Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Cicha zmowa finansowo-polityczna

2012-11-30

W całej Europie nasiliły się wpływy wielkich korporacji finansowych. Wpływy te zaowocowały stworzeniem nowych mechanizmów politycznych i ekonomicznych, które są zasłonięte przez fasady instytucji państwowych i partyjnych, a także instytucji międzynarodowych, takich jak Unia Europejska.

Funkcjonujący rzekomo w systemie demokratycznym politycy próbują tłumaczyć obywatelom, że konieczne jest finansowanie „zagrożonych” banków z funduszy publicznych, przekazanie nadzoru finansowego nad bankami międzynarodowym instytucjom … finansowym, które są wyłączone spod jakiejkolwiek kontroli publicznej i niedemokratyczne.

Taki służebny wobec wielkich korporacji finansowych kierunek oddziaływania na opinię publiczną widoczny jest również w Polsce. Istotne wydaje się podkreślenie, że jest on forsowany przez wszystkie parlamentarne ugrupowania polityczne, co świadczy o szczególnym konsensusie w kilku najbardziej istotnych kwestiach politycznych i gospodarczych. Różnice polityczne, mimo wysiłków zmierzających do ich uwypuklenia i „ostrych sporów” obyczajowo-politycznych, są drugorzędne.

I tak na przykład musi zastanawiać, dlaczego ekonomiści reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie (lub raczej bez skrupułów) opowiadają się za dofinansowaniem zagranicznych banków w Polsce, nie ukrywając przy tym, że stworzono im w naszym kraju nadzwyczajne warunki osiągania krociowych zysków, bezkarnej spekulacji finansowej i nieograniczone możliwości egzekucji wierzytelności. Szkoda, że sprzeczność, która zachodzi między uzasadnieniem konieczności „ratowania banków” i spostrzeżeniem, że mają się one wręcz znakomicie (co potwierdzają entuzjastyczne wystąpienia przedstawicieli NBP) jest ignorowana. Przykładem promocji dofinansowania banków ze strony opozycji politycznej jest wypowiedź prof. Jerzego Żyżyńskiego, posła Prawa i Sprawiedliwości. W „Rozmowach niedokończonych” Radia Maryja (20.11. 2012) pozwolił sobie na następującą wypowiedź: „… upadek banków, no to jest załamanie gospodarki, przecież pamiętajmy, że banki to są oszczędności deponentów, gdyby padły banki, to wszyscy którzy mają włożone pieniądze w tych bankach tracą swoje oszczędności, jednocześnie nie ma źródeł kredytowania. Te pieniądze się rozpływają, znikają. Trzeba podtrzymać banki, żeby podtrzymać ich zdolność kredytowania gospodarki”. Skala uproszczeń zawartych w tej wypowiedzi jest tak duża, że trudno je omówić w jednej publikacji. Przede wszystkim błędne jest stwierdzenie, że „banki to są oszczędności deponentów”, które sugeruje, że główna działalność banków polega na gromadzeniu depozytów. I następne uproszczenie, jakoby należy „podtrzymywać” banki w imię ochrony interesów depozytariuszy, którzy w przeciwnym przypadku „tracą swoje oszczędności”. Prof. Żyżyński zapomina albo przemilcza fakt, że ochrona interesów depozytariuszy jest podstawowym obowiązkiem (prawnym i faktycznym) banków, który powinien być skutecznie i rygorystycznie egzekwowany. Rząd winien myśleć o dalej jeszcze idącej ochronie tych interesów; zapewniając efektywny nadzór nad bankami, ustalając odpowiednie normy funduszy gwarancyjnych, dążąc do zapewnienia przejrzystości i symetrii w relacjach banków z ich klientami, a nawet w sytuacjach skrajnych wskazując depozytariuszom te banki , które są objęte dodatkowymi gwarancjami państwowymi.

O uproszczeniach związanych z infantylnym podejściem prof. Żyżyńskiego do działalności kredytowej banków można byłoby powiedzieć jeszcze więcej. Zamiast tego wspomnę jedynie o oszukańczych „produktach bankowych” i o rozpasanej lichwie.

Wielkie korporacje bankowe złożyły interesy klientów na ołtarzu chciwości.

Prof. Żyżyński zdaje się nie zauważać, że problem nie dotyczy „podtrzymania banków”, lecz wielkiego, obciążającego całe zubożałe polskie społeczeństwo haraczu finansowego na rzecz banków zagranicznych. Powołuje są na praktykę stosowaną w Stanach Zjednoczonych. Tam również argumentacja uzasadniająca dofinansowanie banków była równie mocno naciągana, bowiem uparcie lansowane w Stanach Zjednoczonych hasło „banki są zbyt wielkie, aby upaść” jest z ekonomicznego punktu widzenia pozbawione sensu.

Innymi słowy, może trzeba podtrzymywać „tych wszystkich, którzy mają włożone pieniądze w bankach”, a nie banki, lub ściśle mówiąc - potężne korporacje finansowe. To przekłada się na podstawowy współczesny dylemat: czy polityka wspiera wielkie międzynarodowe korporacje finansowe czy wspiera społeczeństwo, czyli odbiorców usług bankowych. Czyje interesy biorą górę?

Ekscesy bankowe
Problem można byłoby traktować jako teoretyczny lub w niewielkim stopniu dotyczący Polski, gdyby nie fakt, że to właśnie w Polsce nastąpiła kumulacja nieuczciwych praktyk bankowych. Mamy tutaj zbyt mało miejsca, aby chociaż ukazać skalę tych praktyk, a dosadnie mówiąc – rozpasania.

Najpierw przypomnijmy, że fala krytyki praktyk stosowanych przez banki centralne, korporacje bankowe i międzynarodowe organizacje finansowe i polityczne przetacza się obecnie przez wiele krajów. W Polsce wiele się robi, aby jej nie zauważać, zarówno w gabinetach ministerialnych i mediach głównego nurtu, jak też w ośrodkach akademickich, w których zagadnienia ekonomii i finansów są przedmiotem wielu konferencji i publikacji. W tej kwestii panuje zgoła cichy konsensus niemalże wszystkich partii politycznych. Nieprzypadkowo bagatelizowane są ostre reakcje społeczne w Stanach Zjednoczonych i w Europie południowej. Są one sygnalizowane jako niewiele znaczące protesty. To te protesty określa się mianem ekscesów, a nie ekscesy banków.

Jest to już druga, znacznie silniejsza pod wcześniejszej, fala krytyki praktyk finansowych. Przypomnę, że pierwsza fala wyrażała silną reakcję opinii publicznej w wielu krajach na egoistyczną i moralnie trudną do zaakceptowania działalność instytucji finansowych, skrywających się za parawanem „rynku finansowego”. Instytucje te zostały uznane za głównych winowajców obecnego, nadzwyczaj ostrego kryzysu światowego.

Druga fala jest konsekwencją rozczarowania bezskutecznością rządów i instytucji międzynarodowych, które deklarowały reformę systemu finansowego, w tym wzmocnienie kontroli nad działalnością banków i zaostrzenie sankcji. Rozczarowanie to wyzwala świadomość, że niektóre rządy i instytucje międzynarodowe działają w interesie wielkich korporacji finansowych, a nie w interesie obywateli swych krajów, skazując ich na biedę i poniewierkę.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie