Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Narodziny liberalnego klanu. Trzy dni, które wstrząsnęły Polską (cz. 1)

2018-03-17

W 1990 roku niepostrzeżenie pojawił się w Polsce trudny do wyjaśnienia fantom, który zaważył na blisko trzydziestu latach życia politycznego i gospodarczego. Teraz dopiero jesteśmy świadkami rozwiewania się tego fantomu; czegoś, co od początku było ukryte przed wzrokiem  osób zainteresowanych sytuacją w Polsce i  sprawiające wrażenie siły politycznej, a zarazem ośrodka monopolizującego władzę. Ten fantom nazywamy klanem liberałów. Pierwsze pytanie nigdy jasno nie zostało postawione, chociaż ma ono podstawowe znaczenie: skąd pojawił się w Polsce wspomniany klan liberałów?

Otóż warto przypomnieć, że po II Wojnie Światowej w Polsce nie istniał żaden liberalny nurt polityczny, nie było skromnego choćby środowiska zwolenników liberalizmu, nie powstało ani jedno dzieło naukowe z zakresu liberalnej myśli filozoficznej lub ekonomicznej. I oto zaledwie w ciągu kilku miesięcy urosła siła polityczna demonstrująca bezgraniczne przywiązanie do liberalizmu , która postanowiła dokonać rewolucyjnych przeobrażeń ustrojowych, społecznych i gospodarczych w Polsce. Jeśli komuś wydaje się to czymś nadzwyczajnym, to powinien zapoznać się z historią o zaplombowanym wagonie, w którym Władimir Ulianow (Lenin) wraz z garstką wspólników dotarł na dworzec w Petersburgu, aby niebawem przeprowadzić rewolucję komunistyczną. Lenin, wykorzystując nastroje rewolucyjne zdołał zdobyć władzę i zmienić ustrój społeczno-gospodarczy.

Jednak analogie nie są odpowiedzią na pytanie. W 1990 roku nie ujawnił się w Polsce przywódca polityczny podobnego formatu; osoby zmieniające się u steru władzy nie odznaczały się oryginalną umysłowością i charyzmą, lecz tworzyły dziwaczny konglomerat postaci o zagmatwanych rodowodach.  Obok siebie znajdziemy pozbawionych ogłady i słabo wykształconych robotników przemysłowych, wykładowców z uczelni państwowych, adwokatów zasłużonych w obronie opozycjonistów, ale także członków komitetu Centralnego PZPR oraz wysokich funkcjonariuszy komunistycznej informacji wojskowej. Znajdziemy także agentów wywiadów zagranicznych i zwykłych kryminalistów. Trudno o bardziej różnorodne połączenie. Trudno także uwierzyć, że wszyscy oni przeszli zbiorową metamorfozę, przeistaczając się w  liberałów i demokratów. Mamy raczej do czynienia z jakąś sztuczką kuglarską.

Odpowiedz na pytanie o pochodzenie klanu liberalnego w Polsce częściowo kryje się w wieloznaczności pojęcia „liberalizm”. Liberalizm został entuzjastycznie przyjęty jako oferta szybkiego awansu w nowej rzeczywistości, lecz był różnie rozumiany. Ponieważ uwalniał członków rodzącej się „elity politycznej” od rygorów systemu komunistycznego, ale także od dotychczasowych przestępstw wobec narodu polskiego, umożliwiał nadanie słowu „Liberty” praktycznego znaczenia: wolności od przeszłości. Z perspektywy dwudziestu kilku lat możemy domyślić się, że adepci postkomunistycznej „elity politycznej” nie mieli zielonego pojęcia, jak niebezpieczna – również dla nich – jest tak pojmowana wolność, najdobitniej wyrażona, w wielokrotnie później powtarzanym sloganie Tadeusza Mazowieckiego: „ Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. W tekście expose Mazowieckiego nie ma jeszcze wzmianki o liberalizmie, przeciwnie – zaznacza on, że Polski nie stać już na ideologiczne eksperymenty. 

Mazowiecki nie przedstawia nawet ogólnego zarysu programu społeczno-gospodarczego, poprzestając na efektownych  ogólnikach. Dwa zdania jednak zasługują na uwagę: „Długofalowym strategicznym celem poczynań rządu będzie przywrócenie Polsce instytucji gospodarczych od dawna znanych i sprawdzonych. Rozumiem przez to powrót do gospodarki rynkowej oraz roli państwa zbliżonej do rozwiniętych gospodarczo krajów”. Jest to idea naśladownictwa, czyli czerpania z wzorów  „rozwiniętych gospodarczo krajów”. Zarówno premier, jak i słuchający go posłowie zapewne nie wiedzieli, co kryje się za brakiem konkretnego programu społeczno-gospodarczego i oparciem się na biernym naśladownictwie, które okazało się opcją najgorszą z możliwych. Otóż nowa „elita polityczna” ustawiła się w pozycji mało rozgarniętych uczniów zachodnich mentorów i mocodawców. Można to było ciągnąć długo, świecąc księżycowym blaskiem, dopóki gwiazda protestanckiego liberalizmu nie zaczęła gwałtownie wirować i ostatecznie nie zgasła (jeszcze nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę). 

Powstały w 2007 roku globalny kryzys ekonomiczny zgasił protestancki liberalizm. O polskim nurcie ekonomii liberalnej, włączonym w obieg narodowej  myśli ekonomicznej skierowanej na  rozwój społeczno-gospodarczy Polski, jaskrawo różnej od protestanckiego liberalizmu, nowi adepci ekonomii liberalnej prawdopodobnie nic nie wiedzieli. Daje znać o sobie brak wiedzy ekonomicznej.

Właściwie to już na powyższe pytanie mamy odpowiedź. Bezkrytyczne naśladownictwo „rozwiniętych gospodarczo krajów” było tym, co powstające  „elity polityczne” uznały za liberalizm ekonomiczny. Trzeba zastrzec, że owo naśladownictwo pojawiło się wcześniej, już czasach przywództwa Edwarda Gierka i przyniosło skutki dokładnie takie, jakie przynosi naśladowanie innych bez zrozumienia ich motywów i zachowań, a także bez chęci zgłębienia własnych problemów.

Trzeba wiedzieć, że naśladownictwo nie rozwiązuje żadnych problemów społecznych i gospodarczych, natomiast automatycznie stawia polityków w pozycji podrzędnej wobec mentorów i mocodawców. Nawet wtedy, gdy ci ostatni są cyniczni i głupi, ciągle w powietrzu wisi pytanie, kim konkretnie są mentorzy i mocodawcy?. Naśladownictwo rodzi przywiązanie i posłuszeństwo. Najgorzej dzieje się wówczas, gdy naśladowcy prześcigają swoich mentorów  i mocodawców pod względem cynizmu i głupoty. Większego nieszczęścia trudno sobie wyobrazić.

Rok 1989 upływał pod znakiem głębokiego kryzysu ekonomicznego, którego najbardziej widocznym przejawem była wysoka inflacja, wywołana głównie przez odejście od cen urzędowych. Czy było to zjawisko nie mające precedensu w historii gospodarczej? Nic podobnego.

Problem był bardzo poważny i wymagał rzetelnej i wszechstronnej analizy. Należało dobrze poznać jego przyczyny i  zdać sobie sprawę z konsekwencji zaistniałej sytuacji.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie