Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

„Plan” Mateusza Morawieckiego (cz. II)

2017-01-08

W pierwszej części niniejszej publikacji (Biuletyn EEM Nr 4/2016) sygnalizowaliśmy najbardziej widoczną i trudną do podważenia ułomność „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” Mateusza Morawieckiego. Istotą tej ułomności jest fakt, że nie jest to żaden plan społeczno-gospodarczy, a więc nie należy spodziewać się „odpowiedzialnego rozwoju”, cokolwiek miałoby to znaczyć.

Pisaliśmy, że plan społeczno-gospodarczy kraju „powinien być owocem profesjonalnego –społecznego - procesu planowania, który spełnia określone wymogi w zakresie metod planowania, systemu informacji planistycznych, zasobów finansowych i materialnych itp. Zarówno dla jego opracowania, jak i dla zapewnienia jego wykonalności muszą być przyjęte odpowiednie regulacje prawne. Są to sprawy elementarne”. W międzyczasie dowiedzieliśmy się ze źródeł rządowych, że omawiany „plan” Morawieckiego jest okrętem flagowym polityki gospodarczej rządu. To oznacza, że do przedstawionych w „planie” pięciu pułapek rozwojowych można dodać szóstą: brak zrozumienia lub nie przyjmowanie do wiadomości podstawowych warunków planowania rozwoju społeczno-gospodarczego.
Od opublikowania pierwszej części publikacji minęło dostatecznie dużo czasu, by autor „planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” skorygował swoje podejście do planowania lub przynajmniej przedstawił swoje stanowisko wobec naszych zastrzeżeń. Milczenie oraz wyraźna niechęć do merytorycznej współpracy ze strony Morawieckiego nie zachęcają do dalszego stosowania perswazji; skłaniają raczej do stawianiu sprawy na ostrzu noża. Gospodarką polską nie można się bawić, jak to było przez ostatnie prawie trzydzieści lat. Skutki są dramatyczne.

Jednak musimy najpierw przyznać, że osoba Morawieckiego nie jest tutaj najważniejsza. Nas interesuje bowiem przede wszystkim problem wykonalności planów rządu. Brak systemu planowania jest tylko jednym z czynników podważających wykonalność planów, gdyż bez systemu planowania nie mogą być zapewnione prawno- organizacyjne warunki jego wykonalności. Jest jednak kilka ważniejszych czynników, które łącznie składają się na iluzję, jakoby rząd w sprawach makroekonomicznych miał cokolwiek do powiedzenia.

Z obszernej listy nieskuteczności zapowiedzi rozwoju Polski wymienimy zaledwie kilka.

Po pierwsze, należy wreszcie jasno powiedzieć, że szerokie ograniczenia formalno-prawne Unii Europejskiej, a także do granic absurdu rozbudowane kompetencje Komisji Europejskiej, dotyczą przede wszystkim zagadnień społecznych i gospodarczych. Ich głównym motywem jest wyeliminowanie interesu narodowego z działalności gospodarczej. To najbardziej pilnowane pole aktywności polityków i biurokratów z Brukseli, jakie zostało przez nich wygospodarowane kosztem polityki społeczno-ekonomicznej poszczególnych rządów. Rządy krajowe zostały ustawione w pozycji wykonawców, a nie kreatorów. Podstawowe zasady, tak głośno chwalone przez wielu polskich polityków, jak swobodny przepływ kapitału, swobodny przepływ towarów i usług oraz osób, oznacza zminimalizowanie kompetencji rządów krajowych w zakresie planowania i kontroli inwestycji, handlu i zatrudnienia. W tym zakresie Komisja Europejska pełni rolę policjanta wobec zachowań władz krajowych. Błędem, który często spotykamy, jest bezmyślne przypisywanie Unii Europejskiej statusu bezstronnej organizacji międzynarodowej. Tymczasem jest to organizacja o charakterze neoliberalnym, co dla ludzi zorientowanych oznacza, iż nie reprezentuje ona „wspólnych interesów”, lecz interesy wielkich korporacji i sieci globalnych.

Po drugie, niezrozumiały jest pozytywny lub nawet serwilistyczny stosunek polskich polityków do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Porozumienie rządu i MFW jest jednostronnie wiążącym rząd porozumieniem międzynarodowym, które narzuca z zewnątrz ostre rygory polityce społeczno-gospodarczej. Również MFW nie jest instytucją bezstronną i neutralną politycznie, lecz jednym z najważniejszych ogniw globalnej sieci finansowej. Działa w interesie globalnych korporacji finansowych (ostatnio jej przedstawiciele z tym się nie kryją). Słychać, że MFW działa jako komornik korporacji bankowych, co najlepiej ilustruje niechlubna rola tej organizacji w Grecji.

Są to sprawy powszechnie znane. Jak w ich świetle przedstawia się postać obecnego prezesa NBP Adama Glapińskiego, który bezwarunkowo popiera aspiracje Funduszu afirmując takie stwierdzenia.: „Polska zawsze była zaangażowanym zwolennikiem wielostronnego systemu i aktywnym członkiem Banku i Funduszu […]. Jesteśmy więcej niż pewni, bez aktywnego udziału MFW i Grupy Banku Światowego odpowiednie funkcjonowanie międzynarodowego systemu gospodarczego i monetarnego, jak również realizacja ambitnej agendy zrównoważonego rozwoju 2030 nie będą możliwe. Dlatego będziemy dalej popierać wysiłki mające na celu wzmocnienie wsparcia zarówno instytucji i zwiększenie ich zdolności do wspomagania wszystkich państw członkowskich w radzeniu sobie z różnymi rodzajami wyzwaniami ekonomicznymi, politycznymi społecznymi”. Przytaczamy tę obszerną i nieco zagmatwaną wypowiedź nieprzypadkowo. Problem polega na tym, że reputacja MFW w ostatnich kilku latach została mocno nadwyrężona. Widoczne są też dążenia wielu krajów do ograniczenia interwencji Funduszu w ich sprawy wewnętrzne. Nikt poważny nie ma wątpliwości, że Funduszowi nie zależy na wzroście gospodarczym czy na podnoszeniu poziomu życia ludności w kontrolowanych krajach, lecz jedynie na ekspansji globalnej sieci finansowej. Wszędzie, gdzie przyjmowano zalecenia MFW następował spadek produkcji, bezrobocie i czasem inflacja. Nikt się już nie dziwi, że interwencje MFW nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.

Jednak najważniejsze zarzuty kierowane pod adresem Międzynarodowego Funduszu Walutowego wykraczają poza ramy niezadowolenia z jego działalności. MFW stworzył bowiem system neokolonializmu, który lamie wszelkie standardy moralne, zmuszając zadłużone kraje do wprowadzania restrykcji skutkujących utrwalaniem kryzysu oraz pozbawianiem ludzi warunków życia. Odciski drapieżnych palców MFW znajdują się na większości zadłużonych gospodarek.

Cytowana wcześniej wypowiedź wskazuje, że Narodowy Bank Polski jest nadal ogniwem globalnej sieci finansowej, a nie bankiem centralnym, który służy rozwojowi społeczno-gospodarczemu. Zobaczmy, jak skrupulatnie na przykład jest wykonywane zalecenie MFW w sprawie konwersji „kredytów frankowych” na złote, która - zdaniem jego funkcjonariuszy- stwarza „ryzyko naruszenia stabilności finansowej, z niekorzystnymi konsekwencjami dla kredytu i wzrostu” (bez podania uzasadnienia tych stwierdzeń!). Echo tego zalecenia słyszymy w wielu wypowiedziach polskich polityków, w tym z ust premiera Morawieckiego.

Po trzecie, w ramach polityki kolejnych rządów przeforsowano szereg ustaw deregulacyjnych, ograniczających uprawnienia kontrolne rządu, przenoszące niektóre uprawnienia na podmioty prywatne (np. na banki w zakresie egzekucji sądowej), a także osłabiających sankcje prawne i finansowe za nadużycia gospodarcze. Pozornie stworzono potężny chaos prawny, lecz faktycznie celowo uwolniono wielkie korporacje od odpowiedzialności za skutki działania w Polsce. Rząd potyka się o ustawy, które uniemożliwiają prowadzenie jakiejkolwiek racjonalnej polityki gospodarczej.

Władza tych korporacji w Polsce jest większa od władzy rządu.

Po czwarte, musimy zapytać, dzięki jakiej wiedzy rząd podejmuje decyzje gospodarcze. Formalnie biorąc, rząd dysponuje systemem statystyki państwowej, sprawozdawczością finansową, sondażami opinii publicznej, źródłami wywiadowczymi etc. Utrzymanie tych źródeł informacji jest pracochłonne i kosztowne. Jednakże od wielu lat nie stanowią one elementów systemu podejmowania decyzji gospodarczych, gdyż taki system obecnie w ogóle nie istnieje. Natomiast istnieje system lobbingu i korupcji, który dostarcza decydentom rządowym fałszywe wiadomości , odzwierciedlające partykularne oczekiwania i wytyczne wpływowych korporacji gospodarczych.

Brak zorganizowanego systemu podejmowania decyzji gospodarczych, w tym weryfikacji jakości informacji służących podejmowaniu tych decyzji, praktycznie eliminuje możliwość prowadzenia autonomicznej polityki gospodarczej. Mimo, iż stanowi credo ekonomii liberalnej, zbieżność między interesami wpływowych korporacji gospodarczych (które w ten sposób zostają beneficjentami decyzji rządowych), a interesem publicznym jest wysoce iluzoryczna.

Jaki zatem rząd w Polsce ma jeszcze udział w dotyczącym gospodarki obszarze decyzyjnym? Nasze optymistyczne szacunki dają mu 5%. W tych warunkach rysują się dwie możliwości: albo odzyskanie suwerennych decyzji gospodarczych albo udawanie, że są one suwerennie podejmowane. Jak dotąd, rząd nie idzie śladem innych krajów, aby odzyskać suwerenność ekonomiczną. Zatem musi zadowalać się takimi produktami jak „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” premiera Morawieckiego.

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM. 

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie