Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Narodziny liberalnego klanu. Cynizm i obłuda

2018-11-14

W lipcu 1992 roku doszło do historycznego przełomu politycznego w Polsce. Chwiejna sytuacja polityczna ówczesnych konstruktorów „gospodarki rynkowej” ustąpiła miejsca ich konsolidacji; istnienie klanu liberalnego stało się niepodważalnym faktem.

Lipiec 1992 to miesiąc, w którym Sejm RP I kadencji miał za sobą ponad półroczne doświadczenie parlamentarne, obfitujące w narastające niezadowolenie społeczne, gwałtowny wzrost ubóstwa społeczeństwa oraz konflikty polityczne. Stan gospodarki był katastrofalny, lecz z tego powodu nie można tej daty uznać za umowną. W czerwcu 1990 roku doszło do tragicznych wydarzeń w Mławie, obdzierających społeczeństwo ze złudzeń co do stosunku rządu do społeczeństwa (przeciw ofiarom polityki rządu - strajkującym rolnikom - użyto pancernych formacji policyjnych). Wszyscy wiemy, że liberalizm jest niejednoznaczny. Oznacza on jednakże co najmniej ograniczenie wykorzystania władzy w celach represyjnych oraz hamowania wzrostu wpływu państwa na gospodarkę. Tutaj mamy natomiast jaskrawy przykład stosowania ostrych środków represyjnych wobec prywatnych podmiotów gospodarczych. O ile nam wiadomo, jeszcze nigdy w historii gospodarczej nie zdarzyło się, aby rujnowanie rolników i przetwórstwa rolnego przyniosło pozytywne wyniki. A to dopiero preludium do kolejnych fal represji.

Czy ZOMO znikło? Znikła nazwa.

Szczególnie oburzające było wystąpienie w Sejmie RP w sprawie wydarzeń w Mławie ministra Jacka Kuronia, zawierające mieszankę obłudy i agresji: „…ja doskonale rozumiem tych rolników, którzy na drogę wyszli. Oni czuli się bezradni, oni nie mieli dostępu do żadnych innych mechanizmów. Oni złapali się środka, który mieli pod ręką”. Po wielu wykrętnych -proszę sprawdzić - tłumaczeniach stawia kropkę nad i: „Odpowiedzialność, tu nie można mówić o odpowiedzialności. Przyczyną tego jest stan handlu, stan mleczarstwa, przetwórstwa mlecznego, stan hodowli, o którym tutaj wspomniałem”. Ten patent na zdejmowanie z siebie odpowiedzialności będzie zastosowany wielokrotnie.

W następnych miesiącach napięcia i konflikty społeczne bynajmniej nie ustały. Za to w trakcie wcześniejszej kampanii poprzedzającej wybory z list wyborczych usunięto część polityków, którzy przekazywali opinii publicznej niewygodne dla klanu liberalnego zastrzeżenia i wątpliwości dotyczące dotychczasowej polityki społecznej i ekonomicznej (analogiczny proces dotknął Senat RP). Inni na znak protestu odmówili dalszej współpracy. W obydwu przypadkach powstałe wakaty zostały wypełnione ludźmi głównie z „przestrzeni liberalnej”, chociaż nie wszyscy posłowie i senatorowie wiedzieli co się dzieje. Rząd Hanny Suchockiej wznawia sztandarowe przedsięwzięcie klanu, a mianowicie totalną prywatyzację przedsiębiorstw państwowych. Suchocka awansuje takie figury, jak Jan Bielecki i Janusz Lewandowski, a także zachowuje na funkcji ministra Kuronia.

Trudno wyrzec się myśli, że do konsolidacji liberalnego klanu walnie przyczyniła się „obstrukcyjna” działalność rządu Jana Olszewskiego, który zapowiedział ograniczenie i uporządkowanie prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych oraz ujawnienie przez Antoniego Macierewicza listy tajnych współpracowników SB. Czytelnik, który zapoznał się z wcześniejszymi fragmentami naszej publikacji nie może mieć wątpliwości, że łącznie było to uderzenie w splot słoneczny powstającego klanu, który już monopolizował zarządzanie dystrybucją majątku narodowego, wchodząc w trwały sojusz ze skomunizowanymi instytucjami kontroli politycznej (społeczeństwa i gospodarki).

W lipcu 1990 roku dochodzi do utworzenia Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, co nigdy nie było spotykane w praktyce sprawowania władzy politycznej. Powstało ono wbrew elementarnej logice organizacyjnej państwa; zyskało szerokie kompetencje w zakresie nadzoru nad sektorem publicznym; stało się najbardziej ekspansywnym i szkodliwym czynnikiem politycznym, aktywnym nieprzerwanie do 2015 roku (w międzyczasie przemianowane zostało na Ministerstwo Skarbu Państwa). Obrona przed podobnymi zarzutami była wyjątkowo nieskładna. „Tym z kolei, którzy chcieliby powtórzyć jeden z krążących mitów, iż jest u nas to proces bardzo technokratyczny, poddany wszechwładzy Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, chciałbym powiedzieć, że jesteśmy pośrodku pomiędzy rzeczywiście technokratycznym i odgórnym sposobem prywatyzowania w pięciu krajach dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej a spontanicznym, ale w sposób nie pracowniczy, tylko menadżersko-spontaniczny, modelem prywatyzacji na Węgrzech”. Pozostaje tajemnicą, jak wypowiadający takie banialuki minister Lewandowski wymierzył odległości między „dwoma modelami” prywatyzacji, a także na czym polega jego odkrycie „menadżersko-spontanicznego” stylu prywatyzacji.

W cytowanej wypowiedzi minister Lewandowski zagalopował się tak dalece, że przekroczył granice absurdu i bezczelności głosząc: „Szanowni Państwo, prywatyzacja nie jest celem samym w sobie. Ma zmierzać do wzmocnienia ekonomicznego i finansowego przedsiębiorstw”. Kłamstwa mają to do siebie, że bardzo trudno utrzymać rozsądną miarę.

Wraz z powołaniem MPW nastąpiło rozdzielenie kompetencji w zakresie zarządzania majątkiem państwowym na dwie odrębne części (w zależności od tego, o jaki majątek chodzi). Część majątku znalazła się pod kuratelą Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, inna część pod kuratelą Ministerstwa Finansów. Próżne były nadzieje, że z tego mogło się coś urodzić: „jajko zostało rozbite” (złamana została elementarna zasada jedności finansów publicznych).

W omawianym okresie klan liberalny przechodzi od „naiwnego liberalizmu” (spostrzeżenie prof. Zdzisława Sadowskiego) do bezwzględnego prymatu doktryny neoliberalnej, co najlepiej ilustruje hasło Balcerowicza: „Najpierw rynek, potem demokracja”. Kto zauważy, że wówczas faktycznie zrezygnowano z demokracji, pozostawiając tylko puste hasła?

W ten sposób dziesięć przykazań neoliberalizmu, tj. opracowany jeszcze w 1989 roku przez mało wówczas znanego ekonomistę amerykańskiego Johna Williamsona, ale narzucany Polsce przez międzynarodowe instytucje finansowe tzw. Konsensus Waszyngtoński, uzyskuje rangę narodowej doktryny politycznej. Sprawa nie jest tak prosta, jakby na pierwszy rzut oka mogło się wydawać.

***

Kontury liberalnego klanu zostały ukazane publicznie dzięki ujawnieniu się głównych autorów spisku przeciwko rządowi premiera Jana Olszewskiego. To Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Donald Tusk i Waldemar Pawlak. Umownie można ich nazwać „konstruktorami” kolorowej rewolucji w wersji last minute. Ale ponad nimi stali „architekci” przemian ustrojowych: Leszek Balcerowicz, Waldemar Kuczyński, Aleksander Smolar (dwaj ostatni byli wychowankami i asystentami prof. Włodzimierza Brusa (koryfeusza ekonomii marksistowskiej w powojennej Polsce), a także „trockiści”: Jacek Kuroń i Adam Michnik.

To ludzie źli, chciwi i głupi, bez jakichkolwiek hamulców moralnych. Ludzie mądrzy, to ludzie szlachetni. Ludzie głupi, to ludzie, którzy rekompensują brak mądrości sprytem i oszustwem.

 (zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

 

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie

Biuletyn EEM nr 5/2018 (56)