Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Odzyskanie suwerenności (cz.1)

2016-01-15

Żądanie odzyskania suwerenności narodowej jest w Polsce coraz bardziej zdecydowane i coraz głośniejsze. Przestało być wyrazem jednostkowych opinii naukowców i publicystów, lecz przyjmuje kształt nowej strategii politycznej. Co więcej, staje się coraz realniejsze.

Istnieje wiele powodów, aby zacząć wreszcie to żądanie traktować poważnie. Zagrożenie bytu narodowego wynika z podległości politycznej, ekonomicznej, militarnej, a nawet prawnej, czynnikom zewnętrznym. Iluzja, że są to czynniki altruistycznie i przyjaźnie nastawione do aspiracji narodowych Polaków jest wyrazem skrajnej niewiedzy o naturze współczesnych stosunków międzynarodowych lub głębokiego zakłamania.

Odzyskania suwerenności narodowej jest obecnie nie tylko podstawowym problemem dla rządzącej „klasy politycznej” , lecz również największym wyzwaniem dla społeczeństwa polskiego, chociaż fakt ten jeszcze nie dociera do świadomości wszystkich ludzi w Polsce.

„Klasa polityczna”

Jest to istotne zagrożenie dla obecnej „klasy politycznej”. Chwilowo posługujemy się niejednoznacznym, lecz przyjętym w większości oficjalnych wypowiedzi określeniem „klasa polityczna” , które wymaga zastąpienia terminem bardziej adekwatnym do rzeczywistego charakteru rządzących w Polsce sił politycznych. Zagrożenie to polega na tym, że wszystkie stojące obecnie przy sterze władzy ugrupowania polityczne są elementami konserwującymi niesuwerenny status Polski. Innymi słowy, działają w ramach niesuwerennego systemu władzy politycznej.

Dlatego warto zauważyć, że zarówno partie rządzące do jesiennych wyborów, jak też obejmujące ster rządów Prawo i Sprawiedliwość cechują różnice, które z punktu widzenia odzyskania suwerenności narodowej są drugorzędne.

Żadne z nich nie stawia kwestii odzyskania suwerenności narodowej, natomiast różnią się co do sposobu „radzenia sobie z problemem”. Jedne, jak gasnąca Platforma Obywatelska, uznają żądanie suwerenności narodowej za element przejawu nacjonalizmu (w świetle przywiązania PO do idei Unii Europejskiej). Drugie, jak Prawo i Sprawiedliwość, zaprzeczają bezspornemu faktowi utraty suwerenności utrzymując, że Polska jest krajem suwerennym (zaś powinna odgrywać bardziej aktywną rolę w Unii Europejskiej). Różnica sprowadza się do tego, że w pierwszym przypadku silniejsze są akcenty antynarodowe, zaś w drugim przypadku – pojawiają się powierzchowne akcenty patriotyczne.

Jest też charakterystyczne, że również tzw. ruchy „antysystemowe” nie są bynajmniej anty-systemowe w stosunku do neokolonialnego systemu władzy w Polsce, lecz koncentrują się na popularnej krytyce istniejącego systemu politycznego . I chociaż trudno przypuszczać, że politycy ruchów „antysystemowych” mają jeszcze złudzenia, iż system ten nie ma charakteru neokolonialnego, okazały się niezdolne do sformułowania dojrzałej strategii odzyskania suwerenności.

Neokolonialny system władzy nie jest zwykłym synonimem braku suwerenności narodowej. Obejmuje bowiem dwa groźne dla życia narodowego zjawiska. Jednym z nich jest brak suwerenności narodowej. Jest jednak także drugi element neokolonializmu: przejęcie władzy przez ośrodki zagraniczne, co zarówno w teorii, jak też w praktyce przekreśla prawdziwe znaczenie takich wartości, jak wolność, demokracja, bezpieczeństwo narodowe i wreszcie – rozwój społeczny, gospodarczy, kulturowy i demograficzny. Ten drugi element wcześniej nie był dostatecznie wyraźny, ale ewolucja Unii Europejskiej w latach 2007-2015 obnaża stan faktyczny. UE nie daje żadnej szansy osiągnięcia jakichkolwiek korzyści z „integracji europejskiej”. Jest to ewolucja pogłębiająca rozdźwięk między początkowymi ideami integracji narodów Europy, a stanem permanentnej wojny politycznej, kulturowej, ekonomicznej i finansowej z czynnikami narodowymi. Unia Europejska stała się niebezpiecznym narzędziem prowadzenia tej wojny.

Nic dziwnego, że naznaczony coraz większym fałszem pozytywny stosunek do Unii Europejskiej (mimo ekscesów gremiów kierowniczych UE na Ukrainie, w Grecji czy w Syrii) jest zbieżny z jawną lub zakamuflowaną aprobatą dla braku suwerenności narodowej. Ponieważ częściowo jest on wymuszony przez konieczność podporządkowania się decyzjom Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego, odrzucenie podobnego fałszu jest praktycznie niemożliwe. Im więcej zaś tego fałszu, tym bardziej „klasa polityczna” kompromituje się i zapędza w ślepy zaułek. Narzekania na „partnerów” unijnych nie zastąpią krytycznego stosunku do Unii Europejskiej i logicznych wniosków z krytyki.

Innymi słowy, „klasa polityczna” jest zamknięta w granicach podległości Unii Europejskiej. Ponieważ UE nie jest tworem samodzielnym, lecz częścią globalnych sieci politycznych i finansowych, nie można utraty suwerenności narodowej sprowadzać do podporządkowania rządom Brukseli lub Berlina. Uformowana po 1989 roku „klasa polityczna” będzie zawsze na uwięzi sił globalnych, a ściślej biorąc – ich narzędziem politycznym. Toteż warto pozbyć się iluzji, jakoby odzyskanie suwerenności narodowej mogło nastąpić wskutek gry politycznej w ramach tejże „klasy politycznej”.

Elita narodowa
Określenie „klasa polityczna” może sugerować, że mamy do czynienia z elitą narodową, co chętnie sugerują jej prominentni członkowie. Tym bardziej konieczne jest zdecydowane stwierdzenie: owa „klasa polityczna” jest przeciwieństwem i zarazem przeciwnikiem elity narodowej. Nieporozumienie polega na tym, że „klasa polityczna” zajmuje wysoką pozycję w hierarchii państwowej, zaś to miejsce powinna właśnie zajmować elita narodowa.

Rozróżnienie między „klasą polityczną” i elitą narodową wymaga określenia tej pierwszej jako uzurpatora, tj. jako pseudo-elity. Tutaj warto przypomnieć, że nie jest to podejście oryginalne, gdyż już od zakończenia II. Wojny Światowej stykamy się z takim stosunkiem do władzy politycznej.

Piszemy o tym z uporem dlatego, że odzyskanie suwerenności narodowej, które uznajemy za cel strategiczny, wymaga przywrócenia należnego miejsca elicie narodowej. A to już trudny problem do rozwiązania.

Najpierw musimy przywołać z przeszłości oraz zaktualizować pojęcie elity narodowej odrzucając współczesne teorie, które rozrywają związek między elitą i narodem, zaliczając do elity wszystkich, którzy zajmują najwyższe miejsca w danej hierarchii organizacyjnej, gospodarczej, społecznej czy państwowej. Tego rodzaju nobilitacja odnosi się do ludzi, którzy nie są elitą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Przywołany wyżej przykład „klasy politycznej” jest wystarczający, aby zauważyć, że na najwyższych stanowiskach w hierarchii państwowej mogą znajdować się ludzie z najniższych, a nawet zdegenerowanych warstw społecznych. Gdy przyjrzymy się kolejnym prezydentom Polski ze zdumieniem możemy odkryć, że żaden z nich dotychczas nie spełniał minimum, które dawałoby kartę wstępu do elit narodowych. Widzimy też szczególne zjawisko: odrzucenie tego minimum w wyborach parlamentarnych i prezydenckich, czego najbardziej jaskrawym przykładem był wybór Lecha Wałęsy na prezydenta RP. Jest więc zjawisko fałszywej demokracji, w której osoby pozbawione kultury i świadomości narodowej cieszą się pełnią praw wyborczych.

***

Różnica między „klasą polityczną” i elitą narodową wraża się również w groźnym, patologicznym zjawisku: w prymacie polityki nad życiem narodowym. W normalnych (lub jak kto woli – pożądanych) warunkach do elit narodowych zaliczymy ludzi spełniających pionierską rolę w różnych sferach życia narodowego: nauce i edukacji, w gospodarce i technice, w kształceniu religijnym, w wojsku i administracji etc. Elita polityczna będzie jednym z fragmentów tej mozaiki, a nie czynnikiem nadrzędnym. Natomiast „klasa polityczna” wskutek przejmowania funkcji niepolitycznych niszczy elity narodowe, co pociąga za sobą degradację najważniejszych sfer życia społecznego. Powinno być jasne, że bez elit „branżowych” żadna sfera życia narodowego nie może się rozwijać. Dotyczy to również elit lokalnych, bez których środowiska lokalne nie mają żadnych szans rozwoju.

Do „klasy politycznej” zalicza się ludzi często nieświadomych swojej roli, nieodpowiedzialnych i pozbawionych honoru. Do elity narodowej nie sposób zaliczyć kogokolwiek, kto nie działałby z zamysłem i osobistym poświęceniem dla dobra narodu, a zarazem nie miałby świadomości ograniczonego pola społecznego, w którym działa. Elitarność bowiem wyraża się nie w wysokim miejscu hierarchii pionowej, ile w wysokiej kulturze (z natury rzeczy elitarnej).

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie