Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Transformacja Nr 2

2014-02-01
Transformacja Nr 2

Rozpoczęta na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku tzw. transformacja ustrojowa w Polsce oraz innych krajach postkomunistycznych była mistyfikacją. Była „wielkim numerem”. Sięgamy nieprzypadkowo do tego potocznego określenia oszustwa zakrojonego na olbrzymią skalę. Czy czeka te kraje następna mistyfikacja i kolejny „wielki numer”?


„Wielki numer” polegał na zastosowaniu prostej koncepcji: wywołać potężny kryzys ekonomiczny, a następnie zaszokowane kryzysem społeczeństwa pozbawić majątku narodowego. To się właśnie stało w Polsce i pozostałych krajach postkomunistycznych. Reszta była rezultatem skutecznego rozsiewania iluzji. Z czasem jednak iluzje nieuchronnie rozmywają się i wszystko staje się wyraźniejsze. Krajobraz polityczny i gospodarczy Polski okazał się więc taki, jaki zawsze bywa w przypadku agresywnego przejęcia majątku narodowego przez „anonimowe” grupy interesów oraz obciążenia gospodarki narodowej niebotycznym długiem publicznym i prywatnym przez te grupy interesów.
 
Poważnych dyskusji na temat tego szczególnego fragmentu historii gospodarczej Polski praktycznie nie ma. Wszyscy bowiem  – z wyjątkiem skrajnych idiotów – wiedzą, co się działo przez ostatnie dwadzieścia kilka lat. Problem jednak polega na tym, że jedni znaleźli się w lepszej sytuacji materialnej i dlatego kurczowo trzymają się iluzji. Inni natomiast, znajdujący się w skrajnie złej sytuacji, zaczynają tych pierwszych coraz bardziej nienawidzić i chętnie zaprowadziliby ich pod szubienicę. Konflikt społeczny jest nie tylko widoczny, lecz coraz silniejszy. Brakuje jednak przemyśleń i dyskusji, co wynika z takiego układu społeczno-ekonomicznego, napiętnowanego największymi w Europie dysproporcjami  majątkowymi i dochodowymi. Na ogół dominują pobożne życzenia, które u jednych kręcą się wokół nadziei na okiełznanie niezadowolenia społeczeństwa, zaś u drugich wokół pytania, jak uwolnić się od tych pierwszych. Dlatego coraz rzadsze nawoływania do solidarności nikogo już nie wabią.
 
Warto więc posłuchać niezależnych ekonomistów. Problem w Polsce polega niestety na tym, że takich ekonomistów można policzyć na palcach jednej ręki, a w dodatku nie bardzo wiadomo, których należy liczyć. Toteż lepiej sięgnąć po wypowiedzi niezależnych ekonomistów zagranicznych z krajów podobnie doświadczonych magią neoliberalizmu, w tym zwłaszcza rosyjskich. Jest ich więcej, są łatwiej zauważalni oraz  – paradoksalnie - bardziej niezależni. Stereotyp „większej niezależności” w Polsce jest bowiem ewidentnie fałszywy. 
 
Jednym z wyróżniających się, nonkonformistycznych ekonomistów rosyjskich jest Michaił Hazin. Jego prestiż i popularność wynika m.in. z faktu, że już w 2002 roku przewidział globalny kryzys ekonomiczny (wraz z drugim świetnym ekonomistą Andriejem Kobliakowem). Hazin od dawna interesuje się problemami wynikłymi z tzw. transformacji ustrojowej oraz przeobrażeniami polityczno-gospodarczymi, które nadejdą niebawem. Nie należy do tych licznych ekonomistów, którzy są przekonani, że wszelkie przewidywania nie mają sensu. Oddając  Hazinowi głos, dowiemy się więcej o nadchodzących przeobrażeniach nie tylko w Rosji, lecz również w Polsce. Schemat tzw. transformacji ustrojowej był bowiem w obydwu krajach podobny, a nawet autoryzowany przez te same  „środowiska” międzynarodowe.
 
Celne spostrzeżenie Hazina zawiera stwierdzenie, iż między złożonym systemem społecznym  i systemem sterowania społeczeństwem w naszych krajach (i nie tylko)  istnieje skrajnie trudna do pokonania przepaść. „Postindustrialne” (nasz ekonomista przeprasza za to brzydkie słowo) społeczeństwo jest systemem złożonym. Natomiast nie można tego powiedzieć o systemie sterowania społeczeństwem. Pozornie w tym spostrzeżeniu nie ma nic odkrywczego. Dobrze wiadomo, że system rządów jest niewydolny. Wielu ludzi jest nawet przekonanych, że państwo z natury rzeczy nie może działać efektywnie (dlatego powinno ustąpić miejsca rozwiązaniom wolnorynkowym). 
 
Jednak kierunek rozumowania wspomnianego ekonomisty jest zgoła odmienny i bardziej przenikliwy. Hazin widzi, że sterowanie społeczeństwem odbywa się na zasadach feudalnych. To z góry wyklucza szerokie dyskusje politologiczne, m.in. o demokracji, o wolności czy o niemoralności polityki. Zamiast tych abstrakcyjnych, słabo skojarzonych z rzeczywistością kategorii, stawia diagnozę: sterowanie społeczeństwem należy faktycznie do uformowanej w okresie tzw. transformacji „elity”, złożonej z dwóch hierarchicznie (pionowo) ustawionych warstw  społecznych: warstwy rodowo-plemiennej  oraz warstwy nuworyszy (tzw. „ludzi sukcesu”). W związku z tym feudalnym ustawieniem wiążą się największe problemy.
 
Faktycznie niewydolność systemu sterowania społeczeństwem polskim wynika z zawężenia pola aktywności ludzi. Zawężenie to można interpretować w różny sposób. Na przykład, jako ograniczone możliwości rozwoju społecznego lub osobistego, co może powodować wzrost ciśnienia grożącego wybuchem społecznym. Można również uznać, że jest to problem zablokowania awansu społecznego. Tak czy inaczej, jest to problem realny.
 
Hazin przygląda się owemu zawężeniu pola aktywności i dochodzi do wniosku, że dotychczasowy sposób rozładowania ciśnienia społecznego nie jest możliwy do utrzymania. Chodzi o to, że podstawowym sposobem jego rozładowania było rekrutowanie najbardziej ambitnych i aktywnych ludzi do warstwy nuworyszy. Dla nas w Polsce sposób ten nie jest nowy, gdyż z podobnym mechanizmem mieliśmy do czynienia u schyłku systemu komunistycznego (w latach 80-tych ub. wieku). Wówczas również system sterowania społeczeństwem natknął się na problem wyczerpania możliwości awansu społecznego, a w konsekwencji –  gwałtownego spadku szeregów partyjnych PZPR. Było jasne, że pod cienką powłoką gasnącej ideologii komunistycznej kryje się koniunkturalizm. Dziś warto to przypomnieć.
 
Tak jak w latach władzy komunistycznej, tak też obecnie, system zasilania władzy oparty na podobnej rekrutacji zwolenników jest niezwykle kosztowny. Przede wszystkim wymusza on zapewnienie awansu materialnego dużej liczbie nuworyszy, czyli niemożliwy do zahamowania wzrost warstwy nowobogackich. Zmniejszenie tym sposobem destrukcyjności  utalentowanych i energicznych ludzi – jak pisze Hazin – ma swoje granice, bowiem możliwości nie są wystarczająco duże. Nowobogackich jest za dużo, dziesięciokrotnie za dużo. 
 
„Elity” zaczynają słabnąć
Jest zrozumiałe, że warstwa nowobogackich spełnia rolę podrzędną, usługową. Jest to stwierdzenie kluczowe, ponieważ między warstwą rodowo-plemienną a warstwą nuworyszy nie istnieje symbioza. Hazin otwarcie pisze, że wejście do warstwy rodowo-plemiennej jest możliwe wyłącznie przez związek krwi, tj. przez małżeństwo. Można było dotychczas stać się naprawdę bogatym, ale to niewiele znaczy. Równie łatwo można przestać być bogatym. 
 
Kogo bowiem obchodzi ich los? Z pewnością nie obchodzi on warstwy nadrzędnej. Z co najmniej równą pewnością można powiedzieć, że nie wzrusza on rzesz ludzi zubożonych, którzy ich przede wszystkim obwiniają za swoje nieszczęście. Ich – nuworyszy- problemy, to osobiste problemy.  Z nimi tak jest dzisiaj i tak było dawniej. 
 
Sytuacja, w której główną funkcję spełniał finansowy mechanizm rekrutacji i utrzymania nowobogackich, istniała przez ponad dwadzieścia lat. Przeważająca część nowobogackich przestanie być nimi. To jest pewne w stu procentach.  Jak zauważa Hazin, wynikają z tego dwa poważne problemy. Pierwszy, co zrobić z tymi, którzy są zdolni i energiczni, ale jeszcze nie zdołali się wzbogacić? Gdzie ich skierować? Drugi problem nie jest łatwiejszy. Co zrobić z tymi zdolnymi i energicznymi, którzy póki co są jeszcze bogaci, ale domyślają się, że niebawem mogą wszystko stracić? 
 
Szczęśliwym rozwiązaniem byłoby – według naszego ekonomisty – przekształcenie się „elity” nuworyszy w prawdziwą elitę. Niestety jest to nierealne, skoro warstwa nuworyszy jest tak rozbudowana, że wylewa się poza brzegi (Hazin delikatnie przemilcza fakt, że elit nie daje  się formować - to czysta iluzja). Przede wszystkim jednak to nie owe „elity” decydują o swoich losach. Ale w obecnej sytuacji kryzysowej mogą stać się one niebezpieczne dla dotychczasowego systemu. Nie można liczyć na to, że pogodzą się ze swym losem. 
 
Podobnie było w początkach pierwszej transformacji ustrojowej.
 
Ciąg dalszy w następnym numerze EEM.
 
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)
 
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie