Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Nowe! Między wyborami

2015-05-28
Nowe! Między wyborami

Wbrew intuicyjnym oczekiwaniom na zmiany, wybory nowego Prezydenta RP nie wprowadzają nowej jakości. Prawdopodobnie nie zmienią dotychczasowych struktur i procesów politycznych w Polsce. Wygórowane nadzieje na doniosłe zmiany związane z wyborem dr Andrzeja Dudy są świadectwem naiwności.

Kształtowane co najmniej od dwudziestu pięciu lat struktury polityczne i ich zaplecze finansowe, medialne i kadrowe są zbyt rozbudowane i utrwalone, by wynik wyboru Prezydenta RP stał się momentem ich upadku. Nie może więc dziwić fakt, że zasadnicze zagadnienia społeczne, ekonomiczne, a zwłaszcza demograficzne w trakcie kampanii wyborczej nawet pobieżnie nie były poruszone, zaś „konwencja sloganów”, jak zwykle, zdominowała wszystko.

Sytuacja Polski jest niezwykle ponura i poważna. Wybory natomiast były radosne i niepoważne.

Wątpliwości rozwiewa bezwarunkowe podporządkowanie polityczne i ekonomiczne Polski dyktatowi ośrodków zagranicznych, które dobrowolnie z wpływów w naszym kraju nie zrezygnują. Polska nie ma własnej podmiotowości. Toteż zamiast polityki mamy teatr polityczny, w którym Prezydent odgrywa rolę niezależnego inicjatora i decydenta.

Konieczne jest chłodne podejście do wyborów, chociaż raczej odbiega ono od typowych zachowań. Konieczne jest ono przede wszystkim dlatego, że lepiej odpowiada pracy organicznej, która czeka na podjęcie ponad dwadzieścia pięć lat. Praca ta musi poprzedzać pożądany przełom, a nadal tej pracy brakuje. Sekwencja jest taka: najpierw trud wyprowadzenia Polski z głębokiego marazmu duchowego, odzyskanie suwerenności, odbudowa siły ekonomicznej, a dopiero potem oczekiwanie na pozytywne zmiany. Bez uznania tej sekwencji Prezydent RP nic nie może, poza bajdurzeniem.

Fałszywa demokracja
Zarówno w toku wyborów Prezydenta RP , jak też po ich zakończeniu, kandydaci posługiwali się hasłem „demokracja”. Można było usłyszeć, że w Polsce funkcjonuje system demokratyczny, a wybory prezydenckie i parlamentarne są „solą demokracji”. W tym podejściu do demokracji kryją się dwa błędy, i to błędy niebezpieczne.

Po pierwsze, demokracja nie sprowadza się do wyborów parlamentarnych. Istotą demokracji jest kontrola społeczna władzy politycznej. Nawet władza nie pochodząca z wyborów (lecz np. wyłoniona w drodze losowania) może być demokratyczna, jeśli działa mechanizm kontroli społecznej. Władza pochodząca z wyborów nigdy nie może być uznana za demokratyczną, jeśli taki mechanizm nie działa. Wówczas zapewnienia o dobrej woli, chęci respektowania interesu narodowego, pobożność czy otwartość na inicjatywy społeczne, nie mają większego znaczenia.

Po drugie, sytuacja w Polsce sprowadza się właśnie do tego, że to władza kontroluje naród, a nie odwrotnie. Wystarczy przypomnieć, że w ubiegłych latach systematycznie ignorowano sprzeciw społeczny wobec ustaw ewidentnie szkodliwych dla kraju, tłumiono marsze niepodległości, najczęściej w Europie inwigilowano obywateli, wyeliminowano z życia publicznego wielu niezłomnych Polaków (także fizycznie).

Niejednokrotnie bywało, że deklaracjom patriotycznym towarzyszyło brutalne tłumienie wystąpień patriotycznych.

Dlaczego jednak wybory mają duże znaczenie?
To wcale nie znaczy, że nadchodzące jesienią wybory parlamentarne należy zignorować. Jest to bowiem nie kwestia rachunku wyborczego, lecz kwestia przyjętej strategii wyborczej.

Brak długofalowej strategii politycznej jest najsłabszym punktem wszelkich decyzji politycznych – indywidualnych i kolektywnych. Rodzi bezradność i skłania do absencji.

We wszystkich poprzednich wyborach parlamentarnych, samorządowych i prezydenckich po 1980 roku najgroźniejszym zakłóceniem nie były bynajmniej manipulacje przy urnach wyborczych, lecz wycięcie z dyskusji publicznych podstawowych zagadnień socjalnych, ekonomicznych i politycznych. W próżnię po tych zabiegach, eliminujących najżywotniejsze kwestie egzystencjalne i duchowe Polski ,wprowadzano propagandowy chłam. Z czasem taka praktyka została powszechnie uznana za naturalną i sensowną.

Nie było to przypadkowe, ponieważ włączenie w obieg dyskusji publicznych najżywotniejszych dla narodu kwestii powoduje, iż dotychczasowi, zazwyczaj skompromitowani, nominaci są słabo postrzegani pod kątem realizacji oczekiwań społeczeństwa, zwłaszcza w zakresie rozliczenia ze zobowiązań deklarowanych we wcześniejszych spotach i promocjach wyborczych. Wysoki rezultat poparcia dla Bronisława Komorowskiego jest trudnym do podważenia dowodem niedbałości o takie rozliczenia.

Dochodzimy do sedna sprawy. Brak odpowiedzialności jest znamieniem realizowanej w Polsce polityki. Trudno oczekiwać, że dotychczasowi politycy samoistnie wyrzekną się i dokonają rozliczenia własnej nieodpowiedzialności.

Brak odpowiedzialności politycznej
Takie zachowanie jest pietą achillesową zakrzepłych układów politycznych i zagranicznych promotorów obecnej władzy politycznej. Warto tę ocenę rozwinąć, gdyż niektórym politykom wydaje się, że jest to swoiste polityczne eldorado.

Po pierwsze, największym i szczególnie groźnym dla wspomnianych układów politycznych jest widmo uczciwych rozliczeń, a dokładniej – sprawiedliwości. Ich niespełnione zobowiązania wobec narodu się kumulują, więc ich konto jest coraz bardziej obciążone. Pod tym względem wystawiony przez wyborców rachunek staje się dla tych układów coraz groźniejszy, a nawet może zabójczy. Co dla nich gorsze, niemal całe społeczeństwo polskie nie jest tak „tolerancyjne”, aby zechciało kwestionować potrzebę rozliczenia dotychczasowych nominatów. Jest bierne, lecz nie jest „tolerancyjne” do granic absurdu.

Po drugie, uporczywie stosowane techniki propagandowe z czasem tracą swoją siłę, bowiem ich głównym problemem jest nie tyle zdolność kreowania fałszywego wizerunku władzy, ile przyciąganie opinii publicznej. Wysoka absencja wyborcza ujawnia utratę „siły magnetycznej” sygnalizowanych technik propagandowych. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro miejsce mądrego programu politycznego zajmuje atrakcyjność medialnego występu.

Po trzecie, po pierwszych latach euforii z odzyskania „wolności i demokracji” wywołanej przez polityków, a następnie po długich latach gorzkich rozczarowań, Polacy mają świadomość pogłębiającej się dekadencji. Oznacza ona powolną likwidację Polski oraz zwyrodnienie władzy politycznej, intelektualnej i ekonomicznej. Fundamenty rozwoju Polski zostały zniszczone.

Trwanie obecnego układu politycznego staje się więc coraz trudniejsze. Co tu jeszcze można ukryć: wizerunki dotychczasowych polityków i partii są mocno zniszczone, a makijaż odpada. Nie można odzyskać młodości. Nie można samemu się rozgrzeszyć. Prowadzi to do korozji układu władzy, będącej konsekwencją powiększającego się rozdźwięku między nią i narodem. To jest także forma rachunku (jeszcze pro forma) wystawianego przez naród: brak akceptacji.

Nieodpowiedzialna władza nieuchronnie wyczerpuje możliwości mutacji i kamuflażu; wcześniej czy później płaci cenę kompromitacji i odrzucenia. W tym zakresie nie ma żadnych wyjątków.

***

Przywrócenie należnej rangi podstawowym problemom egzystencjalnym i duchowym narodu polskiego w polityce jest dzisiaj najbardziej potrzebne. Czy rzeczywiście nowy Prezydent RP ten cel postawi na pierwszym miejscu?

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie