Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Degradacja i niszczenie sektora publicznego

2016-11-22
Degradacja i niszczenie sektora publicznego

Pogląd, jakoby sektor publiczny był obszarem bezwzględnej nieefektywności, a zatem powinien być maksymalnie ograniczany na rzecz sektora prywatnego, nadal uchodzi w Polsce za credo ekonomii liberalnej.

Skutkiem rozpowszechnienia takiego poglądu jest przede wszystkim wysoka tolerancja wobec wszelkich przejawów marnotrawstwa dobra publicznego oraz podtrzymywanie skostniałych instytucji publicznych (nieefektywnych, niedostosowanych do wymogów współczesności). Skoro bowiem jest to sektor „z natury rzeczy” zły, jego degradowanie i niszczenie znajduje usprawiedliwienie jako ograniczanie zła. Próby obrony lub powstrzymania rozkładu sektora publicznego, a tym bardziej jego unowocześnienie, wydają się beznadziejne lub nawet absurdalne. Tak oto znaleźliśmy się w pułapce: państwo przestaje funkcjonować.

Dopiero na tym tle możliwe jest zrozumienie, dlaczego dążenia prywatyzacyjne stały się pierwszorzędnym celem polityki ekonomicznej i dlaczego mogły być urzeczywistniane w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. Twierdzenie o bezwzględnej nieefektywności sektora publicznego posłużyło hurtowemu rozgrzeszeniu instytucji oraz osób odpowiedzialnych za nadużycia prywatyzacyjne. Zaś szerzej, posłużyło rozkrzewieniu samowoli politycznej i ekonomicznej kolejnych rządów, nadając systemowi rządów szczególny charakter: rządów nieskutecznych i nieefektywnych, zaś faktycznie - patologicznych. Dziś zbieramy tego żniwo.

Ważną konsekwencją uznawania sektora publicznego za nieefektywny było fałszywe przekonanie, że zbędne jest podejmowanie wysiłków na rzecz zapewnienia efektywności wykorzystania zasobów należących do sektora publicznego. Nie trzeba było więc długo czekać, aby doszło do skandalicznych zaniedbań. Obecne konflikty społeczne (w służbie zdrowia, szkolnictwie, gospodarce przestrzennej, obronie narodowej, itp.) nieprzypadkowo mieszczą się w kręgu sektora publicznego. Są one skutkiem wieloletnich, często nieodwracalnych zaniedbań. Tłumaczenie, że podobne konflikty występują w wielu krajach, a więc są przejawem ogólniejszej tendencji, jest nieodpowiedzialną próbą podtrzymania status quo (co obecnie staje się już niemożliwe).

Jak ukazują solidne badania [Andreas M. Sanchez, Luis R. Bermejo: Public sector performance and efficiency in Europe: The role of public R&D], w ocenie osiągnięć sektorów publicznych w dwudziestu trzech krajach należących do OECD polski sektor publiczny zajmuje ostatnie miejsce. Niewiele lepiej z oceną wydajności pracy zatrudnionych w tych sektorach. Pod tym względem polski Sektor publiczny zajmuje przedostatnie miejsce (po sektorze słowackim).

Warto przypomnieć także inne fakty uchwycone we wspomnianych badaniach. Takie kraje jak Grecja, Portugalia, Hiszpania, a zwłaszcza Irlandia, wyróżniły się właśnie zdecydowanym wzrostem osiągnięć sektorów publicznych. Irlandię osiągnięcia te uplasowały powyżej średniej unijnej.

Spójrzmy więc prawdzie w oczy. Niemożliwe jest dalsze podtrzymywanie status quo. Ale nie jest możliwy żaden przełom bez radykalnej zmiany zapatrywań na rolę sektora publicznego w Polsce. Nie można oczywiście poprzestać tylko na takim zawołaniu. Potrzebne jest lepsze rozeznanie sytuacji i mądre reformy.

Fałszywy liberalizm
Jak wspomniałem, pogląd o konieczności maksymalnego ograniczenia roli sektora publicznego w życiu gospodarczym jest zapożyczony z ekonomii liberalnej. Niektórzy liberalni publicyści ekonomiczni kwestionowanie tego poglądu uznają za dowód braku kompetencji ekonomicznych. Tymczasem konieczne jest podjęcie dyskusji nad dwoma istotnymi zagadnieniami. Po pierwsze, chodzi o zmiany zachodzące we współczesnym życiu gospodarczym. Zmiany te powodują, że niektóre przekonania ekonomiczne powinny być zaksięgowane jako archiwalia. Podam tylko jeden przykład (choć jest ich więcej). Sektor publiczny ustala formy prawno-organizacyjne, w ramach których podmioty prywatne podejmują działalność innowacyjną (albo działalność tę hamuje czy wyklucza). Czyli sektor publiczny działa jako aktywny ośrodek regulacji prawnej działalności innowacyjnej, a także bezpośrednio jako „przedsiębiorca”: inwestor, nabywca lub partner. Rola sektora publicznego jako czynnika wspierającego innowacje i rozwój technologiczny jest współcześnie niezwykle duża (inwestycje w badania, rozwój edukacji, ochrona własności intelektualnej, zapewnienie infrastruktury technicznej i informacyjnej, itd.). Do tego dochodzi tworzenie długofalowych strategii naukowo-technicznych oraz sprzyjanie odpowiedniej mobilności społecznej (albo nie dochodzi). Właśnie od tego głównie zależy zdolność sektora prywatnego do wprowadzania innowacji i rozwoju technologicznego. Dlatego m.in. na świecie od kilkunastu lat mamy do czynienia z gruntownym przewartościowaniem postulatu minimalizacji sektora publicznego w świetle wyzwań wynikających z rozwoju wiedzy i technologii.

Po pierwsze, minimalizacja aktywności sektora publicznego nie prowadzi do ograniczenia biurokracji i kosztów funkcjonowania sektora publicznego. Przykład Polski jest pod tym względem szczególnie wymowny. Wedle naszych szacunków armia urzędników państwowych nie tylko nie zmalała, lecz od czasu rządów Edwarda Gierka wzrosła ponad ośmiokrotnie! Koszty utrzymania instytucji sektora publicznego także sa wyższe, aniżeli w latach osiemdziesiątych ub. wieku.

Chodzi również o stary i dobrze opracowany w ekonomii temat ułomności rynku (i konieczności przeciwdziałania tym ułomnościom). Wydaje się, że nasi publicyści ekonomiczni jeszcze do tej elementarnej kwestii nie zdołali dotrzeć, chociaż stanowi ona żelazny punkt wykładu z mikroekonomii. Nie sądzę, aby trzeba wyważać otwarte drzwi.
Aby nie pozostać w idiotycznej konfrontacji „albo-albo”, nie wolno postulować ruchu w przeciwnym kierunku, czyli wypierania sektora prywatnego przez sektor publiczny. Chodzi o uznanie komplementarności tych dwóch sektorów. Są to niejako dwie strony jednej monety.

Ingerencje zewnętrzne
Zarzut niekompetencji władz rządowych, jako przyczyny wielkich zaniedbań w sprawach publicznych, okazuje się zbyt powierzchowny. Do opinii publicznej przedzierają się coraz silniejsze sygnały, że to nie tyle brak kompetencji, ile dyktando zewnętrznych czynników (obcych rządów, grup interesów, środowisk nacjonalistycznych), nierzadko wrogo nastawionych do umocnienia państwa i siły ekonomicznej Polski, stanowi racjonalne wytłumaczenie wspomnianych zaniedbań. To zaś implikuje dwa następujące twierdzenia.

Po pierwsze, należy dokładniej rozglądać się dookoła i pod ornamentyką liberalizmu ekonomicznego rozpoznawać szkodliwe dla Polski akcje, zamiary i interesy.

Sektor publiczny okazał się piętą achillesową współczesnej Polski; stał się miejscem energicznych, cynicznych, brutalnych i niszczących kampanii z wielu stron. Nie boję się zarzutu, iż powoduje mną przesadna obawa czy chorobliwa nieufność. Tu bowiem nie chodzi o jakieś intuicyjne przewidywania, lecz o stan faktyczny.

Po drugie, niewiele dzieje się wbrew rządzącym w Polsce politykom i urzędnikom. Trzeba lepiej dostrzegać różnicę między politykami kierującymi się zewnętrznymi wytycznymi i śliniącymi palec, aby wyczuć skąd wieje wiatr, a politykami kierującymi się interesem publicznym, niestety ciągle bezsilnymi. Może należałoby odwrócić kierunek rozumowania: sprzeczne z interesem publicznym działania władz rządowych dają się odczytać jako silne symptomy zakorzenienia w strukturach władzy „piątej kolumny”. Wtedy bardziej czytelna będzie historia prywatyzacji majątku publicznego, negocjacji dotyczących przystąpienia do UE, uczestnictwa Polski w akcjach militarnych, reakcji na ekspansjonizm niemiecki, wspieranie bezpodstawnych roszczeń żydowskich, itp.

W tym świetle nadal dominujący nurt „polskiego liberalizmu” nabiera pejoratywnego znaczenia. Nie jest to bynajmniej nurt żywej i głębokiej myśli intelektualnej, a nawet wyraz autentycznych przekonań. To raczej listek figowy, który ma skrywać rzeczywiste powody działań podejmowanych na szkodę naszego kraju.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie