Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Będzie jeszcze gorzej

2012-02-04

Które przewidywania są najtrafniejsze? W wielu rozważaniach dotyczących przyszłości głównym motywem stały się reminiscencje historyczne. Chyba chodzi o to, że odżywają stare skłonności albo z braku innych wiarygodnych punktów odniesienia przywoływane jest historyczne doświadczenie narodów.

Takie scenariusze składają się z kilku sekwencji. Punktem wyjściowym jest zwykle przekonanie, iż zawiodła ekonomia i polityka. Co do tego nie ma raczej wątpliwości. Ekonomia neoliberalna stanęła w ogniu krytyki jako zupełnie bezradna wobec kryzysu, a nawet szkodliwa - jako ideologiczny instrument ekspansji wielkiego kapitału. Czytamy m.in. takie stwierdzenia: „Nie tak dawno temu główne teorie ekonomiczne były świecką religią społeczeństwa. Dziś ekonomia jest dyscypliną pogardzaną. To tak, jakby nasz statek państwowy zerwał z cumy i niespodziewanie uderzył w skały. Jak rzeczy mogły przyjąć tak spektakularnie zły obrót? I co można zrobić, aby naprawić ekonomię tak, aby ekonomiści mogli spełniać produktywną rolę w społeczeństwie?” Szczególnie ekonomiści akademiccy znaleźli się w nadzwyczaj trudnym położeniu (co teraz wykładać studentom, nie narażając się na kompromitację?). Część z nich uciekła na pozornie bardziej obiecujące tereny zarządzania i finansów. Kryzys jednak uderza także w nauczanie biznesu i finansów.

Politycy znaleźli się w położeniu jeszcze trudniejszym. Nie brakuje głosów, że to politycy walnie przyczynili się do wybuchu kryzysu. Często podnoszony jest „… problem wiarygodności rządów w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej, wynikający z spostrzeżenia, że elity polityczne są zbyt mocno związane z elitami finansowymi na Zachodzie, a ich zmowa spowodowała chaos finansowy 2007 i 2008 roku, a w konsekwencji bałagan, obarczanie przeciętnego obywatela wyższym długiem publicznym, wyższymi podatkami , bezrobociem i programami oszczędnościowymi”. Albo: „Niewłaściwa polityka grozi przedłużaniem się okresu powolnego wzrostu gospodarczego na świecie, prawdopodobnie również po roku 2012, w którym tylko będą się pogłębiać polityczne i gospodarcze problemy dla Zachodu”. Stery wymknęły się europejskim politykom z rąk; pozostali ze złudną wiarą w siłę mediów oraz służb policyjnych i wywiadowczych. Jedni szczerzą zęby do publiczności, inni pokazują wilcze kły.
 
Sprawy toczą się tak źle, że wielu obserwatorów nadzieje na pozytywne zmiany wiąże dopiero z następnym pokoleniem polityków.

Skansen neoliberalizmu
Wszystkie przytoczone opinie krytyczne świetnie pasują do sytuacji w Polsce. Jest jednak coś, czym Polska się wyróżnia spośród krajów europejskich. Otóż stała się jedynym skansenem ekonomii i polityki neoliberalnej.

Inne kraje wkroczyły w erę mrocznego protekcjonizmu. „Francja jest dobrze znana z "obrony" swojego przemysłu krajowego. Unia Europejska może nałożyć cła importowe, ponieważ azjatyckie buty są "zbyt tanie". Chiny prowadzą własną grę – ostatnio ostrzegli importerów stali, aby nie podbijali cen; eksporterzy stali, tacy jak Australia, protestowali. Argentyna, znana z eksportu wysokiej jakości wołowiny, ogłosiła zakaz wywozu wołowiny w dążeniu do powstrzymania krajowej inflacji…” . Inne kraje odżegnują się od prywatyzacji lub się buntują przeciw prywatyzacji wymuszonej przez MFW i UE (Grecja).

Prywatyzacja jest uznawana za proceder wątpliwy pod względem prawnym, a nawet przestępczy. Czytamy takie wypowiedzi (profesora prawa): „W procesie prywatyzacji rząd sprzedaje coś, czego nie posiada, coś co proporcjonalnie należy się każdemu z członków danej społeczności – zupełnie tak samo, jak wówczas, gdy przejmuje czyjeś pole pod budowę autostrady, nabywa drogą wymuszenia własność, która nie jest jego”. Albo: „W przytłaczającej większości państw rządy zostały związane siecią różnych kanałów z interesami globalnych instytucji finansowych i poza czyjąkolwiek kontrolą marnotrawią dobra wspólne, tłumacząc się koniecznością spłacania swoich hazardowych długów”. Rząd w Polsce zapowiada przyspieszenie prywatyzacji, licząc na wpływy rzędu 10 miliardów złotych.

Deregulacja jest dziś nazywana „nieudaną próbą unieważnienia praw ekonomicznych”; przestała być traktowanym serio czynnikiem wzrostu efektywności. Deregulacja finansowa przyczyniła się do kryzysu finansowego. Deregulacja energetyki zaowocowała kilkoma potężnymi awariami sieci energetycznych. Deregulację linii lotniczych obwinia się za wzrost katastrof powietrznych. A rząd w Polsce dalej kontynuuje skrajnie wadliwą deregulację energetyki, transportu kolejowego, zasobów surowcowych itd.

We wszystkich krajach podejmowane są wysiłki mające na celu przezwyciężania (lub przynajmniej ograniczanie) społecznych i ekonomicznych skutków kryzysu. Natomiast w Polsce rząd twierdzi, że jego neoliberalna polityka jest świetna, skuteczna, że gospodarka się rozwija (co jest wierutnym kłamstwem), zaś kryzysu … nie ma.

Wkrótce koniec iluzji
To jest bardzo wiarygodna prognoza. Koniec iluzji znaczy wiele. Przede wszystkim – tak jak dla innych krajów – zachodni system społeczno-ekonomiczny przestanie być wzorem do naśladowania. Gospodarka stoi pod wielkim znakiem zapytania, który prowokuje do poszukiwania nowych rozwiązań ustrojowych. Wśród zapatrzonych na Niemcy i Stany Zjednoczone polityków w Polsce tego jeszcze nie widać. Jednak ich autorytet już na tym mocno cierpi, skoro powielają (cudze) koncepcje gospodarcze nie do przyjęcia, forsują integracyjne mrzonki oraz usiłują przekształcić polski naród katolicki w kosmopolityczną miazgę. Ich nerwowość ostatnio przeradza się w samobójczą determinację i agresję wobec społeczeństwa. To przede wszystkim ich problem: sami są częścią rozwiewającej się iluzji.

W sensie historycznym wszyscy już „wracają do siebie”, a ściślej biorąc, w sposób coraz mniej skrępowany odrzucają dotychczasowe uzasadnienie integracji europejskiej oraz naciąganą kalkulację korzyści i strat z tytułu integracji. Unia Europejska również stoi przed wielkim znakiem zapytania. Co dzieje się na obydwu biegunach głównej sceny konfliktu europejskiego (bo konflikt jest ostry)? Niemcy wyrywają się z nieustannymi protestami w sprawie ewentualnej pomocy finansowej dla Grecji i twierdzą, że mają ujemne saldo rachunku własnych korzyści i strat. Grecy i Węgrzy jawnie zarzucają Niemcom wykorzystywanie mechanizmów integracyjnych do niszczenia ich gospodarek, nie cofając się nawet przed określaniem ich polityki jako euro-nazizmu. Także oni oceniają, że saldo rachunku integracyjnego jest dla nich ujemne.

Politycy niemieccy obrażają Greków i Węgrów. Ci zaś przypominają Niemcom o swym wkładzie do kultury europejskiej, a między wierszami przypominają o ich barbarzyńskiej historii, zwłaszcza o zbrodniach i grabieżach niemieckich w okresu II Wojny Światowej.

***

To nie są zwykłe kłótnie wewnątrz rodziny. W tle czają się niebezpieczeństwa dezintegracji europejskiej, wynikające głównie z kryzysu światowego i niepewności jutra. Potrzeba znalezienia dostatecznie mocnego punktu odniesienia - dla zracjonalizowania tej wyjątkowo trudnej sytuacji - w naturalny sposób kieruje wzrok ludzi w stronę własnych doświadczeń historycznych. To jednak nie musi wcale – jak niektórzy starają się dowodzić, przypisując narodom ad hoc agresywne skłonności - powodować eskalację konfliktów i zanik pokojowych relacji między narodami. O to trzeba się jednak wspólnie starać, czego niestety brakuje.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

T.Z.

Logowanie