Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Tragedia grecka

2010-05-05

Tragedia grecka jest gatunkiem dramatu, którego istotą jest tragizm płynący z konfliktu między dążeniami jednostek a siłami zewnętrznymi, zmuszający do zasadniczych przewartościowań i oczyszczenia. Po upływie pół roku od wybuchu obecnego kryzysu w Grecji pytanie o przewartościowania i oczyszczenie staje także przed nami.

Szczególnym wątkiem wspomnianej tragedii jest fakt, że w dyskusji nad kryzysem w Grecji i jego rozległych konsekwencjach gospodarczych i politycznych nie słychać opinii najbardziej zainteresowanych, czyli Greków. To wygląda tak, jakby sama widownia odgrywała cały spektakl, zaś scena została szczelnie zasłonięta ciężką kotarą. To przedmiotowe traktowanie Greków jest niepodważalnym i godnym zastanowienia faktem. Warto więc choćby doraźnie wyłowić greckie opinie na temat kryzysu i politycznej krzątaniny wokół niego.

Grecja to my
Greccy ekonomiści zwracają uwagę na dwa fakty, które muszą nas także niepokoić. Są to fakty bynajmniej nie wyjątkowe.

Pierwszy, iż to system rządów w Grecji okazał się skandalicznie nieefektywny, wręcz przestępczy. Główne problemy zostały spowodowane nadmiernymi wydatkami rządowymi w ostatnich pięciu latach, które są głównym źródłem wielomiliardowych strat. „Jeśli państwo greckie od 1830 do 2004 roku pożyczyło 180 mld euro, a w następnych pięciu latach ponad 120 mld, to jest to zbrodnia wobec obecnego i przyszłych pokoleń, kwalifikująca się do Trybunału Stanu”(Antonio Samaras). Irytuje to szczególnie ludzi zatrudnionych w sektorze prywatnym, którzy słusznie obawiają się, że to na nich spoczywać będzie ciężar spłaty rządowych długów.

Do tego dochodzi korupcja oraz konszachty funkcjonariuszy rządu z zagranicznym kapitałem finansowym. Przypomnijmy, że protesty greckiej młodzieży wyrażały niezadowolenie z rządu. To wskutek wspomnianych konszachtów Grecja padła ofiarą brutalnego ataku spekulacyjnego, którego znaczenie mocno przeinaczono w mediach zachodnich. Zbyt pochopnie uznano go za kryzys ekonomiczny Grecji, co jednak pozwoliło na ustalenie polityki UE w duchu niemieckim, czyli … ograniczenia pomocy z obawy przed rzekomym „zarażeniem”. Jeśli będzie to znaczna pomoc, to zaraz inni będą zgłaszać się po analogiczną pomoc – taki wydźwięk miały wypowiedzi polityków niemieckich. Toteż stosunkowo późno zapowiedziano pomoc finansową z UE w wysokości ok. 80 mld euro w rozłożeniu na trzy najbliższe lata. Warunki pomocy – nadzwyczaj rygorystyczne. Ponieważ ta kwota kreuje dalsze zadłużenie Grecji, pytanie o końcowy rezultat staje się krępujące.

Ważnym elementem scenariusza spekulacyjnego był Goldman Sachs, ten pierwszoligowy bank amerykański, który obecnie musi się bronić przed zarzutami o oszustwa. Właśnie w Grecji Goldman zrealizował transakcje na miliardy euro, nawet nie dbając o pozory uczciwości. Większość uważnych obserwatorów uznało działania Goldman za oszustwo na szkodę Greków.

Postawiło to Brukselę w nadzwyczaj trudnej sytuacji. Kto jest odpowiedzialny za kryzys w Grecji i do kogo skierować pretensje? Oczywiście winnych jest wielu, nie tylko nieudolny i skorumpowany rząd Grecji działający wspólnie z Goldman Sachs. To także wina Brukseli, decydującej się na wprowadzenie euro w Grecji euro i tym samym sparaliżowanie koniecznych wobec ataku spekulacyjnego reakcji obronnych. Ale Grecy idą dalej widząc znacznie szersze ograniczenia rozwoju gospodarczego swego kraju ze strony Komisji Europejskiej, a nawet … wyprzedaży rodzimej bankowości i przemysłu. Ten rządowy bałagan był Brukseli właściwie na rękę. Jeszcze w lipcu ubiegłego roku Komisja Europejska miała wyczerpujące informacje o nadchodzących problemach finansowych Grecji. To tak jak z Ferencem Gyurcsany’m, którego kłamstwa na jesieni 2006 roku na biurokracji brukselskiej nie zrobiły żadnego wrażenia. A może tak, jak ze wszystkimi nowymi członkami UE, w których jakość rządów pozostawia dużo do życzenia, o czym wszyscy doskonale wiedzą.

Trudno się Grekom dziwić. Ale ich przekonania nie są czytelne, ponieważ znaczna część głośnych mediów tkwi na pozycjach liberalnych. Lansują one na siłę optymistyczne tezy, które irytują większość społeczeństwa.

Kto powinien odpowiadać za kryzys: Grecja czy Goldman Sachs? Angela Merkel ostro krytykowała międzynarodowe instytucje finansowe, ale to ona przeforsowała powierzenie pomocy dla Grecji Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, wbrew praktycznie wszystkim pozostałym krajom strefy euro. To Angela Merkel zwolniła także tempo przygotowania tej pomocy.

Grecy otrzymali więc jasną odpowiedź: to Grecja zapłaci za kryzys, a nie Goldman Sachs.

Trzy kryzysy w jednym
Właściwie nie byłoby dramatu greckiego, gdyby nie dwa problemy.

Pierwszy problem jest typowy dla wielu krajów „peryferii” europejskiej. To spadek wydajności produkcji, masowe bezrobocie i emigracja zarobkowa. Pod tym względem inne kraje, zwłaszcza nowi udziałowcy UE, nie są lepsi. Manipulacje statystyczne systematycznie gmatwają oceny sytuacji w tych krajach. Rządy kreują optymizm zamiast wzrostu gospodarczego. Eurostat patrzy na te manipulacje z przymrużeniem oka, tak jak na kreatywną statystykę poprzedniego rządu greckiego. Czyli to jest zjawisko ogólne.

Grecy dostrzegają, że utrzymanie, czy nawet pogłębienie tych tendencji wskutek dławienia gospodarki przez rygorystyczne warunki pomocy finansowej, musi skończyć się tragicznie. Oto problem, który może być przezwyciężony jedynie przy solidarnym europejskim wsparciu programu rozwoju gospodarczego , a nie „zaciskania pasa”.

Grecy stawiają pytanie: czy to jest pomoc czy kara? Domagają się rzeczy wydawałoby się oczywistej – aby warunki MFW i UE nie zahamowały i tak słabej gospodarki greckiej.

Drugi problem to skierowany na Grecję silny atak polityczny i medialny, który pogłębia kryzys, a co najmniej obniża wiarygodność podejmowanych wysiłków dyplomatycznych i prób ratowania finansów. Przez ponad pół roku trwa „niesamowity atak mediów - zwłaszcza anglosaskich i niemieckich”, domagających się „kary” za naruszenie stabilności europejskiej (spokoju Brukseli). Nasiliły się żądania przestrzegania wymogów narzuconych przez „najlepiej przystosowanych”, którzy w tym okresie rozluźniali u siebie te wymogi. W wojowniczym duchu wypowiadali się także wpływowi politycy, zwłaszcza niemieccy. Dla niektórych to nawet „początek wojny domowej w UE”.

Grecy zaś mocno podnoszą kwestę europejskiej solidarności, której nie ma.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Logowanie