Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Neokolonializm … i co dalej (cz. 2)

2013-06-04

O neokolonialnych stosunkach we współczesnej Polsce mówią dziś niemal wszyscy. Nic z tego nie wynika, a to głównie z pięciu powodów.

O ile przed kilkoma miesiącami ujawnianie neokolonializmu w Polsce zbywano milczeniem, niedowierzaniem albo ironicznymi komentarzami, o tyle dziś sytuacja wygląda na przełomową. Ale tak nie jest.

To są dyskusje polityczne, które pomijają zasadniczą treść procesu neokolonizacji: brutalne pogwałcenie suwerenności narodowej i państwowej Polski, w tym słabej ustawy zasadniczej, a podstawianie treści zgoła przeciwnych: werbalnego manifestowania uczuć patriotycznych oraz uporczywe unikanie analizy faktów i mechanizmów pogwałcenia suwerenności; w szczególności – unikanie jasnego wskazania ośrodków polityki neokolonialnej. Do tego dochodzi traktowanie utraty suwerenności jako zagrożenia, a nie jako stanu faktycznego. To duża różnica.

Czym był proces neokolonizacji Polski?
Po pierwsze, współczesny proces kolonizowania Polski był realizacją długofalowego projektu politycznego, który pozbawił naród zarówno koniecznej do dalszego rozwoju bazy ekonomicznej, a także instytucji działających na rzecz interesu publicznego. Jego początki sięgają pierwszej połowy lat 80-tych ubiegłego wieku. Był to proces długotrwały i trudno odwracalny, a więc osłabiający możliwości dokonania pożądanego przełomu. Taka ocena nadal budzi spore wątpliwości, zwłaszcza wśród ludzi przekonanych o istnieniu „spontanicznego porządku”, wykluczającego istnienie podobnych projektów politycznych lub co najmniej ich wpływu na rzeczywistość. Uzupełnijmy to o dwa fakty. Najpierw, że współczesny neokolonializm jest przejawem wyjątkowo silnej agresji ekonomicznej, o czym pisaliśmy w EEM wcześniej (Biuletyn EEM nr 5/2012 (27). Dalej, że proces neokolonizacji przeprowadzany był w warunkach znacznego osłabienia ekonomicznego i politycznego Polski, wynikającego z jej podporządkowania hegemonii Rosji sowieckiej oraz z kryzysu ekonomicznego w latach 1981-1982.

Neokolonizacja przebiegała według koncepcji „ Deept Capture”, czyli z wykorzystaniem szerokiego wachlarza nowych środków ideologicznych, politycznych i propagandowych prowadzących w zamyśle do przełomowych zmian w systemie wartości.

Po drugie, już z tych pierwszych uwag wynika, że pojęcie neokolonializmu nie jest dostatecznie ostre, a przede wszystkim nie jest dostatecznie skontrastowane z pojęciem (tradycyjnego) kolonializmu. Wskazaliśmy zaledwie na jedną z cech neokolonializmu, która nie występowała wcześniej z podobnym natężeniem – na silną agresję ekonomiczną. Ale warto też zwrócić uwagę na takie klasyczne przejawy neokolonializmu jak agresywne tłumienie tożsamości kulturowej czy uznany oficjalnie w polityce Unii Europejskiej podział na kraje „rdzenia” i „peryferia”. Ogólnie biorąc, zrozumienie specyfiki neokolonializmu (zazwyczaj błędnie utożsamianego z postkolonializmem) jest niedostateczne.

Po trzecie, współczesna kolonizacja była silnie zakamuflowana. Okazała się znacznie mniej „otwarta”, aniżeli w okresie ekspansji kolonialnej z lat 1450-1970. Tradycyjny kolonializm był emanacją nacjonalizmu, toteż był stosunkowo łatwy do identyfikacji.

Natomiast ośrodki polityki neokolonialnej działały anonimowo, niekiedy wykorzystując na własny użytek narodowe sztandary”, a ponadto zbudowały wokół siebie rozległą sieć dezinformacji. Wcześniej podstawową regułą ekspansji kolonialnej było stosowanie silnych i często skutecznych działań propagandowych. Najczęściej były to działania dwukierunkowe: „uzasadniające” konieczność ekspansji oraz wywołujące destrukcję społeczeństw krajów kolonizowanych. Natomiast współczesna neokolonizacja Polski (i nie tylko ) realizowana w kategoriach „ Deept Capture”, posługiwała się nie tylko bogatym repertuarem propagandy, lecz ponadto szerokim wachlarzem podstępnych środków destrukcyjnych (ideologicznych, politycznych i propagandowych), zmierzających do wywołania kryzysu wartości („szoku” ) oraz narzucenia nowej doktryny społecznej i ekonomicznej. Skutek był taki (co dziś boleśnie odczuwamy), że wiedza o współczesnej kolonizacji Polski, zwłaszcza wiedza ekonomiczna, jest nie tylko słaba i powierzchowna, lecz ponadto ograniczona przez narzucone z zewnątrz rozwiązania doktrynalne.

Po czwarte, niedostateczna wiedza o neokolonializmie w Polsce – przy powierzchownej akceptacji tego faktu – jest w dużym stopniu efektem wyeliminowania z życia publicznego polskiej myśli ekonomicznej. Powinno być jasne, że bazując na teoriach ekonomicznych wspierających neokolonializm nie można rozstrzygać choćby najbardziej elementarnych zagadnień tego fenomenu. Nie jest możliwa identyfikacja sił zewnętrznych, które zorganizowały ekspedycję, nie jest możliwe również ujawnienie sił wewnętrznych, które umożliwiły jej przeprowadzenie, nie jest możliwe rozpatrzenie zjawiska neokolonizacji w globalnym kontekście ekonomicznym i geopolitycznym.

Nie ma wątpliwości, że takie rozpoznanie czynników oraz sytuacji międzynarodowej, które zostały wykorzystane do współczesnej kolonizacji Polski (i innych krajów) wymaga wiedzy ekonomicznej na wysokim poziomie metodologicznym i teoretycznym: wymaga również dobrej znajomości historii gospodarczej.

Wymaga także poznania szerszego tła imperializmu kulturowego.

To jednak mimo wszystko nie jest najpoważniejszy problem. Rzetelna i uczciwa wiedza ekonomiczna o procesie neokolonizacji Polski z konieczności musi uderzać w partie i polityków, którzy funkcjonują w układzie neokolonialnym. To jest podstawowy paradoks i zarazem główny problem. Wiedza ta nie tylko odsłania „ciemne strony” uczestników kolonizacji, których w przypadku niedostatku tej wiedzy można uznawać nawet za godnych zaufania przyjaciół Polski, a nawet za… przychodzących jej z pomocą.

Każdy ma swoje „ciemne strony”, jednak ujawnienie aktorów neokolonizacji wyklucza umiarkowanie krytyczny stosunek do krajów, rządów i osób, które zaangażowały się w kolonizowanie Polski. Jak dotąd, dominuje nadal taki „umiarkowanie krytyczny” stosunek wobec Niemiec, które są bez cienia wątpliwości jednym z największych beneficjentów neokolonizacji Polski. A co dopiero powiedzieć o stosunku do Stanów Zjednoczonych i Izraela, które są traktowane bezkrytycznie i pokornie? To umiarkowanie będzie musiało zniknąć pod rygorem podejrzenia o kolaborację. Tutaj nie ma miejsca na odcienie szarości, są tylko dwa kolory – czarny i biały. To jest chyba najpoważniejszy dzisiaj problem polityczny.

Po piąte, proces kolonizacji Polski trwa i przebiega przez fazy zgodne z własnym cyklem. Dziś możemy śmiało twierdzić, że jest to proces daleko zaawansowany, czyli najtrudniejszy do odwrócenia. Ile lat trzeba, aby zneutralizować i pozbyć się skutków ponad dwudziestu lat kolonizacji, nic przez te lata nie robiąc w tym kierunku? Drugie dwadzieścia lat, a może czterdzieści lat albo jeszcze więcej. Dlatego tytułowe „… i co dalej” nie mieści się w schemacie doraźnych pytań i odpowiedzi.

Proces jest daleko zaawansowany. Jakie są jego dalsze skutki? Jest to jedyne pytanie, na które odpowiedź jest łatwa i pozbawiona niejasności. Zamyka się ona w trzech prostych słowach: ubóstwo, ucisk i eksterminacja. Ubóstwo materialne i duchowe, którego początki już doświadczamy. Ucisk polityczny, eliminujący wszelkie złudzenia dotyczące suwerenności narodowej, ale także ucisk osobisty wynikający przede wszystkim z bezwzględnego wyzysku. Pojawiają się symptomy działań eksterminacyjnych.

Takie są pewniki systemu neokolonialnego. Za tymi pewnikami kryją się mniej znane „innowacje” neokolonialne, wśród których na szczególną uwagę zasługuje nieposzanowanie życia ludzkiego.

***

Majątek narodowy Polski dostał się w ręce kolonizatorów; instytucje publiczne w znacznym stopniu przeistoczone zostały w administrację okupacyjną. Polska myśl ekonomiczna została wyparta przez doktrynę neoliberalną, zaś najważniejsze ekonomiczne ośrodki analityczne i planistyczne zostały zlikwidowane. Fasady demokracji i wolności zostały zdemontowane, zaś dotychczas skrywane działania antydemokratyczne, antynarodowe i antykatolickie stały się jawnym, a nawet demonstracyjnym pokazem wrogości wobec Polski.

Weszliśmy w fazę neokolonialnej nędzy i neokolonialnego ucisku. Sprawa niestety jest już przegrana. Proces kolonizacji Polski właśnie dobiega końca. Kto tego nie rozumie, nic nie zrozumie.

Dlatego ważne jest, aby zdobyć się na opór oraz na zablokowanie zbiorowej kapitulacji. Do tego jednak konieczne jest najpierw wnikliwe zrozumienie sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej, a w szczególności mechanizmów ekonomicznych, finansowych i politycznych, które doprowadziły do obecnej sytuacji.

Ciąg dalszy w następnym numerze EEM.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie