Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Upadek mitu „transformacji ustrojowej” w Polsce (cz.1)

2019-01-25
Upadek mitu „transformacji ustrojowej” w Polsce (cz.1)

Czym były przemiany polityczne i gospodarcze w latach 1989-2018? Mimo upływu  blisko trzydziestu lat, jasnej odpowiedzi nie mamy. Politycy unikają wszelkich dyskusji o problemach ustrojowych, a jej miejsce zajmują dywagacje, podejrzenia i insynuacje tworzące wokół nas toksyczne opary. 

Zainteresowanie specyfiką przemian politycznych i gospodarczych zostało z premedytacją przesterowane na zainteresowanie doraźnymi, pozbawionymi znaczenia bieżącymi „wydarzeniami politycznymi” (spektaklem pozorowanej walki politycznej) oraz na wystawianie nowych i degradowanie starych kreatur - „wybitnych postaci” życia politycznego. Nazywamy to nieprzypadkowo „tańcem chochołów”. 

Faktycznie upadek mitu „transformacji ustrojowej” w Polsce nastąpił późną jesienią 2018 roku, co jednak nie zostało przez wszystkich zauważone i zrozumiane. Do opinii publicznej dotarły szczątkowe wiadomości, że „transformacja ustrojowa” była jednak Wielkim Oszustwem, lecz to nie sprawiło na otępiałej opinii publicznej wrażania. Społeczeństwo polskie zostało przyzwyczajone do utrwalonego systemu „sprawowania władzy”, której jakoby przywilejem jest oszukiwanie i okradanie społeczeństwa. Nie należy się dziwić, że stopniowo doszło do skrajnej demoralizacji władzy politycznej. Nikt jednak nie pytał, skąd się ta władza wzięła? Czy fałszywe zapewnienia, że działa „demokratyczne państwo prawa” wystarczają do wyjaśnienia tej kwestii? Czym jest demokracja, w której podejmowane są działania szkodliwe dla narodu? 

Na pytanie o pochodzenie władzy politycznej nie można rzetelnie odpowiedzieć bez uwzględnienia dwóch wymogów. 

Po pierwsze, konieczne jest prześledzenie historii powstania i umacniania się władzy politycznej (partii politycznych, wpływów zewnętrznych, gromadzenia niezbędnych do sprawowania władzy zasobów i środków technicznych etc.). Czyli chodzi o gruntowne poznanie historii politycznej i gospodarczej nie tylko ostatnich trzydziestu lat, lecz znacznie wcześniejszej (gdyż „transformacja ustrojowa” nie rozpoczęła się dopiero w 1989 roku). 

Nie należało oczekiwać, że władza uruchomi źródła finansowania takiego przedsięwzięcia badawczego, które byłoby dla niej niebezpieczne (zamiast zasilania funduszy na promocję jej pozytywnego wizerunku). Nie należało się łudzić, że osoby zainteresowane odkryciem mrocznej historii władzy politycznej mają dostateczne możliwości finansowe, siły i odwagę, aby szybko uporać się z tym zadaniem. System polityczny został tak zorganizowany, aby władze mogły skutecznie dławić policyjnie i finansowo wszelkie próby odkrywania prawdziwych kart współczesnej historii. Zatem nie należy się dziwić, że  przestrzeń publiczną zdominowały dywagacje, podejrzenia i insynuacje.

To bardzo zahamowało i opóźniło poznanie rzeczywistego stanu rzeczy. Jednak nawet jeśli opinia publiczna jest obezwładniona i skutecznie ogłupiona, sprawy się nie kończą. Życie toczy się w kierunku rozstrzygnięcia, które wynika z przebiegu dotychczasowych procesów politycznych i gospodarczych. Życie jest czynnikiem aktywnym nawet wtedy, gdy opinia publiczna jest uśpiona. 

Tę kwestię należy postawić jasno i brutalnie. Tak funkcjonująca władza polityczna, jak w ubiegłych dziesięcioleciach w Polsce (i nie tylko) jest tkanką pasożytniczą. Relacje występujące między tkanką pasożytniczą i żywicielem w pełni odnoszą się do stosunków polityczno-gospodarczych w Polsce. Wielu politykom takie postawienie sprawy może się nie podobać, lecz to nie ma znaczenia. Mówimy o fakcie bezspornym.        

Po drugie, konieczne jest ujawnienie faktycznych beneficjentów „transformacji ustrojowej”, którym służy obecna władza polityczna. Nie można ad hoc przyjmować, że władza służy narodowi. Wiara, że władza polityczna jest emanacją interesów narodowych była w Polsce: naiwna, niezgodna z faktami, ślepa i ostatecznie głupia (aż w końcu prysły wszelkie złudzenia). Okazało się to momentem krytycznym dla systemu politycznego. Wtedy pytanie ponawiane przez rozgoryczonych  ludzi  „jak tu żyć?” zostało uzupełnione równie przykrym pytaniem rozgoryczonych i poniżonych polityków „jak tu rządzić ?”. 

Wcześniej, czy później, musiało dojść do kompromitacji władzy politycznej i podjęcia radykalnej próby „zmiany kursu” przez jej sterników. Nasze rozważania muszą więc być uzupełnione o dodatkowy wątek: na czym polega owa „zmiana kursu”? Czy próba tej zmiany zakończy się kolejnym Wielkim Oszustwem, a może przeciwnie – otwarciem możliwości rozwoju Polski, a przynajmniej chwilowym oddechem? „Transformacja ustrojowa” nie była skierowana na rozwój Polski, o czym wszyscy powinny wiedzieć, lecz służyła celom zewnętrznym; dominacji światowej oligarchii finansowej. 

Tylko idiota może sądzić, że rozwój społeczno-gospodarczy kraju możliwy jest bez suwerenności politycznej i ekonomicznej. Tej suwerenności Polska nie odzyskała. Kilka znanych epizodów z 2018 roku, ukazujących bezwzględną, cyniczną i nieukrywaną ingerencję w sprawy polskie ze strony Izraela (w kwestii IPN), Stanów Zjednoczonych (w kwestii ustawy 447, repolonizacji mediów etc.), Komisji Europejskiej (w kwestii sądownictwa), spowodowało ostateczne zdemontowanie mocno popękanej fasady rzekomej suwerenności. Tylko tenże idiota może sądzić, że Polska jest krajem suwerennym. 

Skoro „transformacja ustrojowa” jest mitem, pozytywny stosunek do owej „ transformacji” jest poważnym problemem dla władzy politycznej. Odrzucenie pozytywnej oceny „transformacji” (łącznie z całym bagażem przestępczej „prywatyzacji”) nie jest dla niej dobrym rozwiązaniem. Pociągałoby za sobą rozlanie się nagromadzonych przez trzydzieści lat brudów; rozliczenie beneficjentów przestępczej prywatyzacji, włączenia do polityki faktycznych reprezentantów narodu  i wiele innych bardzo niebezpiecznych dla władzy następstw. O czym ludzie władzy najlepiej wiedzą i dlatego solidarnie zwierają szeregi. Trzymanie się pozytywnej oceny „transformacji” zakrawa z kolei na skrajną obłudę lub całkowity brak kontaktu z rzeczywistością. Można jeszcze lawirować (co się właśnie dzieje), ale nie na długo.

Czym był mit „transformacji ustrojowej”?
Mamy rzadką okazję, aby bliżej poznać mit transformacji ustrojowej.  Niech na początek wystarczy, że odwołamy się do najbardziej rozpowszechnionego pojęcia „transformacji ustrojowej” jako przejścia od gospodarki planowej do gospodarki wolnorynkowej. Podejrzewamy, że nadal wielu Polaków uważa, że dokonywano właśnie takiego przejścia, a nie sądzi, że dokonano manipulacji. 

Najpierw kilka banalnych zastrzeżeń. Otóż zarówno gospodarka planowa, jak też gospodarka rynkowa nie są i być nie mogą podstawą ustroju społeczno-gospodarczego; raczej z ustrojem politycznym i społeczno-gospodarczym mają niewiele wspólnego. 

Poważne zagadnienie kształtowania pożądanego ustroju społeczno-gospodarczego w ogóle nie było brane pod uwagę. Wolno zatem zapytać, co działo się z ustrojem społeczno- gospodarczym w Polsce przez niemal trzydzieści lat? Władze polityczne nie stawiały sobie tego pytania. Lecz, niestety, również naukowcy, ekonomiści, politycy, prawnicy, itp. niewiele potrafili powiedzieć na ten temat. Jest to pierwszy, wymagający rozpatrzenia problem. Miało miejsce nadużycie pojęcia „transformacji ustrojowej” do promowania przemian, które nie miały jasno sprecyzowanej koncepcji zmian instytucjonalnych. 

Z perspektywy współczesnej historii gospodarczej wiemy już  dostatecznie dobrze, że nie było to nadużycie przypadkowe lub wynikające z braku dostatecznej wiedzy.

Tworzenie i podtrzymywanie mitu ”transformacji ustrojowej”,  spotkało się z ostrą, lecz na ogół lekceważoną i odrzucaną, krytyką ze strony nielicznych ekonomistów (różnej orientacji politycznej: od liberałów do marksistów). Sygnalizowanej krytyce należałoby poświęcić odrębne rozważania, gdyż nie zawsze była przekonywująca i bezinteresowna. Natomiast znacznie szersza i bardziej „przemawiająca do ogółu” była krytyka tzw. prywatyzacji (również nie zawsze trafna i obiektywna). Tzw. prywatyzacja nie jest fundamentem budowy „ gospodarki rynkowej” , chociaż może się tak wydawać wielu osobom słabo zorientowanym w sprawach ekonomicznych. Tym bardziej nie jest ona zagadnieniem ustrojowym. Jest po prostu jednym z aspektów realizowanej w ostatnich trzydziestu kilku latach (w różnych formach i z różnym natężeniem) polityki gospodarczej, a ściślej biorąc – zabójczej dla narodu dystrybucji majątku narodowego. Takie proste uporządkowanie kwestii pojęciowych jest potrzebne dlatego, aby oczyścić pole dyskusji z propagandowo-politycznych  śmieci. Musi być jasne, że tzw. prywatyzacja nie była fragmentem zorientowanej na rozwój Polski polityki gospodarczej. Była realizowana zamiast takiej polityki. Co nie znaczy, że wskutek wielu zabiegów prawnych, administracyjnych i personalnych nie wpływała na kształt ustroju społeczno-gospodarczego. Należałoby wyjaśnić, jaki to był wpływ.

Podobnie było z wejściem Polski do Unii Europejskiej. W świetle dostępnych danych, nie było ono podyktowane wzmocnieniem szans rozwoju Polski (chociaż wielu pro unijnych polityków na to stawiało). I w tym przypadku mamy do czynienia z polityką, która wycisnęła silne piętno na ustroju społeczno-gospodarczym. Także należałoby dokładnie wyjaśnić, jaki to był wpływ. 

Powyższe uwagi mają na celu ukazanie braku lub powierzchowności w popularnym podejściu do niezwykle ważnych – fundamentalnych przecież - zagadnień ustrojowych. Wiele rzeczy zostało raczej zagmatwanych, aniżeli wyjaśnionych. 

Kolejnym ważnym zagadnieniem, które zostało celowo zagmatwane, jest identyfikacja beneficjentów tzw. prywatyzacji oraz korzyści z uczestnictwa Polski w Unii Europejskiej. Z pewnością beneficjentem obydwu „kierunków strategicznych” (tak oficjalnie prezentowano kolejno prywatyzację, a następnie akces do UE) nie było polskie społeczeństwo, a nawet jakaś szersza warstwa społeczna (np. polscy przedsiębiorcy, robotnicy, czy  rolnicy).  

Równolegle do potrzeby identyfikacji beneficjentów realizowanej w latach 1989 -2018 polityki gospodarczej, pojawia się potrzeba określenia tych, którzy stali się jej ofiarami. Twierdzenie, że ofiarą było całe polskie społeczeństwo jest zbyt ogólne, aby można się było z nim zgodzić.

Podstawowy fakt, dobrze udokumentowany i niemożliwy do podważenia dotyczy głównych beneficjentów tzw. prywatyzacji. Są to amerykańskie fundusze inwestycyjne i banki światowe. Stwierdzenie to dla wielu „znawców” przemian ustrojowych w Polsce może być szokujące, gdyż rozbija w pył ich przekonanie, że dzięki wolnemu rynkowi kapitałowemu i konkurencji beneficjentami prywatyzacji byli inwestorzy z wieku krajów – „od Kataru do Japonii”. W oczy rzuca się niesolidność takiej neoliberalnej oceny rzeczywistości. Istotnie, firmy inwestujące w „prywatyzowany” majątek narodowy mają siedziby w wielu krajach (tylko pod tym względem zasługują na ogólne miano firm zagranicznych). Jednak w większości są one własnością funduszy inwestycyjnych lub należą do globalnej sieci bankowej.  Trzeba wyzwolić się z fałszywych wyobrażeń, jakoby między poszczególnymi firmami kontrolowanymi przez wielki kapitał niepodzielnie panowała zasada konkurencji rynkowej. Chodzi o kilkanaście amerykańskich funduszy inwestycyjnych, wyspecjalizowanych w „inwestowaniu” (raczej w agresywnym przejmowaniu kapitału) w krajach Europy Środowo-Wschodniej, w tym również w Polsce. W naszym kraju od 1990 roku fundusze te „pracowały pełną parą”, korzystając z zasłony dymnej w postaci wolnego „rynku kapitałowego” i skorumpowanych zagranicznych firm audytorskich (oceniających korzyści z prywatyzacji). 

Fakty te uzupełnia kłócąca się z powszechnym, lecz skrajnie naiwnym wyobrażeniem o konkurencji wolnorynkowej obserwacja, iż wspomniane fundusze i banki są zorganizowane w hierarchiczny system zarządzania kapitałem, tj. w globalną sieć finansową. Jest to dlatego bardzo ważne, że pozbawia złudzenia, że są to tylko „mocniejsi” beneficjenci tzw. prywatyzacji, a nie zorganizowana ekspansja światowej oligarchii finansowej. Zatrzymanie się na stwierdzeniu, że tylko „między innymi” w tzw. prywatyzacji uczestniczyły amerykańskie banki i fundusze inwestycyjne,  gwarantuje znalezienie się w nierealnym świecie.

Mit wolnej konkurencji osłania mit „transformacji ustrojowej”.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie