudzeniem, że ci, którzy przyczynili się do upadku Polski, mogą ją podnieść z tego upadku. Utopijne nadzieje na samoczynny rozwój gospodarczy, wiązanie przyszłości Polski z obecnym, wysoce chwiejnym układem geopolitycznym, fascynacja sztucznie wylansowanymi „przywódcami”, to tylko złudzenia.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie