Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Notatki osobiste

2016-01-15

Alfred Marshall ma rację. To Alfred Marshall, lepiej wykształcony od Adama Smitha, pierwszy zwrócił uwagę na jego błąd antropologiczny. Smith przyjął za dobrą monetę obraz człowieka jako indywiduum zapatrzonego w siebie i skrajnie interesownego. Z tej pozycji interpretował zachowania i wydarzenia współczesne, ale także z odległych epok. Dla Marshalla jest to ważna sprawa, skoro (jak pisze) „Ekonomia polityczna lub ekonomia jest badaniem rodzaju ludzkiego w jego codziennym życiu gospodarczym. Zarzuca więc Smithowi , że nie bierze pod uwagę człowieka „z krwi i kości” i nie czyni tego delikatnie. W pewnym momencie stwierdza, że „Natura ludzka, której cechą istotną jest dążenie do postępu, stanowi jedną całość”. Tak więc wyraźnie opowiada się za integralnym pojmowaniem natury ludzkiej, choć zastrzega, że tylko „czasowo i prowizorycznie możemy izolować w celach badawczych ekonomiczną stronę życia człowieka, winniśmy przy tym baczyć na to, aby mieć zawsze na widoku całokształt tej strony życia”.

Obecnie przed nami ponownie wyrasta problem, jak ocenić znaczenie i konsekwencje wspomnianego błędu Smitha? Jego niektóre wypowiedzi wskazują na brak konsekwencji. Różne zjawiska i wydarzenia historyczne interpretuje jako rezultat gry skrajnie ostro realizowanych interesów. Ale skoro zachowania wszystkich ludzi są obciążone skrajną interesownością, to jak odnieść się do odwołania się przez Smitha do autorytetu Machiavellego, „że obumierająca wiara i pobożność kościoła katolickiego odżyła dzięki temu, iż w trzynastym i czternastym wieku założono dwa wielkie zakony żebrzące: św. Dominika i św. Franciszka”. Czyżby były to akcje skrajnie interesowne?

***

„Kolejny głupi przekręt” wg Lempesisa (greckiego ekonomisty i filozofa). Skala zachowań oszukańczych w kręgach władzy jest przerażająca. Jednak stosunek większości społeczeństwa do tych zachowań jest słabo skrystalizowany. Większość ludzi odnotowuje zachowania w sferze zarządzania sektorem publicznym jako „przekręty”, ponadto pokaźna część społeczeństwa uznaje je werbalnie za szkodliwe i niemoralne. To oczywiście nie wystarczy, aby przeciwstawić się owym „przekrętom”, a przynajmniej odmówić współdziałania w ich realizacji. Do tego dochodzą systematyczne niedociągnięcia, nietrafione inwestycje, brak efektów uzasadniających wydatki publiczne, żenujący poziom kultury polityków i urzędników państwowych. Od Lempesisa otrzymujemy przynajmniej wyjaśnienie kwestii podstawowej. Ci ludzie znajdują się na szczycie hierarchii władzy, ale jednocześnie znajdują się na samym dole hierarchii społecznej, ponieważ są kretynami. Zajmują czołowe miejsca we władzy. Nie ma sposobu, aby dowiedzieć się, do jakich tragedii głupota tych ludzi zaprowadzi społeczeństwo. Niefortunne wydaje się to, że w polu widzenia ukazują się kolejne „przekręty”, zaś nie widać, jak bardzo głupota jest niebezpieczna dla obywateli, dla bytu narodowego, integralności i suwerenności kraju. Owe „przekręty” mogą wyglądać na nieszkodliwe, a nawet zabawne, gdy w rzeczywistości są one jedynie zewnętrznym przejawem stadnego działania kretynów, którzy niszczą kraj i zagrażają jego przyszłości.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie