Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Miłość jako sposób walki z ubóstwem (cz.2)

2018-01-26

Jak łatwo można wyłączyć miłość bliźniego z praktyki społecznej i gospodarczej?

Można to zrobić redukując miłość  do pozytywnych, lecz ubocznych starań indywidualnych: wyłącznie do działalności charytatywnej - nawet wówczas, gdy cały kraj ugina się pod ciężarem systemu politycznego opartego na „walce wszystkich ze wszystkimi” (tak zachwalanej konkurencji), systemu opartego na kłamstwie i zakłamaniu, na gloryfikacji pasożytnictwa jako osiągnięć biznesu, na rozsiewaniu iluzji o wzroście gospodarczym, etc. Brak pozytywnej praktyki przeciwdziałania ubóstwu materialnemu i duchowemu od kilku dziesięcioleci  jest najbardziej dolegliwym problemem społeczno-ekonomicznym. Nie polega na braku miłości i współczucia wobec bliźnich, lecz przede wszystkim na uwolnieniu się władz publicznych od obowiązku miłości i współczucia. Przyjęło się, że władzy i biznesu miłość bliźniego nie dotyczy. Jeśli zaś ktokolwiek przeciw temu oponuje, jest urodzonym komunistą (nawet socjaliści nie oponują). 

Współcześnie pojęcie miłości bliźniego zostało zniekształcone pod wieloma względami. Stało się synonimem sentymentalizmu (Benedykt XVI: miłość bez prawdy jest sentymentalizmem).

Dlatego warto odwołać się do przemyśleń, które wydają się pozornie przestarzałe, a nawet wywołujące powszechną konsternację i opór.

W pierwszej część publikacji zaznaczyliśmy, że z triady miłości (do rodziny, ojczyzny i ludzkości) praktycznie wyłączona została  miłość do ojczyzny. Dokonano tego dzięki oddzieleniu pojęcia ojczyzny od pojęcia narodu, chociaż powinno być jasne, że sa to w obiegu publicznym synonimy. Pojęcie narodu jest szersze, horyzontalne. Obejmuje nie tylko obecne pokolenie, lecz także duchy przodków. Czy duchy te straszą, przerażają? A może chodziło o to, aby pogodzić ze sobą patriotyzm i wrogość wobec narodu? Miłość do narodu (nacjonalizm!) jest publicznie potępiany. Zostaje miłość do antynarodowego patriotyzmu, czyli nie miłość, lecz absurd.

***

Sprzeczność, która rozbija niejedno dążenie do unormowania lub poprawy sytuacji społecznej i gospodarczej w Polsce, to sprzeczność między negatywnym lub beztroskim stosunkiem władzy do interesów narodowych (do ich identyfikacji oraz przełożenia na cele polityczne), wypływającym z nieuctwa i lekkomyślności i nieuctwa, niezdolność do przeciwdziałania naruszaniu tych interesów przez siły zewnętrzne i wewnętrzne – z jednej strony, oraz wymogiem poświęcenia dla narodu – z drugiej. Jest to sprzeczność,  która pojawiała się kilkakrotnie w historii Polski, zwłaszcza w dobie rozbiorowej. Dlatego głos wielkich Polaków doby rozbiorowej musi być dla nas cenny, zarówno do ustalenia przyczyn upadku Rzeczypospolitej, jak również do odnalezienia sposobu wyjścia z upodlenia narodowego i odzyskania niepodległości. Nie chodzi zatem jedynie o pamięć o wielkich Polakach, do czego chętnie sprowadza się „uczucia patriotyczne”. Jak więc przezwyciężyć wspomnianą sprzeczność, czyli krótko mówiąc – działać na rzecz tych, którzy  zasługują na miłość, lecz są postrzegani  jako największa przeszkoda dla sprawowania władzy.

Fenomen patriotycznej podróbki jest dzisiaj znakiem firmowym władzy.

Na myśl przychodzi oczywista uwaga: pokonanie tych trudności nie da się osiągnąć słowem. Konieczna jest zatem filozofia czynu, która uzasadnia czynne przeobrażenie trudnej sytuacji Polski i określa pożądane formy działania.

Druga uwaga jest równie oczywista: pole możliwości jest bardzo wąskie. 

O ile na ślad filozofii czynu potrafimy z pewnością trafić, na przykład sięgając po cytowane tutaj dzieła Augusta Cieszkowskiego, o tyle z odnalezieniem pola możliwości działania nie jest łatwo. Właściwie dzisiaj nie istnieje nic, co mogłoby stanowić trwałą podstawę dla działania na rzecz przywrócenia Polsce należnego blasku i siły (co wykraczałoby poza czysty sentymentalizm lub zafascynowanie historią i kulturą). Jak mówi stare przysłowie - tonący brzytwy się chwyta, więc nawet takie przesłanki zaangażowania społecznego nie są bez znaczenia. To jednak za mało.

Dla Augusta Cieszkowskiego i wielu jego następców (aż do odzyskania niepodległości i okresu międzywojennego) trwałą i jedyną podstawą była właśnie rozumna miłość bliźniego, wypływająca z głębokiej, mistycznej wiary w Boga. To zaś wymaga uznania, że miłość bliźniego jest istotnym czynnikiem organizującym rodziny, narody i ludzkość (tak, również nacjonalizm!). Lub raczej – brak miłości bliźniego jest czynnikiem dezorganizacji oraz rozpadu narodów.
    
Cieszkowski jest wzorem konsekwencji: „Ojczyzna nie tylko nam nie wzbrania dla miłości swojej miłować Rodziców, lecz owszem tego po nas tak dalece wymaga, że wyrodnego Syna w rodzie nie uzna nigdy za godnego Obywatela w narodzie, tak i Ojciec nasz, który jest w niebiosach, nie zwalnia nas bynajmniej od obowiązków około Matki naszej Ojczyzny, która jest na ziemi, — ale nas owszem ku niej zobowiązuje, tak dalece, że wyrodnego Syna ziemskiej Ojczyzny sam wydziedzicza z niebieskiej.  Bo nie zawiść rozwodząca, ale miłość kojarząca, znamionuje wszelakie Ojcostwo na jakiejkolwiek wszech istot potędze”. Nie ma potrzeby komentowania tej wypowiedzi, chociaż może się ona wielu ludziom (nawet dzisiejszym teologom) nie podobać. Wypowiedź ta potrzebuje raczej głębokiej refleksji, niż komentarzy.

***

Zasadniczym błędem współczesnego rozumowania o zaangażowaniu Kościoła i wierzących w sprawy publiczne jest utożsamianie sfery publicznej z państwem. Tak również traktuje sferę publiczną współczesna ekonomia sektora publicznego, „oddając” ten sektor niepodzielnie we władanie polityków. Jest to część większego problemu, polegającego na zawłaszczaniu przez politykę spraw, które w istocie rzeczy należą do wspólnot narodowych, religijnych, kulturalnych, a nawet społeczno-zawodowych. Oznacza to de facto odsuwanie społeczeństwa od zadań publicznych; tłumienie i niszczenie aktywności obywatelskiej. A towarzyszy temu, jak przed dwoma wiekami, patologia,  którą jednoznacznie skwitował Cieszkowski: „W sprawach publicznych prywata, a w prywatnych zakała”. 

***

Sygnalizowane zjawisko występuje dzisiaj w Polsce dostatecznie wyraźnie, aby zacząć stawiać tamę ekspansywnym działaniom politycznym. I dlatego katolicy nie powinni pozostawiać pola publicznego odłogiem. Warto także w tym miejscu powołać się na Cieszkowskiego: „Nie sama tedy wewnętrzna uczciwość, nie goła tylko sprawiedliwość, czyli legalność, dostateczną jest dzisiaj do dzierżenia spraw publicznych, - wszak taką mieli już poganie, - (a nawet i więcej mieli, czego nam nie dostaje, tj. naiwną, przyrodzoną towarzyskość), - ale też wewnętrznej, moralnej pobudki potrzeba, - chrześcijańskiego uświęcenia do spraw publicznych rozciągniętego, - Bo chrześcijańskie uświęcenie zaledwie dotąd w prywatnych między bliźnimi stosunkach zakwitło, - i to jedynie zakwitło, lecz do owoców rzeczywiście nie dojrzało, ponieważ owoce z tego kwiecia dopiero na publicznym polu dojrzeć mają, a prywatnym zaś kwiecie to, acz piękne i szlachetne, jest mniej więcej z natury swej płonne. Otóż publiczne to pole epoka chrześcijańska zostawiła odłogiem”.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie