Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Fałszywe argumenty o Trzeciej Wojnie Światowej

2016-01-15

Opinia publiczna w Polsce nadal nie przyjmuje do wiadomości III. Wojny Światowej, która niestety już się toczy. Jest niewrażliwa na ostrzeżenia. Ignoruje rozpoczętą już mobilizację wojenną przeciwko Rosji wbrew podstawowym i bezspornym interesom narodowym.

Ignoruje się zwłaszcza tragiczne skutki włączenia Polski w orbitę obecnej wojny. Jak pisaliśmy ponad pól roku wcześniej, „Najprostszym i bezspornym faktem określającym charakter obecnego zaangażowania Polski w realizację scenariusza wojennego jest stan niesuwerenności. Bez uwzględnienia tego faktu wszelkie oceny i przewidywania dotyczące konsekwencji III Wojny Światowej dla Polski zawsze będą fałszywe. Głównym bowiem niebezpieczeństwem jest właśnie wykorzystanie braku suwerenności Polski dla realizacji zewnętrznych, agresywnych celów wojennych. Z tym związana jest kwestia sojuszy politycznych i militarnych. Określenie „sojusze” w relacjach między hegemonem i podwładnym jest obciążone analogicznym błędem, jak komitywa wilka z zającem. Gdy dochodzi do spętania kraju przez potężne sieci globalne (zwłaszcza finansowe), które cechuje absolutny brak odpowiedzialności za układanie stosunków między narodami, oczekiwanie na dobrą wolę przez rządy krajów podporządkowanych interesom wspomnianych sieci globalnych, jest naiwne i niebezpieczne. Ze smutkiem możemy stwierdzić, że z tego punktu widzenia Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie są zdolne do udzielenia jakichkolwiek realnych gwarancji bezpieczeństwa zwasalizowanym krajom. Dobitnie wskazuje na to casus Grecji” (Biuletyn EEM 1/2015 (39)).
Ponieważ po wyborach parlamentarnych zazwyczaj znikają skrupuły rządzących, na skuteczne reakcje może być za późno; tym bardziej, że w myśl doktryny obronnej Rosji konieczne będzie przeniesienie działań wojennych na obszar Polski oraz republik bałtyckich. Jest to logiczne, gdyż nikt nie chce, aby niszczące działania wojenne rozgrywały się właśnie na jego terytorium. We wspomnianej doktrynie nie wyklucza się zastosowania broni jądrowej, nawet w przypadku agresji o charakterze konwencjonalnym, głównie w celu ewentualnego zneutralizowania przewagi przeciwników w uzbrojeniu konwencjonalnym. Połączenie tych dwóch ewentualności wyklucza niejasności co do skutków zaangażowania Polski w globalną awanturę wojenną.

U źródeł beztroskiego podejścia do sytuacji znajdujemy wiele czynników. Niektóre z nich warto tutaj rozważyć.
Po pierwsze, nadal wielu Polaków jest przekonanych, że rządy w Polsce respektują interesy narodowe, chociaż dowodów podważających to przekonanie nie brakuje. Niektórzy sądzą, że rządy kierują się wyższymi racjami, które są na ogół nieznane. Inni z kolei liczą na skutki perswazji oraz nacisku ze strony środowisk patriotycznych w przekonaniu, że mogą je sprowadzić ze złej drogi. Nie dopuszczają do siebie myśli, że dzisiejsi rządzący w Polsce mogą działać w sposób nikczemny i zdradziecki. Zresztą nie ma się co temu dziwić.

Po drugie, w wyobraźni wielu ludzi tkwi nadzieja, że czynnikiem hamującym zapędy wojenne jest obawa przed samounicestwieniem. Jest to pokłosie przestarzałej doktryny „wzajemnego odstraszania”, która opiera się na lęku przed działaniami odwetowymi. Taka nadzieja jest udziałem wielu poważnych analityków zachodnich, którzy zakładają, iż inspiratorzy wojny zachowają się racjonalnie. To jest największy problem, gdyż zawsze wojny wynikały głównie z iluzji, a nie z zimnej kalkulacji. Taką iluzją współcześnie jest upór w dążeniu do hegemonii globalnej w Stanach Zjednoczonych. Z pewnością ma ona niewiele wspólnego z realizmem, a mimo to skłania do agresji wojennej. Sa też ofary; na globalnej „szachownicy” rozgrywanej przez strategów hegemonii globalnej znajduje się wiele „pionków”, które dzięki agresji wojennej zostały skutecznie wyeliminowane.

Po trzecie i najważniejsze, większość ludzi przyjmuje założenie o „dobrej woli” kręgów rządzących w krajach Zachodu, nie wnikając głębiej w ich rzeczywiste intencje i projekty, a tym bardziej w ich problemy związane z zapewnieniem sobie bezpieczeństwa w obliczu gwałtownych przemian społecznych i ekonomicznych, które stanowią dla nich największe zagrożenie. Nie będziemy roztrząsać, skąd bierze się to idealistyczne założenie, ale możemy coś więcej powiedzieć o problemach, które „wyzwalają” eskalację wojny globalnej. Nie bez znaczenia jest to, że problemy te mają głównie dwojaki charakter: ekonomiczny i moralny. Tak się złożyło, że zarówno ekonomiczne, jak też moralne aspekty przemian zachodzących w świecie są najczęściej lekceważone lub rozważane powierzchownie.

Pragnienie przedawnienia
Pragnienie przedawnienia jest charakterystyczne dla wielu ugrupowań politycznych, gospodarczych, administracyjnych itd. W Polsce po raz pierwszy dało znać o sobie w 1989 roku, co znalazło wyraz w formule „grubej kreski” i zostało przyjęte z zadowoleniem niemal przez wszystkie strony ówczesnego konfliktu społecznego. Ogólnie biorąc, pragnienie to odnosi się do wielu spraw: usunięcia balastu przeszłości, dokonania wewnętrznej przemiany, zastąpienia dotychczasowych zasad społecznych innymi zasadami , a także do poszukiwania nowej perspektywy rozwoju.
Jednak nie jest ono czymś normalnym. Zawiera bowiem zamysł odrzucenia przeszłości, a zarazem odrzucenia odpowiedzialności za wcześniejsze postępowanie. Ale najsłabszą cechą pragnienia przedawnienia stanowi
niezrozumienie znaczenia zaszłości historycznych. Z jednej strony, historię można traktować jako obszerny magazyn faktów historycznych, do którego zawsze można sięgnąć, aby wzmocnić swoje, zazwyczaj wątłe oceny polityczne. To jest przejaw prymitywnej manipulacji opinią publiczną, który zyskał ostatnio niezasłużone miano „polityki historycznej”. Z drugiej strony, lekceważy się skutki złej polityki, które najchętniej – to jest złudzenie - uznaje się jako chwilowe i odwracalne. Czyli, innymi słowy, zła polityka przestaje być czymś złym, gdyż jej negatywne efekty są przejściowe, nie mające poważnych konsekwencji geopolitycznych, a rym bardziej - konsekwencji ujmowanych w kategoriach życia i śmierci. To nie katastrofa, lecz spektakl, kiedy po upadnięciu kurtyny można spokojnie pójść do domu.
Kto z prominentnych polityków w Polsce poważnie zastanawiał się nad konsekwencjami procesu degradacji ekonomicznej, moralnej i politycznej kraju? Ci , którzy aktywnie włączyli się w ten proces z pewnością nie są zainteresowani jego konsekwencjami, a tym bardziej udostępnieniem opinii publicznej rzetelniej analizy. Są szczęśliwi, gdy mogą dalej żonglować różnymi figurami politycznymi, (teoretycznie) na wielkiej szachownicy wymyślonej przez Zbigniewa Brzezińskiego oraz upajać się wolnością od odpowiedzialności. Niestety, są to pragnienia i iluzje, których nie można traktować poważnie.

Woły, które wciągają wóz w bagno, topią się pierwsze.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie