Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Cztery scenariusze przyszłości rządu

2016-06-16

Nigdy nie rozbieraj płotu, jeśli nie wiesz, po co go postawiono. Robert Frost

Różne scenariusze dowodzą niejasnej przyszłości obecnej władzy politycznej w Polsce, lecz w tym przypadku także zawierają one pewną tendencję ogólną. Po upływie pół roku od ukonstytuowania się nowych władz politycznych w Warszawie mamy już dostateczne podstawy, aby poważnie traktować niektóre wcześniej wyrażane opinie i przewidywania. Na pierwszy plan wysuwa się od dawna znana opinia o braku analitycznego zaplecza intelektualnego obecnej władzy politycznej, co powoduje znaczną deformację polityki. Widać, że decyzje i oświadczenia przedstawicieli władzy mają przesłanki raczej subiektywne i emocjonalne, aniżeli wynikają z jasno określonej strategii, zbudowanej w oparciu o rzetelną analizę: geopolityczną i makroekonomiczną (sygnalizujemy dwa najsłabsze punkty braku tej analizy). Najbardziej wymownym przykładem jest emocjonalna polityka zagraniczna, odzwierciedlająca raczej osobiste resentymenty i fobie ministra Witolda Waszczykowskiego, aniżeli przemyślaną politykę w kategoriach racji stanu i opartą na rozpoznaniu złożonej i szybko zmieniającej się sytuacji geopolitycznej.

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja obecnego rządu jest bardzo skomplikowana. Spektakularnie zaprezentowany w Sejmie RP audyt po rządach PO jednoznacznie wskazuje na trudną pozycję startową. Nie jesteśmy jednak pewni, czy szkody i zaniedbania popełnione przez koalicją rządową PO-PSL są dostatecznie dobrze interpretowane. Chodzi o to, że nie tylko ukazują wspomnianą koalicję w złym świetle, lecz także i przede wszystkim stanowią ciężar zaszłości przerzucony na obecny rząd. Autorzy audytu nie zdecydowali się jednak na głębsze podsumowanie przeglądu instytucji rządowych i podejmowanych przez nie działań. Wśród trafnie ukazanych przejawów patologii poprzedniej władzy nie ujawniono podstawowego faktu: awarii systemu państwowego, do którego doszło za poprzednich rządów. Jedynie w planie ministra Mateusza Morawieckiego znalazła się interesująca wzmianka na ten temat (wśród pułapek rozwojowych wymienia bowiem „pułapkę słabości instytucji”).

Trzy pierwsze scenariusze wydobywają na światło dzienne szczególne okoliczności zewnętrzne. W warunkach wysokiego uzależnienia politycznego i ekonomicznego od „zachodnich partnerów” decydujące dla przyszłości rządu wydają się zewnętrzne ingerencje w sprawy polskie. Dotychczasowe rządy nie zdołały wypracować zasad ani uzgodnień, które przeciwdziałałyby tym ingerencjom, zwłaszcza szkodliwym dla interesu narodowego. Kwestii tej nie będziemy rozwijać, gdyż jest powszechnie znana.

Czwarty scenariusz oparty jest na mobilizacji sił wewnętrznych.

Trudne uwarunkowania geopolityczne (scenariusz „kolorowej rewolucji”)

Scenariusz „kolorowej rewolucji” jest już konsekwentnie realizowany. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. M.in. w numerze lutowym miesięcznika „Polityka Polska” był to temat wiodący. Nie można więc twierdzić, że problem jest nieznany oraz, że nie istnieją skuteczne metody blokowania „kolorowej rewolucji”.

Faktem bezspornym jest to, że bariery uniemożliwiające ingerencje zewnętrzne, jak choćby przeprowadzenie „kolorowej rewolucji” , zwłaszcza bariery o charakterze prawnym, zostały w Polsce zdemontowane. Płoty zostały rozebrane i trzeba je stawiać z powrotem.

Jednak pomimo ostrzeżeń, rząd i jego otoczenie polityczne trzymają się płytkiej wersji sporu politycznego PiS z opozycją polityczną, a nie chcą widzieć wydarzeń wskazujących na konkretne, swobodnie działające ekspozytury zagranicznych podżegaczy. Ci ostatni także są znani. Ekspozytury „kolorowej rewolucji” funkcjonują nie tylko pod szyldem opozycji, ale działają nawet w otoczeniu politycznym rządu.

Scenariusz „kolorowej rewolucji” prowadzi do silnych zaburzeń społecznych, a w konsekwencji do skompromitowania i obalenia rządu. Wadą tego scenariusza jest przede wszystkim „komercyjny” charakter zaangażowania pseudo-rewolucjonistów, co nie jest wykorzystane do zablokowania tego scenariusza. Szczególnie niepokojąca jest bierność zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, oznaczająca brak silnego zaplecza społecznego.

Reakcja globalnej sieci finansowej (scenariusz grecki)
Bezprecedensowe stanowisko agencji ratingowej Moody's, zmieniające perspektywę wiarygodności Polski ze stabilnej na negatywną, nie jest zdarzeniem przypadkowym, a tym bardziej nie jest wyrazem rzetelności czy obiektywizmu. Znając funkcjonowanie amerykańskich agencji tego typu (będących ogniwami globalnej sieci finansowej) z pewnością można powiedzieć, że jest to ważny polityczny sygnał ostrzegawczy. Stanowi on ostrzeżenie przed możliwością wywołania kryzysu finansowego (ataku spekulacyjnego) w Polsce. Ponieważ podstawowy schemat wywołania kryzysu finansowego wiąże się z wykorzystaniem pułapki zadłużeniowej warto zauważyć, że poziom zadłużenia publicznego w Polsce jest dostatecznie wysoki, aby z powodzeniem sprokurować wspomnianą pułapkę (jak to dokonano wobec Grecji). Jak wiele spraw międzynarodowych, tak też kryzys w Grecji nie został rzetelnie zgłębiony przez Prawo i Sprawiedliwość, które uległo dominującej w Polsce propagandzie niemieckiej. Wedle tej propagandy kryzys ten nie był skutkiem ataku spekulacyjnego (z udziałem UE, MFW i EBC), lecz rzekomo wynikał z narodowych przywar Greków. Ta czysto rasistowska propaganda została powszechnie przez polityków i media zaakceptowana. Braki wiedzy dotyczą również tworzenia pułapki zadłużeniowej, o czym świadczą głosy afiliowanych przy PiS ekonomistów – zwolenników dalszego zadłużania kraju (np. głos prof. Jerzego Żyżyńskiego).

Tendencyjna i pozbawiona rzetelnego uzasadnienia analiza Moody's, wedle której uzasadnione społecznie i ekonomicznie wydatki rządowe stanowią wystarczający powód do podważenia wiarygodności Polski, wskazuje na niecne zamiary. Trudno stwierdzić , czy wybryk agencji jest elementem niezależnego od „rewolucji kolorowej” scenariusza politycznego, czy też obydwa scenariusze są zsynchronizowane. Ewentualność synchronizacji jest wysoce prawdopodobna, jeśli weźmiemy pod uwagę pochodzenie tych scenariuszy (z jednego pnia tzw. internacjonalistycznych liberałów).

Błędy polityczne rządu
O błędach politycznych rządu mówimy tutaj umownie, gdyż są to raczej błędy jego zaplecza politycznego. Ponieważ nie chodzi o błędy techniczne, lecz o niedostateczne i błędne rozpoznanie sytuacji geopolitycznej, musimy im poświęcić więcej uwagi. Podstawowy błąd polityczny wynika z liczenia na poparcie Stanów Zjednoczonych, a ściślej biorąc – instytutów i polityków neokonserwatywnych, którzy stanowili wzór referencyjny dla Prawa i Sprawiedliwości. Zmiany polityczne w Stanach Zjednoczonych zaowocowały „zniknięciem” polityków neokonserwatywnych ze sceny politycznej oraz umocnieniem tzw. internacjonalistycznych liberałów (odłamu o odchyleniu lewicowym). Nurt internacjonalistycznych liberałów (skupiony obecnie wokół Hillary Clinton) jest tradycyjnie wrogi wobec „konserwatywnego” Prawa i Sprawiedliwości. Ponadto jest mocno zakorzeniony w Polsce (współtworzy go Fundacja im. Stefana Batorego, Gazeta Wyborcza, lewica katolicka etc.).

Z tego nurtu wychodzą koncepcje „zarządzania chaosem”, w tym „kolorowe rewolucje”. Najkrócej mówiąc, Prawo i Sprawiedliwość szuka w Stanach Zjednoczonych sojuszników (znikających neokonserwatystów), a znajduje wrogów (internacjonalistycznych liberałów). Oznacza to bardzo wiele, przede wszystkim zaś utratę zewnętrznego wsparcia.
Są to zgniłe owoce uzależnienia politycznego.

W tej sytuacji jest pewne, że bez silnego poparcia narodowego rząd nie zdoła się długo utrzymać. Pod tym względem Prawo i Sprawiedliwość ma zdecydowaną przewagę nad opozycją, która często demonstrowała stanowisko skrajnie antynarodowe. Jednak patriotyczne nastawienie znacznej grupy działaczy tej partii nie stanowi dostatecznej więzi z narodem, tym bardziej wtedy, gdy inni działacze podążają w przeciwnym kierunku.

Rozpad Unii Europejskiej (scenariusz odzyskania części suwerenności)

Rozpad Unii Europejskiej jest całkiem realny. Już fakt rozpatrywania tej ewentualności przez rządy i media znacząco podważa prestiż tej organizacji. Trudno jednak uciec od hipotezy, że rozpad UE jest zaplanowany jako jeden z elementów przetasowań geopolitycznych. Wskazuje na to zorganizowany charakter napływu do Europy muzułmańskich „uchodźców” , odgrywających rolę konia trojańskiego w zjednoczonej Europie.

Myśląc realistycznie, żadnych korzyści z rozpadu Unii Europejskiej nie należy się spodziewać. Korzyści nie są zrządzeniem losu. Jednak pojawia się możliwość zniesienia wielu blokad prawnych, które uniemożliwiają prowadzenie skutecznej polityki ekonomicznej i finansowej (co wymaga także rozluźnienia związków z Międzynarodowym Funduszem Walutowym).

Widać, że pojawiła się pilna potrzeba wzmożonej aktywności politycznej i dyplomatycznej rządu wobec krajów europejskich, skierowanej na określenie nowego kształtu współpracy europejskiej. Obecne animozje między polskim rządem i przywódcami unijnymi mogą być wykorzystane jako czytelne uzasadnienie dla podjęcia tej aktywności.

Dobre zakotwiczenie Polski w nowej przestrzeni europejskiej dawałoby rządowi szansę na wsparcie zagraniczne, ale także na większe poparcie narodowe.

Scenariusz aktywnej mobilizacji narodowej
Dwa pierwsze scenariusze są pesymistyczne, zaś trzeci byłby optymistyczny, gdyby zapomnieć o dwóch pierwszych. Scenariusz aktywnej mobilizacji narodowej (umożliwiający wzmocnienie i stabilność rządu) zakłada powrót do idei rozwoju społeczno-gospodarczego w oparciu o siły narodowe. Taka ogólna tendencja jest obecnie dobrze wyczuwalna w większości krajów, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi. Wyraża ona nie tylko sprzeciw wobec panowania światowej oligarchii finansowej i niebezpiecznych „eksperymentów” z państwami narodowymi (rewolucje kolorowe, ataki spekulacyjne etc.). Wyraża również pragnienie odzyskania przez rządy pozycji politycznej i ekonomicznej, która umożliwiałaby wyjście z kryzysu globalnego.

Pod tym względem sytuacja nie jest zadowalająca. Obecny rząd oddziedziczył po kolejnych rządach „transformacji ustrojowej” przekonanie, że siły narodowe w Polsce nie istnieją (co najwyżej jakieś resztki). Politycy wmówili sobie, że środowiska narodowe nie mają znaczenia i nie muszą się z nimi liczyć. Chętnie natomiast sami korzystali z ornamentyki narodowej, patriotycznej i katolickiej. Otóż błąd jest podwójny. Po pierwsze mobilizacja narodu za pomocą sztandarów i uroczystości patriotycznych nie jest i nie może być skuteczna. Teatr nie zastąpi prawdziwego życia. Gdy do tego dodamy „niekonsekwencje” w postaci wspierania groźnych dla bezpieczeństwa Polski koncepcji geopolitycznych, łatwo przewidzieć krach takiego podejścia do zagadnień narodowych. Po drugie, jest faktem, iż środowiska narodowe są rozproszone i zróżnicowane, a ponadto nie tworzą struktury partyjnej, ale – paradoksalnie - brak łatwej do rozbicia struktury organizacyjnej stanowi o ich odporności na zakłócenia i akcje sabotażowe. Obecnie można powiedzieć, że mimo znacznego zróżnicowania, środowiska narodowe tworzą coraz sprawniejszy układ powiązań sieciowych.

Jak to się stało, że środowiska kilkadziesiąt lat nieustannie rozbijane , dyskryminowane poprzez odpowiednio ustawiony system wyborczy, pozbawione funduszy publicznych, oczerniane w środkach masowego przekazu, nie dopuszczane do głosu i decyzji w sprawach publicznych i najbardziej inwigilowane w Europie, mają obecnie potencjał intelektualny wielokrotnie większy, aniżeli zasiadający w parlamencie politycy?

Aktywna mobilizacja sił narodowych jest możliwa jedynie dzięki pełnemu uznaniu i wsparciu przez rząd środowisk narodowych, w tym dzięki wsparciu finansowym i medialnym. Nie warto się dalej łudzić, że rząd wzmocni się „psim swędem”. Nadal opozycjoniści wykonujący projekt kolorowej rewolucji mają „demokratyczny” dostęp do mediów publicznych, a środowiska narodowe tego dostępu nie mają. Antypolskie organizacje pozarządowe czerpią z budżetu państwa pełną garścią, a na fundacje i stowarzyszenia narodowe (naukowe, kulturalne, gospodarcze, regionalne, katolickie etc.) jest nałożone embargo. Najważniejsze jest jednak liczenie się z głosem środowisk narodowych, czego także brakuje.

Dopóki nie zostanie dokonana rewizja stosunku rządu do środowisk narodowych, przyszłość rządu nie będzie wyglądać różowo.

(z „Polityki Polskiej” Nr 5/2016)

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie