Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Rządy klanu liberałów: efekt Frankensteina (cz.1)

2019-01-25
Nowy fragment omawianej we wcześniejszych numerach EEM historii klanu liberalnego w Polsce rozpoczynamy od spostrzeżenia, że między  stosowanym oficjalnie określeniem  „przekształcenia własnościowe”, a określeniem „zarządzanie dystrybucją majątku narodowego” zasadniczo nie ma różnicy. Utworzenie w lipcu 1990 roku Ministerstwa Przekształceń Własnościowych oznaczało początek instytucjonalizacji zarządzania dystrybucją zgromadzonego przez setki lat majątku narodowego oraz dóbr naturalnych. Nie ma w tym śladu fantazji.  

Dzięki rozbudowie Ministerstwa Przekształceń Własnościowych możliwe było utworzenie dwóch centralnych ośrodków władzy politycznej w Polsce. Równolegle do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych umacniał się drugi  ośrodek - Ministerstwo Finansów. Natomiast pozostałe fragmenty systemu władzy, łącznie z Sejmem RP, zostały pozbawione możliwości sprawowania kontroli politycznej nad wspomnianymi ośrodkami, powracając do roli fasadowej, jaką pełniły w systemie komunistycznym. Fakt ten jednak nie został w pełni oświetlony, toteż nieodzowne jest jego szersze omówienie. 

Niewiele dziś już wiadomo o zakulisowej, ostrej i dramatycznej walce politycznej o przezwyciężenie patologii formowanego po 1989 roku systemu rządów. Ważnym fragmentem wspomnianej walki politycznej był projekt uchwały Sejmu w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom niegospodarności, nadużyć i korupcji w gospodarce, której tytuł nie odzwierciedla w pełni problemu. Uchwała kończy się żądaniem skierowanym do premiera „spowodowania ustalenia odpowiedzialności indywidualnej pracowników administracji państwowej, którzy swoim działaniem lub zaniechaniem przyczynili się do powstania tych zjawisk”, przedstawienia gotowych projektów ustaw dotyczących „skutecznego zabezpieczenia interesów majątkowych skarbu Państwa” i zmian przepisów wprowadzających precyzyjne określenia związanych z tym przestępstw gospodarczych.

Wielkie zdziwienie budzi fakt, że projekt taki rozpatrywany jest dopiero teraz, po przeszło 2 latach rozgrabiania majątku narodowego, uszczuplania budżetu państwa. Liczne afery gospodarcze i przemytnicze, o których systematycznie dowiadywała się opinia publiczna, o których mówiono także z trybuny sejmowej […] powinny być już dawno sygnałem do zdecydowanego przeciwdziałania wszystkich powołanych do tego instytucji państwa. Powinno nastąpić znacznie wcześniejsze uruchomienie skutecznych mechanizmów zabezpieczających majątek narodowy i budżet państwa, które są własnością całego narodu polskiego” (poseł Władysław Staniuk, przedsiębiorca). Przypomnienie tej wypowiedzi jest tym bardziej celne, że przez następne 25 lat kolejnych rządów w Polsce nadal skuteczne mechanizmy zabezpieczające majątek narodowy i budżet państwa nie zostały uruchomione. Wielkie zdziwienie ustąpiło zniechęceniu i przyzwyczajeniu.
Kwestia ochrony majątku narodowego nie pojawiła się wówczas po raz pierwszy, lecz była podnoszona niemal w każdej debacie dotyczącej zagadnień gospodarczych i funkcjonowania administracji państwowej. Od początku nie było wątpliwości, że jest to kwestia drażliwa społecznie, bowiem brak ochrony majątku narodowego jest zaniechaniem przestępczym. Z pewnością nie istnieją żadne poważne racje ekonomiczne uchylenia obowiązujących wcześniej wymogów w zakresie gospodarowania majątkiem publicznym i ubezwłasnowolnienia organów kontroli. 

Nie przemawiają za tym nawet racje skrajnie liberalne, ponieważ w tym przypadku nie chodzi o ograniczenie swobody gospodarczej, lecz o ograniczenie samowoli politycznej i administracyjnej. „Zadziwia ignorancja i bezwład instytucji powołanych do zwalczania afer gospodarczych, przestępstw finansowych i korupcji. Długotrwałe dochodzenie w wykrytych sprawach, częste umarzanie afer z braku dowodów lub nawet znamion przestępstwa, wiele spraw karnych skarbowych przeciągających się w nieskończoność wskazują raczej na pozorowanie działań w celu uspokojenia opinii publicznej oraz na niewiarygodne luki formalnoprawne skrzętnie wykorzystywane przez ludzi działających na szkodę skarbu państwa” – ciągnął dalej cytowany poseł.

Krytyczny stosunek do funkcjonowania rozlegał się z różnych stron. Jednak głosy krytyczne na ogół wyrażały nie tylko zaniepokojenie o losy majątku narodowego, lecz także zagubienie. Chodzi o to, że z argumentacji o konieczności ochrony majątku narodowego znikła rzecz najważniejsza. Ochrona aktywów majątkowych nie jest celem samym w sobie, lecz odnosi się do wykorzystania i pomnażania tych aktywów. Istotą problemu jest działanie przeciwko interesom ekonomicznym Polski.

Skonfrontujmy to z inną wypowiedzią wygłoszoną w Sejmie RP w czerwcu 1924 roku. „«Jeśli mówiłem w optymistycznym tonie, nie znaczy się, ażebym nie czuł wielkiej troski i odpowiedzialności za te chwile, które przeżywamy; przecież chciałbym, by w ciągu całego roku uwidoczniła się wielka prawdziwa potęga Narodu Polskiego» .Apelowałem do uzgadniania interesów rozbieżnych rolnika, przemysłowca, robotnika, urzędnika, naszkicowałem program gospodarczy” (premier Władysław Grabski). Współcześnie ten sposób argumentacji dla przedstawicieli narodu stał się niezrozumiały. Warto przypomnieć, że stosunki premiera Grabskiego z reprezentantami partii politycznych w Sejmie nie układały się najlepiej, lecz z przeciwnego powodu. Uprawnienia Sejmu były znacznie większe, co przekładało się na ostrą walkę o władzę  i destrukcyjny wpływ na politykę rządu. 

W polityce gospodarczej nie mają zastosowania proste reguły lub wytyczne. Musi ona być oparta na gruntownej i obejmującej konkretne stosunki finansowe, socjalne, przemysłowe, międzynarodowe i wiele innych; uwzględniać przewidywane skutki dotychczasowych rozwiązań i ryzyko związane z wprowadzanymi zmianami. Trzeba mieć oczy otwarte na wady, błędy i niedomagania życia gospodarczego. Program gospodarczy nie może składać się z zamierzeń i obietnic, lecz obejmować wszechstronną analizę ekonomiczną, prognozy  i  wnioski, a  dopiero po tym wynikające z tego zamierzenia i decyzje dotyczące różnych rodzajów polityki gospodarczej. To sprawa elementarnej rzetelności. Czynnikiem spajającym różnorodność zadań politycznych nie może być dążenie do władzy politycznej, lecz jasno precyzowana wizja przyszłości państwa i narodu. „Jak wiele lat los nam przeznacza na to, byśmy stanęli w pełnym rynsztunku jako naród i państwo na terenie zmagania się sił dziejowych, tego nie wiemy. A więc spieszyć się musimy, by nie być zaskoczonymi. A więc wysilać się musimy, by nie być zdystansowanymi. A więc zespalać się winniśmy, by nie być cudzą przewagą zmiażdżonymi. A więc wznosić ducha własnego winniśmy, by nie być poniżonymi”- tak Władysław Grabski podsumowuje dwuletnie wysiłki swojej owocnej pracy (1924-1925).

Co nam oferują ludzie należący do klanu liberalnego? Ci ludzie okazali się psychicznie niezdolni do przedstawienia wizji przyszłości Polski. To dlatego, że przyszłość Polski oznacza dla nich ryzyko, iż w tej przyszłości nie znajdzie się dla nich miejsce. Tkwi w tym podskórnie wyczuwana i natrętna obawa, że ich własna przyszłość może być podważona przez nadchodzące zmiany, z czego wynika kategoryczna niechęć do zmian. 

Jedni reformatorzy - jak Władysław Grabski - otrzymują laury, inni narodową hańbę.

Druga „nocna zmiana”
Czytelnicy mogą przypuszczać, że powołujemy się na prace sejmowe przypadkowo. Dlatego musimy wyjaśnić, dlaczego proces stanowienia prawa i jego rezultaty zasługują na szczególne zainteresowanie. Stanowienie prawa nie jest tworzeniem recept przez parlamenty i rządy, lecz kreacją historyczną, która zamyka się w ramach procesów społeczno-gospodarczych. Ustawy tak się mają do polityki gospodarczej, jak dusza do ciała.

W sejmowej dyskusji nad uchwałą w sprawie przeciwdziałania patologicznym zjawiskom nie zabrakło żenująco głupiej wypowiedzi wybielającej ówczesny  rząd: „ …właściwie nie wiem, czy dobrze się dzieje, że wszyscy tu ulegamy presji tworzenia specyficznego klimatu, a mianowicie klimatu sugerującego, że Polska jest krajem afer i korupcji. Tworzymy i wypuszczamy szum informacyjny, że przyczyną polskiej biedy są afery i korupcja pracowników administracji państwowej”, zaś nieco dalej: (...).
 
(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie