Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Gdzie wkradł się idiotyzm?

2010-08-23
Gdzie wkradł się idiotyzm?

Spór o Krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie ma drugą, niedocenianą stronę medalu. U źródeł decyzji obecnego Prezydenta i wielu jego zwolenników leży forsowanie przekonania, że organy państwa lub oni sami są dysponentami przestrzeni publicznej, na której nie powinny znajdować się obiekty i symbole religijne (rzekomo w imię rozdziału Państwa i Kościoła).

Idiotyzm polega na tym, że z definicji przestrzenią publiczną jest przestrzeń ogólnodostępna. Zamykanie przestrzeni publicznej przed „niepożądanym” korzystaniem z tej przestrzeni, ograniczanie dostępu do niej choćby tylko nielicznym obywatelom, wyrokowanie o tym, co może, a co nie może znajdować się w jej obrębie, jest przekształcaniem tej przestrzeni w niepubliczną, czyli prywatną.

Oczywiście każde dobro publiczne wymaga pewnego uporządkowania sposobu korzystania z niego. Przestrzeń publiczna wymaga zachowania ładu przestrzennego, porządku publicznego oraz przestrzegania zasad utrzymania istniejących na niej obiektów i urządzeń. Podlega to regulacji prawnej, aby można było zachować publiczny, czyli ogólnodostępny charakter danej przestrzeni, a zwłaszcza chronić przez jej zawłaszczeniem. Odrzucenie tego (umiarkowanego zresztą) podejścia do wszelkich dóbr publicznych jest niczym innym jak zawłaszczaniem dóbr publicznych, a więc kardynalnym naruszeniem rozwiązań prawno-ustrojowych państwa. Niekiedy, co widać u niektórych prawników, dobra publiczne utożsamia się niestety z własnością państwową, co można wybaczyć ludziom nie mającym rozeznania w kwestiach własnościowych, ale prawnikom już nie. Dobra publiczne mogą być własnością państwową (Skarbu Państwa, samorządu terytorialnego itp.), ale mogą być z równym powodzeniem własnością organizacji niepaństwowych czy osób prywatnych. Powszechna dostępność do korzystania z tych dóbr nie oznacza, że muszą one być własnością państwową, a także tego, że właściciel może nimi dowolnie dysponować. Nawet, jeśli prezydent twierdzi, ze pałac prezydencki jest „sanktuarium państwa”, to powinien zastrzec, że jest to sanktuarium nie naruszające publicznego charakteru otoczenia pałacu.

Obiekty sakralne (kościoły, cmentarze, zabytki, zbiory biblioteczne itp.) są w przeważającej części przestrzeniami publicznymi. Czy należałoby „symetrycznie” zamknąć dostęp do tych przestrzeni wszystkim funkcjonariuszom państwowym, poczynając od Prezydenta i premiera? A taki absurd wynika z fałszywego pojmowania zasady rozdziału państwa i Kościoła.

Czy w sprawie Krzyża na Krakowskim Przedmieściu rzucono jakiekolwiek argumenty mieszczące się w prawnie określonych granicach dążenia do ochrony ładu przestrzennego czy publicznego? Nie. Argumentacja oparta była na twierdzeniu, że skoro miejsce postawienia Krzyża przez harcerzy jest miejscem publicznym, to władze państwowe mają nieskrępowane prawo ograniczać korzystanie z tego miejsca; przenosić krzyż, stawiać ludziom bariery uniemożliwiające korzystanie z traktu publicznego, a nawet usuwać z niego ludzi z zastosowaniem przymusu fizycznego.

Merytorycznie, jest to idiotyzm. Formalnie, jest to zamach ustrojowy.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Redakcja EEM

Logowanie