Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Fabryka głupców (2)

2012-11-30

Publikujemy drugi fragment przygotowywanej obecnie do druku książki Artura Śliwińskiego pod tytułem „Fabryka głupców. I jak odzyskać mądrość?”.

W latach wielkiego kryzysu ekonomicznego fenomen ogłupienia ludzi łączy się z wielką erupcją oszustw i niegodziwości. Tym bardziej jest on niebezpieczny dla swych ofiar. Dlaczego?

Przed odpowiedzią na to pytanie, warto zwrócić uwagę na pewien szczególny fakt. Chodzi o to, że wąskie rozumienie własnego interesu oraz wspomniane już wychowanie dla biznesu, mają wspólny mianownik. Jest nim słabe zainteresowanie światem. Można powiedzieć, że zainteresowanie światem jest wówczas … zbyt bezinteresowne, zaś przestrzeń skupiająca uwagę i dociekliwość jest zredukowana do poszukiwania możliwości biznesowych. Brak dostatecznej uwagi, koncentracji, dociekliwości i wysiłku powodowany przekonaniem o bezużyteczności pozostałej wiedzy o świecie, staje się po pewnym czasie nieodwracalnym kalectwem. Taki pragmatyzm jest równoznaczny z ograniczeniem umysłowym.

Nic dziwnego, że zaraz pojawiają się protezy umożliwiające poruszanie się w skomplikowanym świecie. Niestety, protezy te nie nadają się do poruszania się w prawdziwym świecie.

Wielki Błąd
Ocena dojrzałego wiekiem pokolenia Polaków potocznie określanego mianem „wyżu demograficznego” jako pokolenia głupców jest dostatecznie ostra, by nie poprzestać na gołosłownym stwierdzeniu. Jednak zastrzeżeń mogących tę ocenę łagodzić jest niewiele. To problem nie tylko dla negatywnie ocenianej generacji Polaków, lecz przede wszystkim jest to szczególnie uciążliwy problem dla młodego pokolenia, które nie może zadowolić się prostą reprodukcją jej przekonań i zachowań.

Zrozumienie, dlaczego wspomniane, dojrzałe wiekowo pokolenie, okazało się bezwładne intelektualnie (i w dłuższym okresie, odsłoniło swe żenujące cechy), jest istotne. Jest to bowiem nieodzowne dla przełamania negatywnych tendencji . To proste: bez ujawnienia przyczyn wszechobecnej głupoty nie jest możliwe wydobycie się z sieci jej wpływów. A to dotyczy bezpośrednio młodego pokolenia, znajdującego się w naturalny sposób się pod wieloma wpływami swoich poprzedników. Zauważyć warto, że istnieje niebezpieczeństwo nałożenia negatywnego obrazu tych poprzedników na wizerunek Polaków w całości, a więc także na dziadów i pradziadów, a z drugiej strony… na samych siebie. To już jest nieszczęście, gdyż w ten sposób nie tylko zamyka się oczy na rzeczywistość widzianą w perspektywie historycznej, lecz dochodzi się do zaprzeczenia samym sobie. Takie nieszczęście w pewnym stopniu spotkało większość starszego pokolenia. Jest też inne niebezpieczeństwo. Od drugiej połowy lat pięćdziesiątych od czasu do czasu powraca w Polsce idea „walki pokoleń” (1), dlatego w obecnych konfliktach międzypokoleniowych może ona znaleźć dla siebie podatny grunt. Z ideą „walko pokoleń” trzeba jednak obchodzić się ostrożnie. Z głupotą się nie walczy. Mądrość potrzebuje głębokiej wiedzy, a nie rzucania się na siebie nawzajem.

[Ideę „walki pokoleń” na grunt polski zaszczepił w 1966 roku marksistowski socjolog Zygmunt Bauman, obecnie „guru postmodernizmu” w Polsce].

***

Po tych zastrzeżeniach wolno zapytać: co stało się z podstawowym źródłem powszechnej głupoty, panującej w polskiej gospodarce i polityce już blisko ćwierć wieku? W takich sytuacjach historycznych musi zaistnieć jakiś błąd podstawowy; dostatecznie mocno zakorzeniony w umysłach ludzi, a zarazem trudny do wykorzenienia. Ten błąd i jego konsekwencje z upływem czasu stają się coraz bardziej dolegliwe i coraz lepiej widoczne, aż wreszcie stają się dobrze znane. Jasne, że trwa to długo.

To nie znaczy, że od takiego błędu łatwo się uwolnić. Głupota obejmuje również niechęć do przyznania, iż został on popełniony i na brnięciu dalej (na przykład wskutek bezradności lub indolencji).

Zajmiemy się tym błędem. Najpierw zwrócimy uwagę na fakt, że tkwi on nie tylko w umysłach wielu współczesnych ludzi, ale także we … współczesnej ekonomii (to ona, być może, jest głównym winowajcą). Błąd ten bowiem z ekonomii przedostał się do opinii potocznej. Z pewnością nieprzypadkowo i nie bez usilnych starań zainteresowanych takim obrotem spraw ludzi władzy i biznesu.

Jest to błąd wynikający z przyjęcia podstawowego założenia teorii ekonomii, że rozumne zachowania ludzi polegają na maksymalizacji osobistych korzyści materialnych.

Nie potrzeba dużego wysiłku, aby dowiedzieć się, czy otaczający nas ludzie (w kontaktach bezpośrednich i przez środki masowego przekazu) przyjmują wspomniane założenie teorii ekonomii. Czasem przyjmują je „na wszelki wypadek”, mając świadomość jego fałszu. Czasem obłudnie wypierają się tego założenia, przyjmując je skrycie jako wytyczną dla działania, a jeszcze częściej jako życiową konieczność ochrony własnego interesu.

Ten ostatni przypadek jest godny uwagi. Wynika z niego, że maksymalizowanie osobistych korzyści jest nie tylko powodowane egoizmem i chciwością, lecz może być efektem bezradności i poczucia zagrożenia ze strony innych ludzi. Warto też sprawdzić, czy my sami nie jesteśmy pod urokiem tego założenia.

Zasadniczy kłopot polega na tym, że bezpodstawność zasady maksymalizacji korzyści jest ewidentnie błędna nie tylko w zakresie prakseologii. Na ogół nie dostrzega się większych problemów z jej zastosowaniem, jeśli stosuje się ją do działań zewnętrznych: wobec rzeczy czy innych ludzi.

Gdy jednak stosuje się ją do własnego myślenia (traktowanego jako wysiłek myślowy - koszt związany z poszukiwaniem maksymalnych korzyści) prowadzi ona do nieoczekiwanych skutków. Myślenie staje się wtedy bezrefleksyjne, pozostające na poziomie przeciętnego oprogramowania z analizy finansowej. Chociaż nie jest możliwe (na szczęście) całkowite ograniczenie myśli do poszukiwania maksymalnych korzyści (gdyż zawsze do głosu dochodzą różne refleksje) to pojawia się groźba niedostatku i mizerii takich refleksji. Tak rodzi się myślenie bezrefleksyjne, które sprowadza każdego człowieka do roli tępego wykonawcy jakichś zewnętrznych wytycznych. Maksymalizacja korzyści jest takim ogólnym zaleceniem jak w znanej anegdocie, w której drwal rąbie drzewa tępą siekierą. Gdy ktoś pyta, dlaczego wcześniej nie naostrzył siekiery, on odpowiada, iż jest tak zapracowany, że nie ma na to czasu.

W naszych rozważaniach chodzi o zdolności intelektualne, które maksymalizacja korzyści materialnych zbyt silnie i jednostronnie angażuje, a jednocześnie ogranicza. Trudno się dziwić, że z czasem ludzie uformowani zgodnie z omawianą zasadą stają się tępi. To już poważny problem osobisty.

***

Światowy kryzys gospodarczy w sposób najbardziej dobitny, jak to tylko możliwe, zakwestionował błędne pojęcie racjonalności ekonomicznej. Nie można już z zadufaniem nadawać wszystkim ludziom (a nawet instytucjom) miana wspaniałych, mądrych, godnych zaufania i potrafiących rozwiązywać wszelkie problemy społeczne i gospodarcze.

Dziś polityk lub artysta epatujący publiczność sloganem „jesteście wspaniali, kocham was” czyni z siebie idiotę.

Omawiany błąd racjonalności ekonomicznej idzie dalej. Do tej pory można było twierdzić, że z jednej strony istnieje racjonalność prywatna, a z drugiej strony – racjonalność społeczna. Ale – jak przypomina obecny kryzys światowy - człowiek nie ma dwóch rozumów. Powinien widzieć własny interes możliwie szeroko, czyli nie tylko w sferze osiągania osobistych korzyści (czy zaspokajania osobistych potrzeb), ale również w sferze zaspokojenia potrzeb wspólnoty, do której należy. Musi umieć harmonizować prywatne i społeczne aspekty własnego postępowania i uczestnictwa w życiu wspólnoty.

A to nie jest wcale prosta sprawa.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie