Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Mechanizm „rozwoju”

2018-08-27

"Rzeczywistość polityczna się zmienia. Na nowy rodzaj zła trzeba więc szukać nowych środków zaradczych" (Alexis de Tocqueville)

Istnieje bowiem tylko jeden sposób zdemaskowania pustych haseł i fałszywych doktryn…. Sposobem tym jest rachunek ekonomiczny” (Ludwig von Mises)

Zawarte w tytule niedopowiedzenie (czego dotyczy ów „rozwój”?) jest przypomnieniem, iż reformy administracyjne w Polsce zaowocowały powstaniem Ministerstwa Rozwoju, a ten szyld nie daje żadnych szans poznania tego, co kryje się w umysłach polskich polityków. Fakty wskazują, że deklarowany rozwój nie dotyczy gospodarki narodowej, lecz raczej niejasnych interesów gospodarczych. Posługując się tym znaczeniem „rozwoju” omawiamy mechanizm, który wspiera rozwój niejasnych interesów gospodarczych, jaki ukształtował się w ostatnich trzydziestu latach w Polsce. Obejmuje on cztery podstawowe moduły, które zapewniały funkcjonowanie systemu politycznego, a obecnie powodują silne perturbacje polityczne i gospodarcze.

Moduł pierwszy: zadłużenie publiczne
Głównym źródłem finansowania niejasnych interesów gospodarczych jest zadłużenie publiczne. Nie kwestionując faktu, że nieokreślona część pożyczek zaciąganych przez władze centralne i lokalne służy finansowaniu usług publicznych, warto podkreślić, że jest to potężny strumień dochodów, który zastępuje dochody z działalności wytwórczej. Znajduje to odbicie w statystyce ekonomicznej, ponieważ dochody te są uwzględniane jako składnik Produktu Krajowego Brutto (w istocie rzeczy nie jest to wytworzony Produkt lecz Dochód pozyskiwany z różnych źródeł). Wiele daje do myślenia fakt, że zadłużenie w ostatnich latach rośnie szybciej od wzrostu PKB. Zostawmy jednak tę wstydliwą tajemnicę wzrostu PKB, aby skupić uwagę na trzech fałszywych, lecz dobrze naoliwionych trybów działania.

Po pierwsze, zablokowana została możliwość finansowania wydatków publicznych z emisji polskiego pieniądza, otwierając w ten sposób zagranicznym bankom komercyjnym szerokie możliwości zadłużania sektora publicznego. Do tego dorobione i spopularyzowane zostało odpowiednie uzasadnienie teoretyczno-ekonomiczne, stanowiące elementarny test na ludzką naiwność. Najważniejszym uzasadnieniem było - znajdujące aplauz nawet wielu polskich ekonomistów - stwierdzenie o konieczności zapewnienia niezależności Narodowemu Bankowi Polskiemu, tj. niezależności od rządu. Skończyło się to tak, że NBP nie jest niezależny, lecz przeciwnie – beznadziejnie zależny od regulacji i nieformalnych powiązań kształtowanych przez globalną oligarchię finansową. Gwoździem programu jest prawny (unijny i krajowy) zakaz finansowania przez bank centralny wszelkiej działalności objętej mianem sektora publicznego. Wspomniane uzasadnienie jest klasycznym chwytem stosowanym w ramach doktryny neoliberalnej, służącym wykrwawianiu gospodarek narodowych.

Po drugie, zadłużenie publiczne ma liczne negatywne skutki, o których w Polsce mało się mówi. Najważniejsze jest stałe i wzrastające przerzucanie kosztów obsługi zadłużenia na przyszłe okresy, czyli rosnące obciążenie przyszłych pokoleń. Wymagało to nie lada wysiłku, aby skrócić horyzont polityki gospodarczej praktycznie do kilku miesięcy, uciekając się przy tym do futurystki mającej ukryć nikczemność tego procederu. Zamiast planowania długookresowego stale opowiadano bajeczki o szczęśliwej przyszłości.
Było to rabowanie własnych dzieci z przyszłości, a na domiar złego nie w skromnym wymiarze patologicznej rodziny, lecz w wymiarze powszechnym. Nie chodzi bynajmniej o kwoty możliwe do spłacenia, lecz o blisko 4 biliona złotych (z uwzględnieniem zobowiązań emerytalnych) tj. równe ponad dwuletniej wartości PKB albo, co jest jeszcze lepszym punktem odniesienia, ponad pięcioletnim dochodom sektora publicznego.

Po trzecie, co jest konsekwencją poprzedniego punktu, zadłużenie publiczne jest wypróbowanym narzędziem wykorzystania przewagi globalnych wierzycieli nad rządami państw narodowych. Taka jest m.in. rola Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który dysponuje usankcjonowanymi umowami środkami „dyscyplinowania” rządu. Doświadczenia innych krajów, zwłaszcza Grecji, nie pozostawiają cienia wątpliwości: Polska znajduje się w pułapce zadłużenia. Pod takim tytułem zamieściliśmy artykuł (Biuletyn EEM nr 3/2016), z którego wybraliśmy krótki, ciągle aktualny fragment: „Mimo wielu starań nie udało się na przekonać ludzi rządzących w Polsce, że zadłużanie kraju jest niebezpieczne i zakończy się przejęciem rządów przez wierzycieli […] Z oficjalnych wypowiedzi (minister Mateusz Morawiecki) i ekonomicznych mentorów Prawa i Sprawiedliwości (prof. Jerzy Żyżyński) jasno wynika, że lansują dalsze zadłużanie Polski. Stopniowo przeobraża się to w oficjalnie deklarowaną politykę rządu. Czeka nas «wariant grecki», czyli dostania się pod zarząd komisaryczny globalnej władzy finansowej”.

Jest to de facto kontynuacja skompromitowanej polityki neoliberalnej, realizowanej przez trzydzieści lat.

Moduł drugi: tzw. prywatyzacja
Prawo i Sprawiedliwość nigdy nie zdobyło się na jednoznacznie krytyczną ocenę przebiegu tzw. prywatyzacji polskiego majątku narodowego, ani również nie podjęło wymaganych kroków prawnych przeciwko „dzikiej prywatyzacji”. Chociaż wielu polityków tej partii z wieloletnim opóźnieniem powtarza słowa krytyki pod adresem prywatyzacji (podobnie postępował Donald Tusk w 2017 roku), mają one charakter czysto werbalny. Na poważne podejście do tzw. prywatyzacji składają się bowiem dwa podstawowe czynniki.

Pierwszy, to reforma sytemu prawnego, która przywracałby kontrolę nad gospodarowaniem majątkiem publicznym i przeciwdziałała „dzikiej prywatyzacji”. Nie bowiem ulega wątpliwości, że jest to system patologiczny, stworzony pod neoliberalnym hasłem totalnej deregulacji (odczytywanej błędnie przez niektórych polityków i ekonomistów jako wcielanie w życie… wolności gospodarczej). Tymczasem praktyka „dzikiej prywatyzacji” rozwija się w najlepsze nie tylko na szczeblu lokalnym i branżowym, lecz również na szczeblu centralnym. Sztandarowym przykładem forsowania tej praktyki jest pozbawiona jakiegokolwiek uzasadnienia likwidacja… w celu prywatyzacji (sic!) kopalni Krupiński, prowadzona za cichym przyzwoleniem premiera Mateusza Morawieckiego przez Ministerstwo Energii. Żaden rachunek ekonomiczny i argumenty społeczne, prawne i technologiczne przeciwko tej likwidacji nie przebiły się do rozumu patriotycznych rzekomo polityków rządowych.

Drugim i znacznie ważniejszym czynnikiem jest rozliczenie przestępstw prywatyzacyjnych. Nie brakuje odpowiednich unijnych i krajowych regulacji prawnych, chociaż z pewnością są ułomne (dotyczą głównie pochodzenia majątku z działalności przestępczej, bezpodstawnego wzbogacenia etc.). Trudność wynika raczej z silnego uwikłania rządzących kręgów politycznych w wieloletni proces niszczenia polskiego potencjału gospodarczego, z którego niełatwo się wyrwać. Póki co, polityków służących wytwórczości krajowej i dysponujących należytymi zdolnościami organizacyjnymi, planistycznymi i decyzyjnymi w rządowych kręgach politycznych trzeba szukać ze świecą. Przeważają zdolności spekulacyjno-finansowe.

Wspomniane uwikłanie rządzących kręgów politycznych jest skutkiem uzależnienia od czołowych beneficjentów prywatyzacji. Koncepcja prywatyzacji majątku publicznego była przygotowywana dla wszystkich krajów postkomunistycznych w ramach doktryny neoliberalnej i odzwierciedlała interesy ekonomiczne i finansowe oligarchii światowej. Czy rzeczywiście tak trudno tych beneficjentów znaleźć?

Często zapomina się o oryginalnej treści wspomnianej koncepcji, przypisując jej autorstwo rodzimym politykom, zawartej w Harvard Project , Washington Consensus, czy wcześniej dokumentacji kierowanego przez Ryszarda Pipesa Team B, zaś później Banku Światowego i MFW. Istotą tej koncepcji było „uwolnienie” prywatyzacji od elementarnych zasad rachunku ekonomicznego i państwowej kontroli finansowej. Otwierało to bowiem szeroko bramy przed agresywnym przejmowaniem zasobów majątkowych oraz rynków w krajach Europy Środowej i Wschodniej. Jednocześnie, nadawało tym krajom formy prawne i polityczne charakterystyczne dla krajów kolonizowanych.

W tym świetle widać wyraźnie, że tzw. prywatyzacja stanowiła integralną część systemu realizacji niejasnych interesów gospodarczych; krajowych i zagranicznych. Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że ta szczególna część systemu została wyeksploatowana, dochodząc obecnie do skrajności; do rabunku zasobów naturalnych, w tym nawet … wody. Na tym właśnie etapie znalazły się dzisiaj rządy Prawa i Sprawiedliwości. Znalazły się w najgorszym zatem położeniu wśród wszystkich rządów III RP, ponieważ zmuszone są do rabunku na rzecz swych mocodawców strategicznych zasobów narodowych.

W sytuacji powszechnego odrzucenia doktryny neoliberalnej, trzymanie się praktyki neoliberalnej nieuchronnie prowadzi do schizofrenii politycznej, której pierwsze groźne objawy możemy już obserwować.

***

Przedstawiliśmy ciemne strony życia politycznego i gospodarczego w Polsce, wskazując na dwa fundamentalne moduły tego mechanizmu, których żaden rozsądny człowiek nie może akceptować. Chodzi przecież o tak dolegliwe i szkodliwe praktyki, jak systemowe zadłużanie Polski oraz tzw. prywatyzacja, będąca de facto rabowaniem polskiego majątku publicznego.

Paradoksalnie, niemal wszyscy ludzie w Polsce są świadomi szkodliwości tych praktyk, a mimo to są one kontynuowane, a nawet przybierają skrajnie szkodliwe formy (jak np. dokonująca się obecnie prywatyzacja wody na rzecz kapitału izraelskiego). Historyk z początków zeszłego wieku powiedziałby zapewne, że tak absurdalne zachowania nie są możliwe, bowiem przekraczają wszelkie granice ludzkiej głupoty. A jednak, jak bardzo dobrze wiemy, są one chętnie podejmowane przez polityków i niektórych ekonomistów, którzy się nawet nimi szczycą, zamiast zapaść się pod ziemię ze wstydu.

Większość polskiego społeczeństwa w tych zachowaniach nie dostrzega odchylenia od normy, zaś na ludzi rzucających krytyczne uwagi patrzy z ukosa. Czeka, może naiwnie wierząc, że zadłużanie i rabowanie kraju może odbywać się w nieskończoność.

Ludziom trudno jest zrozumieć, dlaczego „elita polityczna” wspiera tych, którzy niszczą naród, a każdego dnia przynoszą „zaskakujące” wydarzenia powodujące zamieszanie, niepewność jutra oraz urazy psychiczne.

Aby wydobyć się z idiotycznej sytuacji, ciemne strony należy wybielić. Byłoby to dla władzy politycznej zbyt trudne zadanie, gdyby do mechanizmu „rozwoju” nie został wmontowany trzeci moduł. Tym modułem jest oddzielenie obfitującej w ciemne strony, niezbyt ciekawej rzeczywistości, od polityki i propagandy, czyli zerwanie z nią kontaktu i zanurzenie w wirtualnej rzeczywistości, definiowanej tutaj jako ignorowanie realnej rzeczywistości i zastąpienie jej politycznym i gospodarczym show biznesem (mniej uwagi przywiązujemy do strony technologicznej wirtualnej rzeczywistości).

Moduł trzeci: wirtualny dobrobyt
Konstrukcja tego modułu opiera się na podstawie, którą jest wirtualny dobrobyt. Biegłość i innowacyjność w tym zakresie musi być coraz większa, gdyż realna rzeczywistość nieustannie wdziera się do wirtualnej rzeczywistości przez wszystkie szczeliny okien i drzwi.

Poza tym nic więcej politykom nie jest potrzebne. Są głęboko przekonani, że przy pomocy roztaczanych przez siebie wizji dobrobytu mogą zagłuszyć jęk dobiegający od ludzi maltretowanych przez system, a w planie długofalowym uczynić ze wszystkich biernych i posłusznych głupców. Czerpią dumę i pewność siebie z tego, że to się im sprawdza. Wrogo patrzą na każdego, kto usiłuje ściągnąć ich na niskie, ich zdaniem, piętro realnej rzeczywistości. Im społeczeństwo jest głupsze, tym mniejsze ma wymagania wobec polityków, a więc oni także mają prawo być coraz głupsi.

Tak polityka stała się dochodowym show biznesem, który nie wymaga żadnych kwalifikacji politycznych, dyplomatycznych, ekonomicznych etc. Jest traktowana jako jeden z najbardziej atrakcyjnych sposobów zarobkowania, co przyciąga rzesze głupich ludzi marzących o karierze politycznej. Czasem między nich zabłąka się człowiek mający serce i rozum. Jeżeli nie dostosuje się do ogółu, z pewnością będzie wyeliminowany.

Moduł czwarty: kontrolowana demokracja
Pojęcie kontrolowanej demokracji jest sprzeczne wewnętrznie, ale dobrze odzwierciedla praktykę realizacji niejasnych interesów gospodarczych. Szumnie głoszone zasady wymyślonego przez Włodzimierza Lenina „centralizmu demokratycznego” są przykładem wskazującym na to, że kontrolowana demokracja może być dobrym narzędziem władzy politycznej, czego na ogół się nie dostrzega lub nie docenia.

Chodzi o to, że kontrolowana demokracja nie jest narzędziem szerzenia demokracji, lecz czymś znacznie potężniejszym. Warto przypomnieć, że ekspansja polityczna, gospodarcza i militarna Stanów Zjednoczonych przez kilka dziesięcioleci dokonywana była pod sztandarem szerzenia demokracji w świecie. Ważna była jednakże ekspansja, a nie demokracja. Zatem głębokie przywiązanie do wartości demokratycznych niekoniecznie musi cechować demokratów z krwi i kości (jeśli tacy jeszcze istnieją), lecz każdego, kto za pomocą „walki o demokrację” zechce nacisnąć, skopać lub zniszczyć swych przeciwników. Dzisiaj każdy polski polityk uznaje się za demokratę, bo może swych adwersarzy obrzucać epitetami wskazującymi bezpośrednio lub pośrednio na brak poszanowania wartości demokratycznych (takimi, jak nacjonalista, faszysta, antysemita etc.). Mogą zatem sięgać po środki represji politycznej, kiedy dusza zapragnie. A że jest to mdłe i podłe traktowanie szczytnej idei – trudno, takie są koszta.

***

I mamy to, co działa. Mechanizm „rozwoju” oparty na zadłużaniu kraju, grabieniu majątku narodowego oraz kreacji fałszywego dobrobytu, tj. ukrywanego ubóstwa i degradacji społecznej oraz „kontrolowanej demokracji” (tj. formowania się rządów ignorujących narodowe interesy gospodarcze, forsującego interesy wielkich korporacji i wspierające dominację USA - z pozycji ich „cichych wspólników”).

Nie będziemy tutaj wykraczać poza warstwę opisową, zostawiając bez odpowiedzi pytanie: czy taki mechanizm „rozwoju” jest normalny?

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie

Biuletyn EEM nr 5/2018 (56)