Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

De-hellenizacja trwa!

2014-02-01

Pod koniec 2013 roku jeden z najwybitniejszych ekonomistów greckich opublikował tekst, który powinien otworzyć oczy wielu Polaków, którzy są jeszcze pod urokiem Unii Europejskiej i MFW.

 
Mikołaj Viliardos stwierdza jednoznacznie: „Po raz pierwszy w długiej historii Grecji jest wysoce prawdopodobne, że nasz kraj zniknie jako naród - tak jak było z innymi narodami w przeszłości. Czy jest prawdą posłużenie się bankructwem dla powolnej, pewnej śmierci, a także zaplanowanie de-hellenizacji?”.
 
Może wydawać się, że proces de-hellenizacji nie ma żadnych punktów stycznych z problemami i zagrożeniami narodu polskiego. Jeśli przyjmiemy za dobrą monetę głośne zarzuty, jakoby „Grecy są sami sobie winni”, to rzeczywiście trudno odnaleźć takie punkty styczne, może z wyjątkiem jednego: trzeba się liczyć z podobnie fałszywą opinią, gdy dojdzie do zaostrzenia trudności: „Polacy są sobie sami winni” (zresztą takie opinie są już formułowane). 
 
Jest to z gruntu fałszywa opinia o Grekach, celowo rozpowszechniona w mediach światowych. Rozpowszechniona zresztą dość skutecznie, a to dzięki powszechnej niechęci do weryfikacji podobnych opinii, czyli dzięki lenistwu lub naiwności.                
 
Viliardos dostrzega de-hellenizację w zabiegach polegających na ułatwieniu „nielegalnej imigracji”, co może wydawać się w Polsce mało realne, chociaż gorączkowe starania o stowarzyszenie Ukrainy z Unią Europejską miałyby dla Polski podobny skutek. W pewnym sensie mamy już do czynienia z innym rodzajem „nielegalnej imigracji” w postaci rozluźnienia praktyki nadawania polskiego obywatelstwa obcokrajowcom i wprowadzania ich w orbitę władzy politycznej i ekonomicznej. Niejako jednym tchem Viliardos wymienia drugi element de-hellenizacji: zamierzone, ciągłe i trwałe wypaczanie historii, w połączeniu z odpowiednim ustawieniem edukacji. Analogiczny element de-polonizacji jest w Polsce nie tylko widoczny, lecz nawet nacechowany wyjątkową butą i zacietrzewieniem. Jego „spektrum” jest niezwykle szerokie: od nieustannego osaczania i zamierzonej likwidacji Radia Maryja do wprowadzania do podręczników szkolnych zafałszowanej historii Polski. Wielu ludzi może chciałoby ten element wyizolować jako chwilową anomalię, oderwać od procesu depolonizacji. To jednak do niczego dobrego nie prowadzi. Brakuje tej jednoznaczności, która charakteryzuje wypowiedź Viliardosa.
 
Jego kolejne spostrzeżenie dotyczy gwałtownego spadku ludności Grecji, zarówno wskutek niskiej stopy urodzeń, jak również z powodu realizowanej przez ośrodki międzynarodowe „polityki demograficznej”: połowę ludności trzeba utopić, aby reszta mogła przeżyć. Nie jest to „polityka demograficzna” w Polsce nieznana i nie odczuwana. Jednakże jest ona interpretowana nieco inaczej, jako zagrożenie depolonizacją, a nie jako dokonujący się, silnie zaawansowany proces depolonizacji. Wbrew pozorom różnica jest zasadnicza, gdyż zawsze jest jakaś nadzieja na uchylenie się od zagrożeń; natomiast nadzieja związana z zatrzymaniem procesu jest - dopóki czynnie ten proces nie zostanie powstrzymany – złudna. Trzeba najpierw pozbyć się złudzenia i biernego przyglądania się depolonizacji, a także wyeliminowania całego zaplecza doktrynalnego (neomaltuzjanizm), politycznego i kadrowego służącego niszczeniu narodu.
 
Smutne jest to, że takie podstawowe prawdy musimy dzisiaj zapożyczać od  innych narodów.
 
Dalsze wypowiedzi Viliardosa, skądinąd osoby (profesora ekonomii) świetnie wykształconej, aktywnej i cieszącej się dużym autorytetem, mogą być szokujące w Polsce nawet dla ludzi radykalnie krytycznych wobec władzy. Za element de-hellenizacji uznaje on bowiem próbę „ podboju terytorium kraju przez grabież publicznego mienia, a także przez nabycie nieruchomości Greków po śmiesznie niskich cenach”. Jakże łatwo udało się analogiczny element depolonizacji zagmatwać i owinąć w pseudonaukowe idee „prywatyzacji”. Dotychczas – mimo oczywistej kompromitacji tych idei - nie doszło do opamiętania. Ten aspekt procesu depolonizacji zdaje się przybierać wręcz karykaturalne formy: „prywatyzacji” zasobów naturalnych, a nawet… wody. Brak stanowczego i skutecznego potępienia i sprzeciwu zawsze w takich przypadkach rozzuchwala.
 
Viliardos nie ma wątpliwości, że proces de-hellenizacji jest napędzany celowo. Zresztą trudno temu zaprzeczyć, gdyż odbywa się on na najwyższych piętrach geopolityki (MFW, UE, EBC). Z niewyjaśnionych powodów w Polsce nadal dominuje przekonanie, że proces ten ma raczej charakter spontaniczny lub jest rezultatem splotu różnych, niejasnych okoliczności (być może z obawy przed zarzutem o wyznawanie teorii spiskowej). Ale na tym poziomie „dyskusji” zachodzących zmian nie sposób ani zrozumieć ani powstrzymać.
 
Exodus młodych ludzi, którzy zostali skazani na trwałe, traumatyczne bezrobocie w Grecji, z brakiem perspektywy na przyszłość, jest podobnie jak w Polsce istotnym czynnikiem wynarodowienia. Viliardos nie waha się stwierdzić, że jest to skłanianie tych ludzi do opuszczenia swojej ojczyzny, by zrobić miejsce dla obcych najeźdźców; zaś media sprzyjają odwracaniu się młodych ludzi „plecami do swojej ojczyzny”. Tylko wspomina o inwazji „firmy z Izraela (energia, farmaceutyki, doradcy finansowi), a także o roszczeniach terytorialnych Turcji. 
 
Jeśli nawet uznamy, że są to stwierdzenia problematyczne albo przesadne, to jeszcze nie znaczy, że nie trzeba się nad nimi głęboko zastanowić.
 
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)
 
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie