Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Przywracanie prawdy (cz.1)

2017-06-02
Przywracanie prawdy (cz.1)

„…idą na zatracenie, ponieważ nie przyjęli z miłością prawdy mającej doprowadzić ich do wiecznego zbawienia. I dlatego właśnie Bóg zezwala, by ulegli oszustwom, by uwierzyli kłamstwu”
Drugi list do Tesaloniczan; 2,1-12


W kwietniu i maju 2017 roku ukazało się kilka publikacji ekonomicznych, które cechuje zniecierpliwienie i irytacja. Powodem zniecierpliwienia jest brak reakcji na globalny kryzys ekonomiczny ze strony wielu rządów. Powodem irytacji jest coraz głębsze zanurzanie się rządów w oficjalne kłamstwa o wzroście gospodarczym.

Jedną z ważnych publikacji jest tekst Jeffa Nelsona „The Great Western Economic Depression”, w którym ekonomista komentuje stwierdzenie, iż gospodarki zachodnie są „uzdrawiane”. Irytuje się, że „Mówią to nam w kółko i w kółko nasze rządy. Potem to twierdzenie jest powtarzane tysiące razy przez posłuszne papugi korporacyjnych mediów”.

Teraz jest tak samo. Według niedawnego raportu MFW, stabilność światowego systemu gospodarczego uległa znacznej poprawie w ostatnich miesiącach – tempo wzrostu przyspieszyło, ceny aktywów (nieruchomości, akcji itp.) są wysokie, słowem - rozwój.

Ale problem, zdaniem Nelsona, polega na tym, że nie ma cienia dowodu na poparcie podobnych twierdzeń. Zauważa, że urojenia są wytworem oszustw statystycznych, polegających głównie na „sezonowym wyrównaniu”, lecz przecież „… istnieje wiele przenikliwych sposobów wykazania, że gospodarki zachodnie nie były w bardziej tragicznym stanie zdrowia niż są dzisiaj”. Podkreśla istnienie dwóch ogólnych i ważnych wskaźników: stopy procentowej i popytu na energię.

Stymulowanie wzrostu za pomocą niskich stóp procentowych nie wychodzi, o czym wszyscy wiedzą. Nelson ucieka się do porównania tej stymulacji z podłączeniem defibrylatora do chorego organizmu ludzkiego. „ Nasze gospodarki miały ten defibrylator gospodarek dołączony do nich przez ponad osiem lat - bez najmniejszego przebłysku życia. Co zostałoby z ludzkiego ciała, jeśli byłoby nieprzerwanie defibrowane przez ponad osiem lat? Zwęglone mięso. To właśnie stało się z zachodnimi gospodarkami: „zwęglone mięso” w postaci baniek spekulacyjnych. Bliskie zeru stopy procentowe są dosłownie paliwem rakietowym dla przyspieszenia baniek spekulacyjnych.

Czy polska gospodarka uległa "zwęgleniu”?

W omawianej publikacji Nelson zauważa, że wielu ludzi nadal nie może uwierzyć, że gospodarki zachodnie sa pogrążone w długotrwałej recesji. W Polsce rząd i ośrodki opiniotwórcze po prostu ignorują istnienie tej recesji, jakby nie miała ona znaczenia dla polskiej gospodarki lub „omijała Polskę”. Jednak ignorowanie recesji jest niezupełne, gdyż zwęglone gospodarki zachodnie są stałym punktem odniesienia dla prezentacji „sukcesów gospodarczych” Polski. Na tle pozostałych gospodarek zachodnich stan polskiej gospodarki nie przedstawia się dobrze. W większości statystyk ekonomicznych i socjalnych zajmuje ona 3-5 miejsce wśród 27 krajów członkowskich Unii Europejskiej i nie widać wyraźnego awansu. Czyli gospodarka polska jest również podobnie „zwęglonym mięsem”. Dlatego zainteresowania rządu i mediów przesunęły się na bardziej wygodne pole prezentacji „sukcesów gospodarczych”, a mianowicie na rzekomo imponującą dynamikę rozwoju gospodarczego. Najkrócej można ten zabieg streścić w taki sposób: jesteśmy zacofani w stosunku do innych gospodarek zachodnich, ale wykorzystujemy szansę nadrobienia zacofania. Takie ograniczone i płytkie podejście do zagadnień gospodarczych funkcjonuje bez przerwy od 1990 roku i jest wspólnym mianownikiem polityki wszystkich kolejnych rządów. Nikomu z rządu nie przychodzi na myśl fakt, że z czasem podejście to stało się idiotyczne: sprowadzanie polityki ekonomicznej do poruszania się na bieżni sportowej mija się z celem, gdy rzekomi biegacze wymagają pilnej reanimacji.

Pod koniec marca 2017 roku ukazał się nasz tekst „Jakby globalnego kryzysu ekonomicznego nie było”, który zawiera kolejną krytykę ignorowania globalnego kryzysu ekonomicznego w Polsce. Pisaliśmy, że fenomen ignorowania kryzysu jest „łatwo dostrzegalny zarówno w enuncjacjach rządowych, programach partyjnych i protestach społecznych, jak też w publikacjach aspirujących do poziomu naukowego z ekonomii, finansów, zarządzania, etc.”. Wkrótce po opublikowaniu tekstu wśród kierownictwa rządu eksplodował nadzwyczajny entuzjazm z powodu „sukcesów gospodarczych w związku z wynikami okresowej informacji statystycznej GUS „Koniunktura w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach w kwietniu 2017 roku”.

Przed opublikowaniem tej informacji sporządzono w GUS notatkę informacyjną w sprawie zaktualizowanego szacunku PKB według kwartałów za lata 2015-2016. Pierwotnie rząd mógł się pochwalić, iż w czwartym kwartale 2016 roku PKB był większy niż przed rokiem o 3,1 % (wiadomość poszła w świat). Był to szacunek z uwzględnieniem sezonowego wyrównywania PKB , czyli zabiegu, który Nelson nazwał statystycznym oszustwem. Bez wyrównania analogiczny PKB wynosił 2,7 %. Po dwóch miesiącach GUS publikuje informacje w sprawie zaktualizowanego szacunku PKB, w której zmniejsza obydwa szacunki. Teraz wyrównane PKB wynosi 2,9 %, zaś realne – 2,5%. Jest oczywiste, że sukces gospodarczy za 2016 rok został już skonsumowany, więc taka aktualizacja z pewnością polepszy szacunek wzrostu PKB w 2017 roku.

We wspomnianej aktualizacji padło również ważne stwierdzenie: „W I i IV kwartale 2016 r. istotnie obniżył się poziom absolutny (i w konsekwencji w całym 2016 r.) nakładów brutto na środki trwałe, w stosunku do wartości przyjętych we wstępnych szacunkach PKB za te kwartały”. Na spadek złożyły się zdecydowanie niższe nakłady poniesione przez jednostki sektora instytucji rządowych i samorządowych (w tym głównie nakłady poniesione przez jednostki samorządowe oraz nakłady poniesione na systemy uzbrojenia). Spadek nakładów brutto na środki trwałe, to jest dekapitalizacja majątku rzeczowego! Jedynie rozszerzony zakres definicji inwestycji może tłumaczyć, w jaki sposób spadek ten udało się przerobić na wzrost inwestycji. Czyli wcale nie jest tak pięknie, jak na konferencjach prasowych rządu.

Manipulacje wzrostem gospodarczym
Na ten temat napisano pokaźny stos analiz i uwag krytycznych, z których dwie kwestie są bezsporne. Po pierwsze, wzrost PKB nie jest równoznaczny ze wzrostem gospodarczym, zaś stawianie między nimi znaku równości, wedle zaleceń neoliberalnej demagogii jest przejawem oszustwa . Jest to bowiem tylko jedna z kilku najważniejszych charakterystyk aktywności gospodarczej (uwaga: aktywności gospodarczej, a nie wzrostu gospodarczego). Skoro aktywność gospodarczą charakteryzuje różnorodność, niemożliwe jest opisanie jej za pomocą jednego syntetycznego wskaźnika. Wiele ważnych aspektów tej aktywności znajduje się poza polem percepcji PKB. Po drugie, PKB nie dotyczy gospodarki narodowej, lecz łącznie krajowych i zagranicznych podmiotów działających na terenie danego kraju. Dlatego gospodarka narodowa może się dzięki wzrostowi PKB rozwijać albo nie rozwijać (gdy np. rozwijają się głównie podmioty zagraniczne, a nie polskie). PKB jako synonim wzrostu gospodarczego, to największe oszustwo, jakie wdrażano do świadomości społecznej Polaków w latach 1990-2017.

Więcej na ten temat pisaliśmy już przed sześciu laty w publikacji „Fetysz PKB” (patrz: Biuletyn Europejskiego Monitora Ekonomicznego nr 1/2011). Warto przypomnieć dwa nadal aktualne zdania: „Powtórzymy podstawowe punkty tej krytyki, dodając do nich spostrzeżenie, że wykorzystanie PKB jako miary sukcesu polityki gospodarczej zazwyczaj służy kamuflowaniu złej lub wręcz katastroficznej sytuacji gospodarczej. Nikt tego nie dostrzegał, dopóki nie uderzył wielki kryzys ekonomiczny. W warunkach głębokich przewartościowań społecznych, politycznych i ekonomicznych, które wywołał, Produkt Krajowy Brutto stał się synonimem lekceważenia tych przewartościowań i świadectwem swoistego obskurantyzmu”.

Cóż, PKB istotnie będzie zapewne wzrastał, ponieważ zagraniczni właściciele będą chcieli, aby ich inwestycje były jak najbardziej opłacalne, ale bez najmniejszych korzyści dla większości Polaków, którzy pozostaną niewolnikami zadłużenia i rezerwuarem tanich pracowników.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie