Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Koszty zmian w zgniłym systemie

2011-12-19

Badacze opinii społecznej informują, że 80% Polaków jest zadowolonych z życia. Co prawda „zadowolenie z życia” jest określeniem zbyt nieostrym, aby z tego wyniku wyciągać przyzwoite wnioski, jednak musi on zastanawiać. Czy przypadkiem nie jest to wyraz postawy zachowawczej?

Czynnikiem decydującym o postawie zachowawczej zdają się być koszty zmian, które muszą zostać poniesione dla wyjścia z kryzysu społecznego i gospodarczego. Często koszty te są ignorowane, zwłaszcza w projektach politycznych zakładających, że zrozumienie istniejącej sytuacji i widocznych zagrożeń stanowi fundament sukcesu. Bezowocność takich projektów rzuca się w oczy.

Problem kosztów zmian, które są niezbędne do wyjścia z opresji obejmuje nakłady, jakie muszą być poniesione, aby ustanowić nowy ład społeczny i ekonomiczny. Warto zauważyć, że dotychczasowy system społeczno-gospodarczy powoduje znaczne ograniczenia w tym zakresie dla większości grup społecznych. Dotyczą one faktycznych możliwości ponoszenia wysiłku materialnego dla odrodzenia instytucji publicznych, w tym zwłaszcza ograniczeń budżetowych „ukierunkowanych” na usankcjonowanie istniejącego systemu albo po prostu stanowiących „wykluczenie finansowe”. Dotyczą także mniej wymiernych ograniczeń w zakresie możliwości intelektualnych społeczeństwa, które były podobnie „ukierunkowane” lub eliminowane.

Skala takich kosztów jest olbrzymia i trudna do przyjęcia przez pojedyncze osoby lub małe ugrupowania. Ich lekceważenie jest nie tylko błędem politycznym, lecz również świadectwem małego realizmu. Jest przy tym jasne, że na dotychczasowe układy polityczne, gospodarcze i finansowe można liczyć w ograniczonym stopniu i tylko w wyjątkowych przypadkach.

Z drugiej strony, koszty zmian obejmują straty wynikające z utraty korzyści dostarczanych przez zgniły system. Korzyści te systematycznie maleją i na długą metę znaczą one coraz mniej w ogólnym rachunku. Jest to problem dotyczący beneficjentów dotychczasowego systemu i zarazem sprawdzian ich możliwości intelektualnych. Prowadzi to często do opóźnionej reakcji, kiedy ich korzyści przeradzają się w straty.

Jednakże szeroko przyjmowana opinia, iż „nie mam już nic do stracenia”, może zrodzić się za późno, czyli przed katastrofą. Taka możliwość, jak też możliwość wyprzedzenia podobnego biegu wydarzeń powinny być dokładnie analizowane. Wiele wskazuje na to, że czynnikiem powodującym stagnację jest narastanie nierówności materialnych, który grupom uprzywilejowanym materialnie i politycznie stwarza silną iluzję wysokich oczekiwanych korzyści, co w połączeniu z krótkowzrocznością daje efekt uchylania się, a nawet uporczywego sprzeciwu wobec zmian, które dla wszystkich są konieczne i oczywiste. W tym punkcie pojawia się jak zwykle problem ograniczonej racjonalności ekonomicznej, która zawęża pojęcie interesu prywatnego, „klasycznie” przeciwstawiając go interesowi publicznemu, zamiast ujmować go w całokształcie uwarunkowań (zharmonizowania) życia osobistego, rodziny i społeczeństwa.

Również szerokie warstwy społeczeństwa - upośledzone społecznie i materialnie - nie mają łatwej drogi do pożądanych zmian. Ich presja na przeprowadzenie tych zmian jest niwelowana na różne sposoby. Przede wszystkim są one obciążone wysokimi kosztami ryzyka, jakie obciążają zwłaszcza „myślących politycznie”, czyli tych, którzy wykazują silną determinację na rzecz poprawy sytuacji. Kreowanie takiego ryzyka jest zazwyczaj zabiegiem celowym ze strony beneficjentów zgniłego systemu, co nie jest bez znaczenia dla całości sytuacji, ponieważ kieruje ten system w stronę ustroju totalitarnego.

Demokracja i represje wobec ludzi działających na rzecz interesu publicznego są bezsprzecznie nie do pogodzenia. Gdy więc używamy określenia „zgniły system” to pragniemy nie tylko zaznaczyć aspekt rozkładowy, ale także wyeksponować tę szczególną właściwość takiego systemu: jest to system zachowawczy „za wszelką cenę”, mimo społecznego, moralnego i politycznego upadku.

Jest zrozumiałe, że w takich sytuacjach preferowane są raczej drobne usprawnienia obecnego systemu, które stanowią czasem główny obszar inicjatyw i sporów politycznych. Można to porównać ze skupieniem zainteresowania na drobnych naprawach, a nie na koniecznym remoncie generalnym.

Ostatnie spostrzeżenia mogłyby pozornie świadczyć, że sytuacja jest beznadziejna. Skoro z jednej strony upośledzone warstwy ludności nie są w stanie sfinansować kosztów tworzenia nowego systemu, a z drugiej strony mają wysokie koszty ryzyka wynikające ze stosowania wobec nich ostrych represji, pole marginesu zdaje się wyjątkowo wąskie.

Nie jest to przekonywujące. We wcześniejszych spostrzeżeniach nie zostało uwzględnionych kilka istotnych warunków. Po pierwsze, „świadomość kłamstwa” ma różny charakter w zamożnych i zubożonych warstwach ludności. Te pierwsze pracują dla kłamstwa. Te drugie nie są w takim stopniu związane z kłamstwem, które przyjmuje jedynie formę mimikry, a więc ukrywania wrogiego stosunku do warstw sprzeciwiających się pożądanym zmianom; one z konieczności stają po stronie prawdy. Obszarem, na którym rozstrzyga się rzeczywista bitwa nie jest wówczas pole rywalizacji o warunki materialne, lecz rywalizacja między kłamstwem i sprzeciwem wobec kłamstwa. Gdy do kłamstwa dochodzą dodatkowo szerokie represje, gdy system staje się totalitarny, kłamstwo łączy się z ograniczeniem wolności.

Tak dochodzimy do prostej sentencji: wolny człowiek, to człowiek mądry. Głupi nigdy nie jest wolny.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

T.K.

Logowanie