Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Polexit?

2016-11-22

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zaowocowało bogatym wachlarzem analiz i opinii politycznych. W Polsce jednak zabrakło poważnych analiz, zaś lukę wypełniają uspokajające wypowiedzi publiczne w stylu „integracji europejskiej”. Tymczasem analiza obecnej sytuacji Polski w UE oraz bilans naszych kosztów i korzyści społecznych z członkostwa w tej organizacji jest sprawą kluczową.

Bez wspomnianego bilansu i rzetelnej analizy dyskusje dotyczące przynależności Polski do Unii Europejskiej są jałowe. Fakt istnienia kryzysu Unii Europejskiej i niebezpieczeństwa wynikające z tego faktu nie mogą być ignorowane, zaś samo nawoływanie do europejskiej solidarności i reformy instytucji unijnych, bez uwzględnienia kryzysowej sytuacji, nic nie wnoszą. Jest to czynnik zachowawczy, pozbawiony znaczenia praktycznego.

W punkcie wyjścia do potrzebnej analizy konieczne jest zrozumienie, że oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej i pozostałych instytucji unijnych w kwestii kryzysu Europy, a także upowszechniających („solidarnie”) to stanowisko rządów i mediów zawiera się w pojęciu samooceny, co nie jest do przyjęcia. Ocena powinna wynikać z obiektywnej analizy, zaś we własnej sprawie instytucje unijne są jednostronne i tendencyjne. W wielu przypadkach jako oficjalne stanowisko Komisji Europejskiej demonstrowano zasadę, że prawo do wypowiedzi w sprawach integracji europejskiej jest zarezerwowane wyłącznie dla gremiów uznających „europejskie wartości”, w szczególności zaś - dla oficjalnych dokumentów unijnych. Towarzyszący temu margines „wołających na puszczy”, przyjmowany przez liderów unijnych z ostrym sprzeciwem i nieskrywaną irytacją. Wraz z tą tendencją pojawiła się druga, którą można dziś śmiało nazwać rozpanoszeniem się ekonomii neoliberalnej, która nie tylko przenika liczne dyrektywy unijne dotyczące zagadnień gospodarczych, lecz jest uznawana jako obligatoryjny czynnik ideologiczny. Ten temat wymaga jednak odrębnego omówienia. W każdym razie ekonomia neoliberalna stała się bezradna wobec zaistniałej sytuacji w Europie, obfitującej w nagromadzenie faktów podważających jej podstawowe stwierdzenia. Mimo to jest ona mocno zakotwiczona w myśleniu i dyrektywach komisarzy unijnych.

Podobnie trudno oczekiwać rzetelnych wyników toczonej od kilkunastu lat polemiki między zwolennikami integracji europejskiej i eurosceptykami.

Jest to sprawa poważna, bowiem na dłuższą metę zapowiada dalszy regres w poszukiwaniu wyjścia z opresji. Posługiwanie się samooceną i narzucanie jej poszczególnym krajom i społeczeństwom tylko ogranicza zasób wiedzy i możliwych rozwiązań, a także gasi potencjał intelektualny.

Sytuacja zmieniła się radykalnie. Chcemy zwrócić uwagę na niektóre elementy dotychczasowej praktyki integracyjnej w Europie, które są, naszym zdaniem, obecnie najistotniejsze. Są to dwa elementy: dezaktualizacja niektórych podstawowych zasad oraz celów UE oraz spadek wiarygodności Brukseli. Te dwa czynniki są ze sobą mocno związane. Spadek wiarygodności nie jest wyłącznie skutkiem tego, że niektóre zasady i cele UE w obliczu kryzysu okazały się nadto ambitne i w związku z tym mało realistyczne. Jeszcze przed obecnym kryzysem integracyjnym symptomy utraty wiarygodności Brukseli były dostatecznie wyraźne, przede wszystkim wskutek autorytatywnego forsowania konstytucji europejskiej, plebiscytowej formy wyborów do parlamentu europejskiego i „deficytu demokracji”, słabych mechanizmów kontroli społecznej biurokracji unijnej, etc. Dochodzi do tego pamięć o niesprawiedliwym procesie akcesyjnym dla nowych krajów członkowskich z Europy Środkowo-Wschodniej, który skorodował zaufanie społeczeństw tych krajów do instytucji unijnych oraz nałożył na rządy tych krajów trudny do udźwignięcia ciężar powstrzymywania niezadowolenia społecznego.

Jednak głównym problemem krajów UE jest połączenie wieloletniej stagnacji ekonomicznej (niskiego tempa wzrostu gospodarczego i wysokiego bezrobocia) oraz pogłębianie się dysproporcji ekonomicznych między krajami członkowskimi. Na to nakładają się skutki kryzysu ekonomicznego: wysokie zadłużenie, spadek produkcji, rosnące zubożenie itd. W większości nowych krajów członkowskich UE forsowana przez Komisję Europejską liberalizacja i deregulacja gospodarek rzeczywiście zaowocowała spadkiem jakości życia i pogorszeniem świadczeń socjalnych.

Nie można więc dziwić się tendencjom odśrodkowym, a tym bardziej ograniczać się do ich potępienia. Jest zupełnie naturalne i usprawiedliwione, że korzyści społeczne i gospodarcze z integracji krajów europejskich muszą przeważać nad kosztami społecznymi i gospodarczymi, gdyż w innym przypadku do procesu integracji wkrada się fałsz i obłuda. Argumenty osłabiające rachunek kosztów i korzyści są słabe. Mało przekonywujące jest odwoływanie się do korzyści wynikających z umocnienia pozycji międzynarodowej Europy, ponieważ umocnienie tej pozycji nie może przekreślać aspiracji narodowych. Przeciwnie, powinno umożliwiać ich realizację. Cała ornamentyka „globalizacji” wymaga odrzucenia, gdyż chodzi żywotne interesy państw i narodów, a nie o forsowanie idei globalizacji (w tym europejskiej czy atlantyckiej). Również kosmopolityzm z pewnością nie dostarcza przekonywujących argumentów.

Unia Europejska jest dziś różnie postrzegana, a także różne są wobec niej oczekiwania. We wszystkich przypadkach są to jednak oczekiwania, których spełnienie obecny kryzys ekonomiczny odsuwa bezterminowo. Na ogół jest to odbierane przez opinię publiczną w wielu krajach jako konsekwencja błędnej koncepcji i strategii gospodarczej przywódców unijnych, a w szerszym ujęciu – słabości realizowanej koncepcji integracji europejskiej. To się zwyczajowo nazywa ryzykiem organizacyjnym, czyli poszukiwaniem kozła ofiarnego. Trzeba wreszcie sprawdzić, czy jest UE przyczyniła się do długotrwałego kryzysu ekonomicznego , czy raczej takie podejrzenie jest nieuzasadnione i krzywdzące.

Faktycznie, Unia Europejska nieustannie balansowała i nadal balansuje między wygórowanymi ambicjami ekonomicznymi (podgrzewającymi oczekiwania społeczne), a poczuciem zagrożenia płynącego z warunków globalnej konkurencji, co w praktyce oznaczało „uciekanie do przodu”.

Innymi słowy, obecny ostry kryzys ekonomiczny nakłada się na wieloletnią stagnację krajów unijnych, co rodzi wątpliwości dotyczące do sensowności koncepcji i ambitnych wyzwań o charakterze strategicznym. Unia nie ma jednak czasu na długie dyskusje oraz formułowanie nowej, bardziej realistycznej strategii gospodarczej. Tego nie robi się z dnia na dzień. Dlatego w najbliższych dwóch – trzech latach, zdominowanych przez światowy kryzys, sytuacja geopolityczna Unii Europejskiej nie ma najmniejszych szans poprawy. Kryzys pogłębia nieporozumienia i konflikty interesów w skali europejskiej i globalnej. Niewiadome są zachowania pozostałych głównych aktorów na światowej scenie gospodarczej, którzy właśnie przebudowują swoją politykę zagraniczną i stosunki gospodarcze z resztą świata. Ten czynnik niewiadomej odnosi się także do Unii, która już teraz jest postrzegana jako stojąca na rozdrożu. „W przyszłości hierarchia unijnych wartości może się zmienić; możliwe, że zamiast dalszego budowania politycznej jedności nastąpi powrót do modelu «rozszerzonego wspólnego rynku i unii społecznej plus wspólnej waluty». Możliwe wreszcie, że sama Bruksela, widząc osłabienie swoich pozycji na świecie, obierze kurs na strategiczne zbliżenie z Rosją” – zauważa jeden ze znanych ekspertów ekonomicznych. Pojawia się coraz więcej takich spekulacji.

Polska stoi przed konkretnym wyborem. Jest to wybór między dwiema opcjami. Pierwszą z nich jest doprowadzenie do respektowania interesów ekonomicznych i politycznych Polski w ramach Unii Europejskiej. Fakt, że interesy te nie są respektowane, nie jest żadną tajemnicą. Działania Brukseli podejmowane wbrew interesom narodowym niektórych krajów przekreśliły szanse pozytywnej współpracy i zredukowały rolę Polski do pozycji wasalnej. Związane z tym koszty społeczne i ekonomiczne nie mogą być ignorowane, bowiem oznaczałoby to zafałszowanie całego rachunku. Wystawienie tego rachunku jest pierwszym krokiem do uzdrowienia patologicznej sytuacji. Jednak tej pozytywnej opcji nadal wśród polskich polityków nie widać. W próbach uzdrowienia sytuacji posługują się perswazją, a nie rzetelną argumentacją. Druga opcja jest związana z procesem wyjścia z Unii Europejskiej. Jest to opcja oparta na przekonaniu, iż pierwsza opcja jest nierealistyczna. To zaś wymaga olbrzymiej przenikliwości, ponieważ takie przekonanie musi zostać oparte nie tylko na stwierdzeniu faktycznego braku woli Komisji Europejskiej, lecz także na rozpoznaniu, czy w obecnych warunkach (kryzysu ekonomicznego) możliwa jest harmonizacja interesów narodowych krajów członkowskich, w tym na przykład Niemiec i Grecji. Łatwiej będzie zrozumieć Brytyjczyków, gdy ocenia się szanse harmonizacji tych interesów. To nie egoizm narodowy, lecz poczucie niemożności zharmonizowania interesów europejskich otworzył przed nimi drzwi oznaczone napisem exit.

Podstawowy błąd, który może zaprzepaścić wszelkie wysiłki zmierzające do ukształtowania nowej pespektywy europejskiej polega na abstrahowaniu od ważnego faktu: zadanie wypracowania nowej koncepcji i strategii rozwoju gospodarczego spoczywa na wszystkich krajach europejskich, a od ich zgodności zależeć będzie realna możliwość sformułowania koncepcji i strategii europejskiej. Można ten wymóg pomyślności lekceważyć, ale nie w sytuacji kryzysowej. Ekonomiści mówią o finansowej „bańce mydlanej”, ale jest chyba także druga „bańka mydlana” - polityczna.

Wszystkie kraje Europy stoją zatem przed poważnym zadaniem: odbudowy narodowej myśli ekonomicznej, ponowne wprowadzenie jej w obieg europejski i wykorzystania dla odnowy życia społecznego i gospodarczego. Wszystkie kraje europejskie przeszły - lżej lub ciężej - chorobę spowodowaną przez neoliberalną doktrynę ekonomiczną, przeistaczającą się z czasem w zalew pokrętnej argumentacji, umożliwiającej politykom lekceważenie i pogłębianie dysproporcji społecznych, a nawet zezwalającej na rabunek zasobów gospodarki, niszczenie inwencji, uniwersytetów , kultury.

Są to sprawy o decydującym znaczeniu, ponieważ wąskie grupy polityczne i opiniotwórcze („Europejczyków”) w tej sytuacji niewiele mogą zmienić. Są one zbyt obciążone przywiązaniem do haseł doktryny neoliberalnej, zwłaszcza do fałszywego „konsensusu europejskiego”. Potrzebny jest nowy prawdziwy konsensus, stanowiący podsumowanie doświadczeń i wniosków z obecnego stanu społeczeństw i gospodarek europejskich. To zaś , czy jest on możliwy, zależy w głównej mierze od jakości polityki realizowanej przez poszczególne kraje.

Europie nie brakuje aspiracji przywódczych. Brakuje natomiast ośrodka mediacyjnego, który katalizowałby osiągnięcie konsensusu. To oznacza, że parlament europejski i agendy wykonawcze UE, a tym bardziej Niemcy i Francja, w tym delikatnym procesie powinny zaprzestać ubiegania się o role przywódcze, lecz ograniczyć się do roli poważnych stron dialogu, otwartych na racje innych stron i oczekujących analogicznego otwarcia z ich strony. Obecna koncepcja przywództwa niemiecko- francuskiego w Europie nie zdała egzaminu. Nie tylko dlatego, że przywództwo to miało nieformalny, wręcz mafijny charakter (sprzyjający zaostrzaniu konfliktu interesów narodowych), a zarazem instrumentalizujący formy współpracy. Również dlatego, że w obydwu tych krajach (i niemal wszystkich pozostałych) elity społeczne zostały zmarginalizowane, zaś awansowali ludzie spoza kręgu kultury politycznej i gospodarczej.

Ograniczało to i nadal ogranicza zdolności kształtowania perspektywy europejskiej.

Brak dialogu europejskiego jest widoczny i oczywisty.

Dzisiaj nikt rozsądny oficjalnych demonstracji „woli dialogu” ze strony Brukseli czy rządów poszczególnych krajów nie bierze poważnie. Jest to czynnik pogłębiający pesymistyczne zapatrywania na perspektywy kontynentu. Skoro bowiem nie ma życiodajnej dyskusji, nie ma ścierania się różnych koncepcji rozwoju Europy, nie ma forum dla takiej dyskusji , nie ma żywej opinii publicznej, to nie ma również sił i determinacji, które wsparłyby najlepsze opcje. Sprzyja to zawężeniu przestrzeni społecznego dialogu do wąskich koterii politycznych. Europejskie i krajowe koterie polityczne są przesycone świadomością ograniczonego wpływu na zachodzące w świecie i Europie zmiany, a zarazem nie znajdują (i nie szukają !) społecznego poparcia; są zamknięte w sobie. Dlatego czują się zagrożone ewentualnymi skutkami politycznymi kryzysu, zwłaszcza zamieszkami lub chaosem. To jest oczywista pułapka społeczna, w której znajduje się UE.

Dalszy ciąg w następnym numerze EEM.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie