Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Teoria ekonomii określa politykę? Efekt tramwaju (cz.2)

2014-02-01

Pod koniec 2013 roku pod tym samym tytułem opublikowaliśmy pierwszą część rozważań dotyczących mechanizmu funkcjonowania władzy politycznej w Polsce. Bez najmniejszego sarkazmu.

Formowanie władzy politycznej w latach 90-tych ub. wieku zobrazowaliśmy następująco: „Kształtowanie się nowej warstwy politycznej można w dużym przybliżeniu wyjaśnić za pomocą znanego w ekonomii „efektu tramwaju”, odnoszącego się do sytuacji, gdy wielki tłum oczekujących próbuje zatrzymać tramwaj i dostać się do środka. Rzecz w tym, że interesy osób, którym udało się  znaleźć w pojeździe ulegają radykalnym zmianom. Teraz są one zainteresowane szybkim zamknięciem drzwi tramwaju oraz pozostawieniem tłumu na przystanku. Nie czekają na resztę, lecz zamykają drzwi i odjeżdżają. „Efekt tramwaju” podpowiada prosty schemat analizy zachowań politycznych. Według tego schematu zachowania polityczne są zredukowane do interesów osobistych… Jest to schemat zachowań prymitywnych i krótkowzrocznych.

Pisaliśmy, że oznaczało to definitywne odrzucenie interesu publicznego i skupienie się władzy na własnych interesach. Ten szczególny aspekt rządów w Polsce jest powszechnie znany, a nawet jawnie, głośno i cynicznie  demonstrowany przez jej niektórych reprezentantów. Jest to groźna patologia systemu, która jednakże spotyka się z akceptacją wielu środowisk społecznych, zawodowych i gospodarczych. Co gorsze, często środowiska te są nastawione wrogo do nielicznych osób i organizacji, które odważają się spoglądać krytycznie na taki stan rzeczy. To pozwala sądzić, że również znaczna część społeczeństwa akceptuje „efekt tramwaju”, może mając nadzieję (oczywiście indywidualnie) wskoczenia w biegu do tramwaju. No cóż, są to zachowania równie prymitywne i krótkowzroczne.

Analiza prawa
Jednym z najbardziej krytykowanych aspektów polskiej rzeczywistości jest system prawny, który aż ugina się pod ciężarem wszechstronnej krytyki. Przepisy są niespójne i nieprzejrzyste. Proces legislacyjny jest przeprowadzany kuchennymi schodami i  legalizuje działania przestępcze. Prokuratury, sądy i policja działają opieszale, ale okazują się nadzwyczaj szybkie na zlecenie polityczne; represje prokuratorskie, sądowe i policyjne rozwijają się w najlepsze. 
 
Wiele nieporozumień i rozterek związanych z funkcjonowaniem prawa tłumaczy schemat władzy politycznej zorganizowanej wedle „efektu tramwaju”. Zmiany w systemie prawnym są przywilejem i ważnym atrybutem władzy - pasażerów tramwaju. Pasażerowie zachowują się dwojako. Nie chcą wypaść z tramwaju albo zostać z niego wyrzuceni. Chcą bezwarunkowo realizować swoje partykularne interesy. Te dwa żywotne pragnienia realizują poprzez tworzenie reguł prawnych dla wszystkich, ale z korzyścią dla siebie. Popatrzmy na długofalowe rezultaty takiego działania. Po pierwsze, stopniowo znikają skrupuły, w ślad za nimi zasady moralne, a później – kultura. Toteż pierwszym rezultatem omawianego działania jest zdziczenie. Po drugie, stopniowo znikają środki materialne, ponieważ władza dąży do pomnażania ich dla siebie, co oznacza początkowo rujnowanie społeczeństwa, a następnie pojawienie się głębokiej – lecz w takiej sytuacji racjonalnej - niechęci do pomnażania tych środków przez obywateli. Po trzecie, instynkt zachowawczy ludzi władzy przeistacza się w (uzasadniony) niepokój o własne interesy. Każdy rabunek ma tę  przykrą wadę, że pozostaje coraz mniej do rabowania, aż w końcu… Niepokój z czasem przeradza się w lęk, zaś ten rodzi dwa rodzaje zachowań: ucieczkę i agresję.
 
Wydaje się, że istnieje prosty pomysł na pozbycie się problemów i niepokojów władzy politycznej. Władza polityczna funkcjonująca wedle „efektu tramwaju” powinna się troszczyć o ochronę swych interesów w sposób racjonalny. To oznacza, że jest ona – chcąc nie chcąc - zainteresowana nie tylko własnymi interesami, lecz również kontrolą sytuacji społecznej, ekonomicznej i prawnej, w której przyszło jej działać. Bez tego rządzący tracą władzę nad społeczeństwem. Każda władza musi również myśleć o przyszłości. Pasażerowie powinni wiedzieć, dokąd ich tramwaj wiezie. Dlatego władza musi być zorganizowana nie tylko na poziomie interesów partykularnych, lecz również na poziomie umysłowym. Jednakże okazuje się, że w ujęciu długookresowym rozwój umysłowy ludzi władzy (a także jej zaplecza naukowego, kulturalnego, intelektualnego) jest czystą iluzją. Taka władza nie tylko nie musi być sprawna umysłowo, lecz nawet taką być nie może. Staje się z czasem z natury wroga wszelkim ruchom umysłowym.
 
Każde myślenie może być niebezpieczne, nawet własne. 
 
Pominiemy ilustracje z życia codziennego Polski, które nadałyby tym wnioskom bogaty koloryt.
 
Schizofrenia
Określenie „schizofrenia” jest używane często, więc nikogo nie powinno drażnić. Mamy okazję, aby przyjrzeć się politycznej schizofrenii  w Polsce (chociaż cechuje ona także inne kraje). Z jednej strony, „efekt tramwaju” zapewnia szybkie bogacenie się ludzi władzy dzięki tzw. transformacji. Nie wnikając w szczegóły – gdyż rzecz jest powszechnie znana -  nie jest ono wynikiem rozwoju działalności gospodarczej, lecz rezultatem dojścia do władzy politycznej, stworzenia ram prawnych umożliwiających przejmowanie własności publicznej oraz pseudoteorii (politycznych i ekonomicznych) fałszujących znaczenie „transformacji”, a w konsekwencji – umożliwienie rabowania majątku publicznego. Taki proces „transformacji” wymaga przede wszystkim destabilizacji życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego, a nawet religijnego (terapii szokowej), ponieważ normalne życie obfituje w rafy, na których owa „transformacja” może się łatwo rozbić. Przede wszystkim uderza w prawo własności, a ściślej biorąc demontuje ochronę praw własności; początkowo własności publicznej, ale zaraz również własności grupowej (spółdzielczej), a dalej – prywatnej.    
 
 Z drugiej strony zrozumiałe jest dążenie nuworyszy do ochrony swoich „praw własności”, tj. zagwarantowania nienaruszalności dóbr pochodzących z rabunku. Posunięcia legislacyjne są w tym przypadku za słabe, zwłaszcza w obliczu utraty władzy politycznej. Sięgniemy po przykład zagraniczny. Dziesięć lat wcześniej laureat nagrody Nobla z ekonomii Josef Stiglitz proponował ówczesnemu prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi wysokie (90%) opodatkowanie - w zamian za abolicję - "nadmiernych" zysków uzyskanych przez rosyjskich oligarchów w wyniku przejęcia majątku państwowego. Jednak ten sposób stabilizacji  „praw własności” cechowała wielka naiwność. Wiedza o własnościowych i finansowych kombinacjach przestępczych jest cennym źródłem utrzymania kontroli i dyscypliny (prawdopodobnie również jest najlepszym spoiwem łączącym świat biznesu i polityki). Trudno przypuszczać, że Władimir Putin byłby tak niemądry, aby z wiedzy tej zrezygnować. 
 
To, w jakim zakresie przykład ten dotyczy relacji biznesu i polityki w Polsce, nie ma większego znaczenia. W Polsce nikt Chodorkowskiego nie karał, ani nikt go nie ułaskawiał. Jednak obawa związana z brakiem stabilizacji „praw własności” może być mniejsza tylko wskutek braku wyobraźni i bezmyślności. 
 
Czyli z jednej strony, mamy lekceważenie oraz naruszanie praw własności. Z drugiej strony, mamy rosnący lęk i  wypływające z lęku pragnienie uświęcenia oraz bezwzględnego respektowania „nabytych” praw własności.  Na tym właśnie polega schizofrenia polityczna w Polsce (i w innych krajach postkomunistycznych). Jest to schizofrenia podwójnie destrukcyjna: najpierw dla społeczeństwa, następnie dla władzy politycznej.
 
(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)
Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie