Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Nowa mitologia ekonomiczna w Polsce: cień Keynesa

2013-04-01

Pozornie chodzi o dyskusje teoretyczno-ekonomiczne, a faktycznie - o koncepcje polityki gospodarczej, których wprowadzenie może wyrządzić nieodwracalne szkody społeczno-gospodarcze.

Fundamentalizm liberalny nadal jest w Polsce żywy, a nawet jest demonstrowany jako „prawicowy” lub „konserwatywny”, ale z tym pomieszaniem zmysłów w niniejszej publikacji nie będziemy się droczyć. Na pierwszy ogień weźmiemy dwa główne kierunki panicznej ucieczki od ekonomii neoliberalnej, które uwidoczniły się pod koniec 2012 roku w Polsce.

Jednym z nich jest kierunek lewicowo-liberalny, którego środowisko występuje pod egidą Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Ponieważ nie jest to przemyślany projekt polityczny, tylko luźne głosy grupy ekonomistów, ogólna orientacja wynika głównie z krytycznego dystansu wobec dotychczasowej polityki gospodarczej w Polsce. Jest w tym sporo „ewakuacji” z wieloletniego zaangażowania po stronie neoliberalizmu i wspierania jego spolszczonej wersji, tzw. transformacji ustrojowej.

Dystans ten dotyczy przede wszystkim trzech stanowisk. Po pierwsze, jest to duży dystans wobec grupy ekonomistów z nurtu ekonomii społecznej, których nie ma wśród wspomnianych ekonomistów (są natomiast często krytykowani i lekceważeni). Charakterystyczny wydaje się zwłaszcza skład ekonomistów prezentowanych w tendencyjnie opracowanych wspomnieniach „Wybitni ekonomiści i ludzie PTE”, wśród których dominują prominentni twórcy i propagatorzy ekonomii socjalizmu. Po drugie, jest to dystans wobec skrajności polityki gospodarczej lat 1989-2012, szczególnie w stosunku do prywatyzacji oraz ograniczania socjalnych funkcji państwa, lecz z wyraźną niechęcią do odrzucenia podstawowych założeń doktrynalnych tej polityki. To występuje pod egidą „umiarkowania”. Stanowi tylko krytykę wewnątrz-systemową. Odrzucenie neoliberalizmu, to nie kwestia kontestacji tych czy innych wytycznych Konsensusu Waszyngtońskiego, lecz przede wszystkim zakwestionowanie zasad ustrojowych. Po trzecie, zaznaczył się także dystans do forsowanej dotąd roli państwa w gospodarce, czyli uznanie potrzeby interwencjonizmu państwowego; ostrożne i stonowane.

Szerszą charakterystykę sygnalizowanego kierunku lewicowo-liberalnego przedstawimy niebawem w odrębnym tekście, ukazując również kilka bulwersujących faktów. Umiarkowane podejście w kwestiach ekonomicznych jest okazją do rewolucyjnego radykalizmu w kwestiach światopoglądowych.

Drugi kierunek pojawił się stosunkowo niedawno jako rezultat modyfikacji stanowiska Prawa i Sprawiedliwości w sprawach ekonomicznych. Wcześniejsze stanowisko wobec zagadnień ekonomicznych tej partii miało dwoisty (lub raczej dwuznaczny) charakter. Pod względem ekonomicznym było to stanowisko skrajnie neoliberalne. W kilku publikacjach EEM zostało ono przedstawione dostatecznie szeroko. W jednej z nich „Kolorowe łatki neoliberalizmu w Polsce” Biuletyn EEM nr 3/2011 (17) opublikowaliśmy pogląd, którego nikt nie zakwestionował: „ Czy mamy w Polsce do czynienia z neoliberalnym konsensusem głównych partii politycznych (łącznie z Prawem i Sprawiedliwością)? Wszystko wskazuje na odpowiedź twierdzącą. Z jednej strony wskazuje na to faktyczny brak poważnej dyskusji o sytuacji makroekonomicznej kraju i ostrych przejawach kryzysu społecznego, moralnego i ekonomicznego. Takie dyskusje toczą się wyłącznie poza obrębem partii politycznych, które zadowalają się zbieraniem szyszek po wyrąbanych drzewach. Z drugiej strony, wśród polityków cały czas brylują «ekonomiści z importu» - wychowankowie neoliberalnych uczelni i fundacji zagranicznych”.

Ale neoliberalny pod względem ekonomicznym program Prawa i Sprawiedliwości był z powodzeniem (do czasu) osłaniany stanowiskiem patriotycznym (narodowym i katolickim), zwłaszcza „z drugiej linii” politycznej.

Dysonans tych skrajności dla wielu ludzi był trudny do uchwycenia. Dlatego warto dodać, że wykluczał on autentyzm przynajmniej jednej z dwóch opcji: albo neoliberalnej albo patriotycznej. Nie trzeba tłumaczyć, że był to jeden z najistotniejszych czynników słabej wiarygodności PiS.

Modyfikacja kierunku polityki PiS, o której piszemy, polega na pomyśle wykorzystania założeń ekonomii Keynesa. Jest to pomysł sensu stricte lewicowo-liberalny. A więc jest to kierunek zgodny z ogólnym nurtem odejścia od neoliberalizmu. I znowu mamy widoczny consensus w sprawach ekonomicznych, czego wyrazem była tzw. debata ekonomistów zorganizowana z inicjatywy PiS we wrześniu 2012 roku. Przykrycie lewicowo-liberalnego programu ekonomicznego fabułą „patriotyczną i narodową” będzie jednak trudniejsze i zapewne skończy się kompromitacją.

Pierwszym orędownikiem takiej modyfikacji (od neoliberalizmu do opcji lewicowo-liberalnej) był poseł PIS, prof. dr hab. Jerzy Żyżyński. W kilku wystąpieniach publicznych, odwołując się do swej znajomości teorii ekonomii, prof. Żyżyński prezentował tezę o zasadności powrotu w polityce gospodarczej do ekonomii keynesowskiej, a także tłumaczył, że takie są dzisiaj zręby programu ekonomicznego jego partii. Chociaż niektóre uwagi i postulaty prof. Żyżyńskiego niekiedy odbiegały od motywacji keynesowskiej, jest to najważniejszy element zmiany stanowiska PiS w sprawach gospodarczych (tymi uwagami i postulatami także warto się zainteresować).

Nostalgia za Keynesem
Próby sięgnięcia po dorobek Keynesa i jego następców nie są obecnie czymś zaskakującym lub oryginalnym. Wielki światowy kryzys gospodarczy nie tylko podważył wiarygodność ekonomii neoliberalnej, lecz sprowokował wiele środowisk ekonomicznych do poszukiwania alternatywy. Powtórzenie polityki Franklina Roosvelta (wykorzystującej z powodzeniem koncepcje Keynesa) jest tym, co najszybciej przychodzi wielu ludziom do głowy.

Z upływem czasu stawało się jasne, że oprócz teorii ekonomicznych (klasycznej i neokeynesowskiej) są jeszcze – paradoksalnie! - współczesne realia gospodarcze, które mają znaczenie decydujące.

Uniwersalizm tych ortodoksyjnych teorii ekonomicznych jest ograniczony, o czym niestety wielu ekonomistów nie chce słyszeć. Toteż nieprzypadkowo sir Robert Skidelsky w publikacji „Po katastrofie: przyszłość globalizacji” pisze, że „Ekonomia znajduje się w chaosie. Z rozbicia dominującego paradygmatu szkoły chicagowskiej, której hipoteza racjonalnych oczekiwań z założenia wykluczała tego rodzaju upadek, dwóch starych mistrzów, Friedrich von Hayek i John Maynard Keynes, nie ożyło, aby wznowić bitwę z 1930”.

***

Warto zastrzec, że niniejsza polemika nie mieści się w ramach opozycji „ekonomia neoklasyczna – ekonomia keynesowska”, ponieważ te obydwa ortodoksyjne nurty są obciążone zasadniczą wadą: abstrahowaniem od rzeczywistości gospodarczej, która obecnie obnaża niedostatki zarówno jednej jak i drugiej. Różnice między tymi nurtami ekonomii są oczywiście poważne i wyraziste, ale nie dotyczą podstawowych założeń metodologicznych. A łączą je wspólne błędy metodologiczne. Oderwanie od rzeczywistości jest jednym z tych założeń. Ekonomia neoliberalna „sympatyzuje” z kapitałem, co nadaje jej liberalny, lecz zarazem politycznie „neokonserwatywny” charakter. Ekonomia keynesowska „skłania się” ku dbałości o pracowników i konsumentów, w duchu politycznej lewicy, chociaż jak dotąd nie tak daleko jak ekonomia marksistowska. Z tego punktu widzenia przeniesienie postulatów ekonomii keynesowskiej do polityki prawicowej (PiS) razi podobnym brakiem jednoznaczności jak wcześniej, kiedy tryumfowała ekonomia neoliberalna.

Zasadniczym problemem jest zatem zrozumienie współczesnych procesów globalizacji. Tylko w takim realnym kontekście można oceniać przydatność polityczną oraz korzyści (lub straty) społeczno-ekonomiczne płynące z zastosowania teorii ekonomicznych w praktyce.

Pierwsze zastrzeżenie
Nie ma sensu tłumaczyć, że proces globalizacji nie jest zjawiskiem współczesnym, lecz sięgającym co najmniej XVI wieku. To oznacza, że mamy do czynienia z dwoma zagadnieniami globalizacji: globalizacji ujmowanej jako zjawisko historyczne oraz globalizacji w jej współczesnym wydaniu.

Stymulowanie produkcji dzięki podtrzymywaniu rosnącego popytu działa najlepiej w warunkach gospodarki dominującej w skali światowej lub gospodarki zamkniętej. Gdy przyjmiemy zgodnie z prawdą, że w rzeczywistości występują gospodarki otwarte i z reguły mające skromny udział w światowym potencjale ekonomicznym, kreowanie popytu zawsze będzie kreowaniem popytu nie tylko dla gospodarki własnej, lecz również dla innych gospodarek. Nie wolno też ulegać złudnej dialektyce, iż wspierając inne gospodarki wspiera się własną gospodarkę (czy, że może to być pozytywny wkład w układ światowy).

Sytuacja poszczególnych gospodarek narodowych zasadniczo różni się w zależności od tego, jaka jest ich pozycja ekonomiczna. Małe i średnie gospodarki narodowe nie są w stanie wykreować popytu w takich rozmiarach, aby pobudzić gospodarkę światową. Zresztą ich sytuacja w czasie wielkiego kryzysu jest najgorsza, o czym mało się mówi. Sytuacja potęg ekonomicznych jest zupełnie inna: od nich zależy, czy zechcą i potrafią ożywić gospodarkę światową (co współcześnie także stoi pod wielkim znakiem zapytania).

W czasach Roosvelta realizm jego polityki opartej na postulacie pobudzania efektywnego popytu (dzięki wydatkom rządowym) w celu ożywienia gospodarki wynikał z przyjęcia milczącego założenia, że taka polityka dotyczy wielkiego i silnego pod względem gospodarczym kraju, który odgrywa wiodącą rolę w produkcji światowej i wymianie międzynarodowej, a także może się szczycić solidnym pieniądzem krajowym.

Zatem sugerowanie, iż w odmiennych realiach ekonomicznych pobudzenie popytu krajowego spowoduje ożywienie gospodarcze tego kraju jest całkowicie nieprzekonywujące. Gdyby chodziło tylko o przekonania teoretyczno-ekonomiczne, nie byłoby to może godne uwagi. Ale chodzi nie tylko o przekonania. Chodzi o główny wątek polityki gospodarczej, o przedstawiany społeczeństwu do akceptacji program społeczno-gospodarczy, którego skutki z pewnością będą przeciwne do zapowiadanych, czyli sprowadzające się do… znacznego pogłębienia trudności ekonomicznych.

(aby czytać dalej pobierz plik z pełną wersją artykułu)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie