Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Koncepcje geostrategiczne „Międzymorza” oraz „Osi strategicznej Rosja-Niemcy” – analiza krytyczna (drugi fragment Raportu)

2018-01-26

Koncepcja geostrategiczna Międzymorza Georga Friedmana. Idea Międzymorza, w realizacji której główne role wyznaczone zostały Polsce i Rumunii, znalazła odzwierciedlenie w polityce tych krajów, a także we wsparciu prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Akces do ugrupowania regionalnego pod tą nazwą złożyło 12 państw europejskich zajmujących na mapie Europy obszar między Bałtykiem i Morzem Czarnym. Oznacza to, że koncepcja Międzymorza  przedstawiona przez Georga Friedmana stała się punktem odniesienia dla polityki Stanów Zjednoczonych i części krajów europejskich, a dokładniej geopolitycznym modelem referencyjnym.

Wcześniej sygnalizowaliśmy, że z powodu słabości metodologicznych koncepcja Friedmana nie stwarza szansy zbudowania nowego systemu bezpieczeństwa europejskiego, lecz przeciwnie – wprowadzanie jej w życie generuje nowe potencjalne obszary konfliktu. Do tego warto dodać, że „omija”  kwestie związane z obecnie istniejącymi konfliktami w Europie, nawet tak poważnymi, jak konflikt na Ukrainie. Przechodzi nad porządku dziennego nad ciągle tlącymi się sporami między krajami wydzielonymi z byłej Jugosławii, w tym nad konfliktem między Serbią i Kosowem, w wydzielonym z Jugosławii państwie „Macedonia”, itd. Nie uwzględnia rozbieżności  interesów narodowych między krajami projektowanego Międzymorza.

Jednak główny zarzut z naszego punktu widzenia polega na czymś innym. Chodzi o to, że Friedman nie zadaje sobie trudu, aby przedstawić przynajmniej zarys rozwiązań prawno-organizacyjnych (instytucjonalnych) krajów Międzymorza, dlatego również w jego koncepcji nie ma niczego, co dotyczyłoby bezpieczeństwa europejskiego. Kto uzyska wpływ na rozwiązania instytucjonalne, zyska również wpływy polityczne. Można jedynie się domyślać, że gwarantem tego bezpieczeństwa, lub raczej limitowania bezpieczeństwa byłyby Stany Zjednoczone. Bardziej realistyczne jest przypuszczenie, że koncepcja w istocie rzeczy jest elementem szerszego scenariusza planowanych przeobrażeń globalnych, w którym Międzymorze stanowi jedynie element elastycznej gry strategicznej.

W koncepcji Międzymorza Friedmana istotną rolę spełnia zagrożenie Polski strategicznym sojuszem między Rosją i Niemcami. Jest to zagrożenie realne, a ponadto wywołuje uzasadnione reminiscencje historyczne w Polsce. Jednak Friedman nie wdaje się w szczegóły. Nie wyjaśnia, na czym konkretnie polega to zagrożenie; podobnie niektórzy politycy w Polsce widzą zagrożenie, lecz nie potrafią określić, na czym ono polega. Koncepcja nie uwzględnia także możliwości neutralizacji tego zagrożenia. Dlatego związek między zagrożeniem w postaci (realnego w perspektywie kilku lat) sojuszu między dwoma najsilniejszymi sąsiadami Polski, a buforem w postaci Międzymorza nie jest jasny. We współczesnej przestrzeni politycznej, gospodarczej, militarnej bariery terytorialne nie mają tak wielkiego znaczenia, aby utrudniały zawiązywanie na dużą odległość silnych sojuszy strategicznych. W tym punkcie Friedman popełnia podstawowy błąd; wychodzi z archaicznego założenia, że nowa „mapa Europy” może  skutecznie blokować porozumienia międzynarodowe. Jeżeli jednak pod powierzchnią kryje się inne założenie, iż Międzymorze może stać się w realnej perspektywie silnym ekonomicznie i militarnie blokiem państw europejskich, zdolnych aktywnie oddziaływać na stosunki między krajami europejskimi, to argument zagrożenia sojuszem Rosja-Niemcy traci na znaczeniu. Jednocześnie jednak pojawia się szereg problemów o charakterze ekonomicznym. Stworzenie nowej dynamiki rozwoju gospodarczego w ramach Międzymorza jest zagadnieniem podstawowym, tymczasem nie widać elementarnych przesłanek do uruchomienia tej dynamiki. Nie tylko Europa Zachodnia jest pogrążona w długotrwałym kryzysie. Również Europa Środkowo-Wschodnia i Południowa znajdują się w stanie silnego kryzysu. Współpraca tych krajów jest oczywiście potrzebna, ale to nie wystarczy, aby zbudować silny ekonomicznie i militarnie blok państw europejskich. Pozostaje więc jedynie kuratela Stanów Zjednoczonych, a to w dalszej perspektywie może nie wystarczyć.     

Fałszywie brzmi opinia Friedmana, dzięki której można  załatać dziurę w  jego koncepcji. Chodzi o entuzjastyczną opinię o dynamicznym rozwoju i wspaniałych perspektywach gospodarczych Polski. Wraz z całą koncepcją Międzymorza opinię tę przyjęli również polscy politycy. Skromnie licząc, od trzydziestu pięciu lat gospodarka Polska przeżywa silny regres, pogłębiany kolejnymi kryzysami ekonomicznymi (w tym skandaliczną „terapią szokową”). Trzeba wielkiej naiwności, albo wielkiego tupetu, by liczyć, że wieloletnie straty, długi  i zaniedbania można odrobić dzięki obecnej, powierzchownej i niezbyt kompetentnej polityce gospodarczej. Upiększanie rzeczywistości gospodarczej z pewnością nie zastąpi niezbędnego wysiłku w celu przełamania dotychczasowych, negatywnych tendencji. Przełomu nie ma i wszyscy o tym wiedzą.

Oznacza to, że Międzymorze jest przez polskich polityków traktowane raczej jako szalupa ratunkowa, a nie jako powrót do ambicji mocarstwowych, których w dzisiejszej sytuacji zapewne nikt nie traktuje poważnie.                                                        

Nie należy pochopnie zakładać, że koncepcja Międzymorza może zapewnić bezpieczeństwo europejskie, choćby tylko na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. Problem jest bardziej złożony.

Z naszego punktu widzenia ważna jest interpretacja doświadczenia historycznego poszczególnych krajów, które to doświadczenia stanowią wiedzę  „głębokiej mądrości”. Friedman stylizuje historię Polski bez respektu dla prawdy historycznej;  taki sposób, aby wzmocnić własne argumenty. Dzisiaj w polityce nie jest to podejście oryginalne; na tym opiera się przecież współczesny wynalazek „polityki historycznej”. Jednak Friedman przekracza granice  tendencyjności. Posługuje się fałszywymi i szkodliwymi stereotypami narodowych cech Polaków, a zarazem  – skrajnie fałszywymi charakterystykami Polski. Już w 2010 roku, w ramach  serii raportów specjalnych z podróży do Turcji, Mołdawii, Rumunii, Ukrainy i Polski przedstawia Polaków jako „stale odwołujących się do dawnej świetności”, że „chcą uciec od swojej historii” czy „chcą uniknąć fantastycznych  mrzonek o wielkości”. Nie ma sensu szersze prezentowanie tych płytkich stereotypów (tak, jak podobnych wynurzeń dotyczących innych krajów europejskich). Przypomina to danie kulinarne, w którym znajdują się możliwie atrakcyjne i strawne dla konsumentów resztki z dnia wczorajszego. O Polsce pisze górnolotnie: „Polska nie jest ani panem swego losu, ani kapitanem jej duszy. Tutaj nawiązuje do fragmentu znanego wiersza Williama Henley’a  («It matters not how strait the gate, How charged with punishments the scroll, I am the master of my fate,  I am the captain of my soul)”,by dalej oświadczyć, że Polska znajduje się w tragicznym położeniu.”Żyje i umiera z woli innych. Niewiele może zrobić, aby zatrzymać Niemców i Rosjan, gdy połączą siły lub użyją Polski jako pola bitwy”.

To nie przeszkadza Friedmanowi, aby przypisywać Polsce znaczącą rolę w przyszłości. Już w 2010 roku ocenia, że jakoby „Polska radzi sobie ekonomicznie wyjątkowo dobrze. Gospodarka rośnie, jest wyraźnie liderem gospodarczym wśród byłych satelitów ZSRR”. Przypomnijmy sobie, iż jest to drugi rok globalnego kryzysu ekonomicznego, który wbrew enuncjacjom propagandowym z pewnością Polski „nie omijał”. Dopiero teraz ujawniane są kulisy „sukcesów” ówczesnego rządu Donalda Tuska – obraz jest gorszy niż w najgorszych snach.

Z czasem Friedman rozpędza się jeszcze bardziej. W roku 2017 oświadcza, że za trzydzieści lat Polska będzie regionalną potęgą: „w sytuacji, kiedy za 30 lat Niemcy nie będą już potęgą gospodarczą, a Rosja znajdzie się w rozsypce, Polska, ze świetnie wykształconym społeczeństwem, urośnie do roli regionalnej potęgi, z ambicjami odgrywania ogromnej roli na arenie międzynarodowej”. Oznacza to, że wiarygodność Friedmana jest bliska zeru.

Friedman jest postacią „wielowymiarową”. Jego Stratfor jest uznany za prywatne CIA, tak więc występuje w roli osoby ukrytej w cieniu wpływowej agencji wywiadowczej. Przekazywane przez niego do opinii publicznej poufne informacje są mieszanką faktów i konfabulacji, ale nie powinny być lekceważone. Są nie tyle odzwierciedleniem osobistych przekonań, ile raczej celowym przekazem „odkrywającym” plany strategiczne neokonserwatywnego  nurtu w polityce Stanów Zjednoczonych, który ułatwia dostosowanie się do tych planów globalnych sieci powiązań politycznych.

Geopolityczna wizja Friedmana stanowiła nowy element manipulacji politycznej. Stanowiła również istotny sygnał dla polityków z wielu krajów, uwzględniany w ich planach  geopolitycznych (nie tylko w Stanach Zjednoczonych i Polsce), ale także dla przygotowania kontrakcji ze strony Niemiec i Rosji. Z drugiej strony, zaprezentowała nowy styl manipulacji politycznej.

Koncepcja Międzymorza i główne tezy Friedmana na temat pożądanego kształtu „mapy Europy” zostały zaprezentowane polskiej opinii publicznej jako wyraz niezależnej, niemal autorskiej koncepcji prezydenta Rzeczypospolitej  Andrzeja Dudy. W ten sposób dokonano specyficznej „autoryzacji” omawianej koncepcji, jako rzekomo zgodnej z polską racją stanu.

Warto zwrócić uwagę na duże znaczenie omawianego zagadnienia, pomimo niskiego poziomu argumentacji Friedmana. Nie chodzi o mało znaczące spory konceptualne, ani też o wybór strategii geopolitycznej. W przypadku wielu krajów europejskich, w tym Polski, chodzi o zagrożenia wynikające z ogólnej tendencji, która obejmuje także przypadek Międzymorza. Składa się na nią brak analizy krytycznej oraz bezrefleksyjna postawa wobec aktywnej działalności czynników zagranicznych, które usiłują posługiwać się tymi krajami, jak pionkami na szachownicy. Nikt z polityków w Polsce nie jest w stanie wykazać, że współczesna wizja Międzymorza stanowi realne i dalekowzroczne rozwiązanie strategiczne, które zapewnia bezpieczeństwo narodowe. Nikt z nich nie zlecił badań, które odpowiedziałyby na pytanie, jakie są konsekwencje dla Polski i Europy przyjęcia tej wizji za podstawę polityki międzynarodowej? Nikt nie chciał zauważyć, że przyjęcie tej wizji wyklucza lub osłabia inne, wynikające z polskiego interesu narodowego, rozwiązania strategiczne.

Należy zatem zerwać z prymitywnym podejściem do koncepcji geopolitycznych. Dotychczasowe podejście można określić mianem „postawy kibica”, wedle której wspiera się jedną, a odrzuca przeciwną drużynę piłkarską. Można oczywiście koncepcję Międzymorza wspierać lub odrzucać, lecz nie na tym polega myślenie strategiczne. Stosunek do tej koncepcji powinien być bardziej zdystansowany, przynajmniej na tyle, aby uchwycić jej blaski i cienie, aby uniknąć tkwiących w niej pułapek i zagrożeń. W tym zakresie dotychczasowa polityka polska na drodze do wcielania w życie „Międzymorza” już popełniła wiele błędów, które zaowocują ogólnym osłabieniem szans Polski na zajęcie w Europie silnej pozycji politycznej i gospodarczej. Pierwszym błędem była owa bezrefleksyjna „autoryzacja” koncepcji Międzymorza, odczytywana na zewnątrz raczej jako przejaw megalomanii wielkomocarstwowej, aniżeli jako przykład realistycznego podejścia do zagadnień międzynarodowych.                    

Gdyby koncepcja Międzymorza była pomyślana i realizowana w warunkach ogólnego bezpieczeństwa europejskiego, rzecz z pewnością nie byłaby szczególnie groźna. Ale  mamy do czynienia z chronicznym brakiem bezpieczeństwa europejskiego; z demontażem granic, z kwestionowaniem i rozbijaniem państw narodowych, z falą ekspansji politycznej i ekonomicznej ze strony państw ościennych, z cynicznym wykorzystywaniem europejskich instytucji międzynarodowych do niszczenia potencjału narodowego, z przerzucaniem kosztów globalnego kryzysu na słabsze kraje, z niemal jawną aktywnością zagranicznych służb informacyjnych, etc. Koncepcja Friedmana raczej mieści się w tym nurcie, aniżeli mu się przeciwstawia.

***

Friedman nie ukrywa, że głównym celem budowy Międzymorza jest zablokowanie strategicznego sojuszu między Niemcami i Rosją. Okrążenie Rosji jest wpisane w Międzymorze jako kontynuacja dotychczasowej polityki Stanów Zjednoczonych, niezmiennej od czasu rządów Jelcyna w Rosji. Są to rzeczy znane wszystkim stronom. Jednak od tego czasu uległy zasadniczej zmianie warunki realizacji hegemonistycznych dążeń Stanów Zjednoczonych. Nas interesuje przede wszystkim wpływ globalnego kryzysu ekonomicznego na te dążenia, ponieważ wcześniejszy optymizm i perspektywy wprowadzenia „porządku światowego” uległy znacznemu ograniczeniu i wywołały dodatkowe problemy. Zrodziły poważne konflikty wewnątrz stanów Zjednoczonych. Spowodowały silny rozdźwięk między bezwzględnie zdeterminowanymi zwolennikami opartego na hegemonii Stanów Zjednoczonych „porządku światowego”, a bardziej realistycznym nurtem zachowawczym, który skupia się na przeciwdziałaniu tendencjom osłabiającym pozycję Stanów Zjednoczonych w świecie. We wcześniejszej wersji (dążeń hegemonistycznych) rozszerzenie Unii Europejskiej było jednym z najważniejszych elementów umocnienia hegemonii. W późniejszej wersji (przeciwdziałania niekorzystnym tendencjom) rozszerzenie Unii Europejskiej nie gwarantuje zachowania silnej pozycji USA, gdyż wiąże się z umocnieniem Niemiec dążących do niezależności od Stanów Zjednoczonych. Friedman dobrze to rozumie, czemu daje wyraz w najnowszych opracowaniach.  Toteż stosunek polityki amerykańskiej do Unii Europejskiej i Niemiec uległ odpowiednio przewartościowaniu.                  

W pierwszej dekadzie XXI wieku przywódcom Stanów Zjednoczonych jeszcze – pomimo globalnego kryzysu ekonomicznego - mogło się wydawać, że kontrolują sytuację na kontynencie europejskim (chociaż już napotykali na niechęć niektórych krajów europejskich do  zaangażowania w awantury wojenne). Plonem nieroztropności była cicha zgodna na „rozszerzenie Unii Europejskiej” na Wschód, a w rzeczywistości na budowanie osi strategicznej Niemcy-Rosja. Wzmocnienie pozycji Niemiec musiało być zaskoczeniem, skoro znaczna część potencjału gospodarczego tego kraju znajdowała się w rękach obcych właścicieli (światowej oligarchii finansowej). Analogiczne zaskoczenie nadeszło z Rosji, w której dominujące znaczenie ekonomiczne i finansowe miał obcy układ oligarchiczny (również stanowiący fragment światowej oligarchii finansowej). Wzmocnienie pozycji Niemiec plus wzmocnienie pozycji Rosji – w sojuszu tych krajów – wytrącałoby Europę spod kontroli Stanów Zjednoczonych (zaś dokładniej – światowej oligarchii finansowej).
W roku 2010 sprawy przybrały niebezpieczny obrót, ponieważ ujawniony w sierpniu 2010 roku przez francuskiego generała Eric de la Maisonneuve projekt utworzenia „strefy niemiecko- słowiańskiej” z udziałem Rosji pod dominacją niemiecką stawiał „kropkę nad i”. Wcześniej doszło do zbrodniczej próby odsunięcia Polski – jako najbardziej niebezpiecznej dla projektu - z wpływu na kształt owej strefy (w kwietniu 2010 roku nastąpiła w Smoleńsku likwidacja sił, które mogłyby zagrozić wspomnianemu projektowi, tj. neutralizacja opozycji politycznej  wobec rządu w znacznym stopniu kontrolowanego przez Niemcy i Rosję).

Ale na tych obawach rozumowanie Friedmana się nie kończy. Zdaje on sobie sprawę z dwóch dodatkowych okoliczności, z powodu których Stany Zjednoczone na Niemczech nie mogą polegać. Pierwszy powód jest sformułowany jasno: „Niemcy, jak twierdziliśmy, stoją w obliczu poważnych problemów gospodarczych (powołuje się na dość wiarygodne analizy ekonomiczne)”. Drugi powód jest konsekwencją oceny przyszłości Niemiec, która wraz z rozpadem Unii Europejskiej niebawem może okazać się ponura. W następnym zdaniu pisze zdawkowo, iż stanowiące filary niemieckiej strategii - Unia Europejska i NATO – doświadczają tarć wewnątrz i między nimi. Dlatego Stany Zjednoczone są bardziej zainteresowane wschodnimi krańcami UE, Wielką Brytanią na zachodzie i obszarem śródziemnomorskim na południu. 

Jak dobrze wiemy, budowanie osi strategicznej Niemcy-Rosja nie zostało wstrzymane, lecz przesunęło się częściowo z obszaru politycznego na  obszar gospodarczy. Stało się jednak realnym czynnikiem, który wymaga wnikliwego rozpatrzenia.  Oś Niemcy-Rosja może stać się zarzewiem konfliktu ogólno-europejskiego. W tym zakresie obronne reakcje Polski zbiegać się będą z podobnymi reakcjami  innych krajów europejskich, również zagrożonymi hegemonistycznymi dążeniami Berlina. Wynik takiego konfliktu jest trudny do przewidzenia, ale w każdym przypadku będzie miał trwałe, skrajnie niekorzystne konsekwencje dla przyszłości Europy. Jednak miałoby to miejsce wówczas, kiedy w obydwu krajach sojuszu strategicznego doszłoby do zdobycia władzy przez ekspansjonistyczne (imperialistyczne) nurty polityczne. Takie nurty rzeczywiście istnieją i należy je bezwzględnie zwalczać. Jednak istnieją również nurty przeciwstawne, które przyszłość swych krajów budują na bardziej dojrzałych i mądrzejszych zasadach. Należy je dostrzegać i w miarę możliwości wspierać. Malowanie obrazu w kolorach czarno-białych silnie zniekształca i ogranicza horyzont myślenia strategicznego.    

Zagrożenia płynące ze strategicznego sojuszu między Niemcami i Rosją dla bytu narodowego Polski są bezsporne. Jak zaznaczyliśmy, w tym punkcie w koncepcji Friedmana nie mamy do czynienia z fałszem. Jego zamysł polega raczej na tym, aby zagrożenie to wykorzystać na użytek Stanów Zjednoczonych (chociaż skrywająca się za fasadą USA światowa oligarchia finansowa jest również dla Polski poważnym zagrożeniem).

Friedman trafnie zauważa, że „Biorąc pod uwagę dzisiejszą niekorzystną sytuację gospodarczą w Niemczech, Amerykanie mogą destabilizować fundamenty Niemiec”. Z jego przemyśleń wynika, że tarcia między Niemcami i Rosją skupiają się wokół wciągnięcia przez Stany Zjednoczone Rosji w orbitę własnych wpływów. Oznacza to, że obecne koncepcje strategiczne Waszyngtonu, nacechowane wrogim stosunkiem do Rosji, w tym zwłaszcza koncepcja Międzymorza, mogą się szybko zdezaktualizować wskutek wymuszenia lub skłonienia Moskwy do strategicznego sojuszu z Waszyngtonem. W tym zakresie koncepcja Międzymorza jest elementem presji wywieranej na Moskwę i umocnieniem pozycji negocjacyjnej USA co do strefy wpływów.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie