Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

NOWE! Redystrybucja suwerenności w Unii Europejskiej (cz. 1)

2013-04-30
NOWE! Redystrybucja suwerenności w Unii Europejskiej (cz. 1)

Ze względu na ożywienie koncepcji wejścia Polski do strefy euro i uchwalenia tzw. „paktu fiskalnego”, znowu wielu polityków w Polsce z pasją wypowiada się o Unii Europejskiej jako o „jedynym katalizatorze” integracji europejskiej, o jedynej szansie przezwyciężenia kryzysu ekonomicznego, a nawet o „jedynej szansie” rozwoju Polski.

Przy tej okazji twierdzą, że poświęcenie suwerenności ekonomicznej i politycznej nie powinno nas niepokoić, ponieważ projekt europejski jest zgodny z interesem Polski. Jednak interes Polski jest ujmowany w sposób werbalny, a co gorsze, wyłącznie na użytek propagandowy. Tak więc takie twierdzenie nic nie znaczy.

Co jest znamienne dla tych i podobnych wypowiedzi? Przede wszystkim zamykanie oczu na to, czym jest dziś w istocie Unia Europejska. Nikt chyba nie wierzy, że politycy, a także akademicy, którzy obwołali się znawcami powołanej pochopnie naukowej (sic!) dyscypliny pod nazwą „europeistyka” nie zdają sobie sprawy, czym jest obecnie Unia Europejska, a wcześniej EWG.

Europejska Wspólnota Gospodarcza została założona właściwie już w 1957 roku, dzięki podpisaniu Traktatu Rzymskiego. Jej powstanie przypisywano dwóm inicjatywom.

Jedną były idee integracji narodów europejskich zakorzenione w niemieckiej myśli narodowej, które dały dotkliwie znać o sobie jako zarzewie pierwszej i drugiej Wojny Światowej. Były to idee ekspansjonizmu niemieckiego, obejmujące ośrodki intelektualne i polityczne nie tylko w obecnych granicach Niemiec, lecz również w Austrii i niemieckich „enklawach” w Europie Środkowej i Południowej. Ekspansjonizm niemiecki wyrastał z dążeń integracyjnych głównie o charakterze terytorialnym, obejmując polityczną integracją kraje „uznane za niemieckie”, co nadawało tej integracji wydźwięk rasistowski. Dopiero na drugim planie dążenia integracyjne szły w kierunku paneuropejskim, ale jednoznacznie pod dominacją niemiecką. Idee te współcześnie zachowują nadal aktualność, a nawet są rozwijane, z wyłączeniem lub przynajmniej ograniczeniem wymiaru rasistowskiego do słabo eksponowanych procesów podskórnych. Linia polityczna Niemiec jest mocno osadzona na takim rozumieniu integracji europejskiej.

Drugą były idee uznawane za emanację religijności katolickiej. W istocie rzeczy mamy tutaj do czynienia z dwoma różnymi źródłami idei integracyjnych. Pierwszą z nich jest dziedzina wyznaczona przez ramy społecznej nauki Kościoła i dociekania teologiczne, których w żaden sposób nie wolno sprowadzać do idei politycznych. Nie będę przytaczać licznych fragmentów nauczania Kościoła katolickiego, które potwierdzają taki charakter „podejścia do integracji europejskiej”. Drugim takim obszarem jest aktywne uczestnictwo katolików w formowaniu i realizacji idei integracji europejskiej. Wyraża się ono głównie w dwóch formach zaangażowania: intelektualnej i politycznej. Zaangażowane to dotyczy przede wszystkim współpracowników Jeana Moneta, którego koncepcje polityczne są pierwszoplanowe. W tym obszarze znajdują się także rzesze katolików (duchownych i świeckich) zaangażowanych intelektualnie i politycznie dotychczasowy proces integracji europejskiej.

Nadużycia intelektualne i polityczne
Poszukiwanie odpowiedzi na fundamentalne dwa pytania o proces integracji europejskiej wymaga krytycznego spojrzenia na sygnalizowane inspiracje integracyjne (z obydwu wspomnianych źródeł). Są to następujące pytania:

Czy proces integracji europejskiej przebiega zgodnie z oczekiwaniami jego inspiratorów i zwolenników, lub (nie chcąc dopuścić wieloznacznych odpowiedzi) jaki jest wynik testu: tak – udany, nie – nieudany? Pytanie nie jest bynajmniej przedwczesne, dlatego można stawiać je ostro.

Drugie pytanie dotyczy tego, jaką wartość przypisać wspomnianym inspiracjom integracyjnym. Chodzi m.in. o to, iż w przypadku uznania, że proces integracji był zupełnie lub w przeważającym stopniu nieudany, pojawia się możliwość zrzucenia odpowiedzialności na okoliczności zewnętrzne, które utrudniły jego zgodny z oczekiwaniami przebieg. Można się w ten sposób wyłgać od rzetelnej odpowiedzi, ale nie zawsze.

Przede wszystkim warto podkreślić, że zasadnicze sprzeczności pomiędzy dwiema wspomnianymi wyżej inicjatywami europejskimi nie występują lub pojawiają się jedynie w sferze taktycznej. Stwierdzenie to może być dla wielu krytycznie zorientowanych obserwatorów europejskiej sceny politycznej sporym zaskoczeniem. Zazwyczaj bowiem polemika wokół Unii Europejskiej toczy się między tymi, którzy dowodzą rozbieżności realizowanej przez nią koncepcji integracji europejskiej z inspiracjami uznawanymi za katolickie oraz tymi, którzy dowodzą zbieżności w tym zakresie. Taka polemika niezwykle zawęża pole dyskusji, które nie obejmuje istoty rzeczy. Chodzi o to, że koncepcje mogą być ideowo pociągające, a jednocześnie praktyka okazuje się nie do przyjęcia. Nawet na pierwszy rzut oka widać, że koncepcje integracyjne pomijają negatywne konsekwencje integracji, w tym zwłaszcza utratę suwerenności ekonomicznej i politycznej krajów – uczestników procesu integracyjnego.

Dlatego konieczna jest weryfikacja dotychczasowych inspiracji integracyjnych w Europie pod kątem ich praktycznego znaczenia. W tym zakresie znajdujemy poważne nadużycia intelektualne.

Mamy przed sobą pierwsze takie nadużycie. Polega ono na przypisywaniu nauczaniu Kościoła katolickiego politycznego poparcia dla praktyki integracji europejskiej. Jest to forma poparcia tej praktyki „w ciemno”, bez jej krytycznej oceny. Jednym z wielu przykładów takiego nadużycia jest rozległa i zaangażowana wypowiedź bp. Tadeusza Pieronka, z której przytaczam niewielki fragment: „Stolica Apostolska nie uczestniczyła bezpośrednio w tworzeniu zrębów dzisiejszej Unii Europejskiej, ale papieże począwszy od Piusa XII, przez Jana XXIII, Pawła VI, a zwłaszcza Jana Pawła II, byli gorącymi zwolennikami integracji. Zawsze jednak widzieli proces jednoczenia się w kategoriach kulturowych i religijnych, nie negując potrzeby jedności ekonomicznej czy politycznej”. Wypowiedź jest przewrotna. Fakt, że w społecznej nauce Kościoła i pismach teologicznych zawarte są postulaty jedności opartej na kulturze chrześcijańskiej Europy nie jest równoznaczne z „gorącym poparciem” niemieckich idei integracyjnych, ani nawet aktywności Maneta i jego współpracowników, chociaż niektórzy wyróżnili się dużą religijnością. Jeszcze raz podkreślę, że mamy do czynienia z dwoma różnymi wymiarami : meta-politycznym i politycznym, które rzadko bywają zgodne. Przypisywanie autorytetom Kościoła, że „nie negowali potrzeby jedności politycznej i ekonomicznej” jest co najmniej dziwne. Potrzeba jedności politycznej i ekonomicznej nie istnieje bez kryteriów nadrzędnych, a w przypadku błędnych (lub obłędnych) kryteriów nadrzędnych okazuje się dążeniem szkodliwym i niebezpiecznym. Tutaj nie ma miejsca na „milczące poparcie”, którego istnienie sugeruje bp. Tadeusz Pieronek.

Drugim poważnym nadużyciem jest zamazywanie niemieckiej idei integracji europejskiej dzięki eksponowaniu katolickiego rodowodu najważniejszych postaci politycznych. Dla mnie jest jasne, że dotychczasowa integracja europejska nie jest „pomysłem intelektualnym”, lecz przemyślanym i konsekwentnie realizowanym projektem politycznym. Dlatego analiza procesu formowania EWG, a następnie Unii Europejskiej, musi uwzględniać realia polityczne, w tym głównych aktorów polityki integracyjnej. Do nich należą przede wszystkim Konrad Adenauer oraz wspomniany Jean Monet (reszta to intelektualiści, których można cenić, ale nie można przypisywać im siły politycznej).

Konrad Adenauer był politykiem syntetyzującym niemieckie dążenia integracyjne (w duchu teutońskim, gdy demonstrował przywiązanie do Zakonu Krzyżackiego) oraz katolicyzm. Nie sugeruję, że było do cofnięcie się do katolicyzmu z epoki Pawła Włodkowica, lecz zasadniczy problem jest taki sam. Jest to problem stawiania polityki ponad wiarą: polityki mocno zakorzenionej w doświadczeniu historycznym. Główne motywy ekspansjonizmu niemieckiego są widoczne jak na dłoni, zarówno w polityce ekonomicznej (merkantylizm), jak przy ocenie zaskakującej konsekwencji polityki niemieckiej, poczynając od Konrada Adenauera i Helmuta Kohla, a kończąc na Angeli Merkel. Droga od katolickiego Zakonu Szpitala Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego do protestanckich Prus jest niejako wpisana w historię Unii Europejskiej.

Drugi wpływowy polityk Jean Monet był katolikiem nagminnie łamiącym zasady wiary katolickiej i przede wszystkim masonem wysokiego szczebla. Jego zasługi dla wykreowania EWG i Unii Europejskiej są nadzwyczajne, gdyż stworzył on wzorzec dla tych organizacji (Europejską Wspólnotę Węgla i Stali). Tutaj możemy mówić raczej o silnych wpływach masonerii w tworzenie rozwiązań programowych i instytucjonalnych Unii Europejskiej, aniżeli o udziale katolików w tych i dalszych poczynaniach. Ale nieporozumienia są jeszcze większe. Masoneria działa tutaj pod szyldem państwowym Francji, także konsekwentnie – od Maneta do prezydenta Valéry’ego Giscarda d'Estaing. Motyw „katolicki” jest w tym przypadku nie tylko poważnym nadużyciem, lecz również tuszowaniem proweniencji Unii Europejskiej. To również jest dzisiaj widoczne jak na dłoni.

Te dwie inspiracje integracji europejskiej – niemiecka i masońska są zgodne, chociaż jedynie w kategoriach nieformalnego sojuszu politycznego, a nie wspólnoty duchowej, a tym bardziej – religijnej.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie