Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Remilitaryzacja Niemiec

2010-05-05

Niepokoi nas milczenie wokół militaryzacji Niemiec, niekiedy tylko przerywane wypowiedziami zagranicznych analityków. Umocnienia militarnej pozycji wschodniego sąsiada Polski nie wolno rozpatrywać bez uwzględnienia zmiany roli, jaką Niemcy zaczynają pełnić obecnie w Unii Europejskiej.

Niektórzy powiedzą, że Polacy mogą być uczuleni na ekspansywne tendencje niemieckie i będą mieli rację. Problem polega jednak na tym, że oprócz doświadczenia historycznego, które wywołuje to uczulenie, są coraz nowsze fakty.

Ale wcześniej przypomnijmy kilka najważniejszych faktów historycznych. Zarzuty dotyczące odradzania się militaryzmu niemieckiego pojawiły się już w drugiej połowie lat pięćdziesiątych i były eksponowane w całym bloku sowieckim, zwłaszcza w Polsce. To, że były one wplecione w system polityki i propagandy komunistycznej nie podważa automatycznie ich wiarygodności. Bundeswera istotnie w tym czasie wzmacniała arsenały militarne, aby do pamiętnego 1990 roku osiągnąć niebagatelny sukces kadrowy. W trakcie obalenia muru berlińskiego liczyła sobie ok. 360 tys. żołnierzy, co stawiało ją już wtedy w rzędzie europejskich potęg militarnych. Trzeba jednak zaznaczyć, że armia niemiecka była wówczas organizmem stosunkowo młodym, rozwijającym się jeszcze pod ciśnieniem powojennej demilitaryzacji oraz podziału Niemiec. 1990 rok był jednak, jak oceniają niemal wszyscy obserwatorzy, punktem zwrotnym. Z jednej strony, traktat zjednoczeniowy zablokował skomasowanie potencjału militarnego Niemiec Zachodnich i NRD, ale tylko pod względem liczebnym. Natomiast pod względem przemysłu zbrojeniowego i technologii wojskowych zjednoczenie Niemiec spowodowało znaczny impuls rozwojowy. Limit kadrowy 247 tys. żołnierzy został szybko zrekompensowany znaczną liczbą dobrze wyszkolonych jednostek szybkiego reagowania, liczących ok. 40 tys. żołnierzy. Do tego dochodzi niemała ilość żołnierzy rezerwy (355 tys.). Niemcy stały się pierwszą w Europie (nie licząc Rosji) potęgą militarną. Niemcy formalnie straciły na liczebności armii, ale zyskały nieporównywalnie więcej na technologiach produkcji i uzbrojeniu. Przejęcie zasobów militarnych NRD stworzyło korzystne warunki dla wojskowych służb specjalnych.

Planowanie zostało reorientowane z funkcji obronnych na aktywne zaangażowanie w konfliktach zewnętrznych. W tym duchu od kilku lat dokonuje się modernizacja bundeswery.

Dziś Niemcy są trzecim z największych eksporterów broni. Eksportują dziewięciokrotnie więcej uzbrojenia niż importują. A to oznacza, że zyskały warunki korzystne dla mobilizacji i produkcji wojennej.

NATO
Czy to jest w obecnych czasach mało istotne? Pytanie odnosi się najczęściej do roli NATO, do którego Niemcy Zachodnie przystąpiły już w 1955 roku. NATO, formalnie biorąc, gwarantuje bezpieczeństwo zbiorowe krajów należących do tego systemu obronnego. Dwa zagadnienia nie dają jednak spokoju.

Po pierwsze, złożony i niezupełnie przejrzysty proces transformacji NATO, które w latach 90-tych silnie reorientuje się na misje zewnętrzne, bynajmniej nie tylko o charakterze obronnym (Serbia, Afganistan itp.) Nie można tego sprowadzać wyłącznie do realizacji amerykańskich celów imperialnych, lecz należy widzieć (prócz zwykłego współdziałania w realizacji tych celów) autonomiczne zaangażowanie niemieckie (Bałkany). Wiele wskazuje na to, że stosunki między USA i Niemcami na płaszczyźnie uczestnictwa w projektach wojennych są jednym z najistotniejszych czynników określających działalność NATO. Mają one nie tyle uzasadnienie „sojusznicze”, ile raczej „transakcyjne”.
Niemcy skorzystały z tej sytuacji, odrzucając de facto konstytucyjne ograniczenie zaangażowania swoich sil wyłącznie do misji pokojowych. Ten moment jest szczególnie znamienny, ponieważ stanowi zasadniczy przełom w niemieckiej polityce międzynarodowej. Współczesne Niemcy nie mają już zatem hamulców, które chroniły je uprzednio przed wpadnięciem w tory militaryzmu.

Problem bywa traktowany zbyt powierzchownie, jako zminimalizowany przez powojenną metamorfozę Niemiec i jej nieodwracalność. Można się w pełni zgodzić z poglądem, że powrót do niemieckiego nazizmu jest niemożliwy. Ale nazizm nie jest jedynym źródłem agresywnych projektów i akcji. Niestety, przejawy agresywnych skłonności czynników rządowych i opiniotwórczych w Niemczech są coraz wyraźniejsze.

Wielu ludzi irytuje współczesna retoryka polityki militarnej Niemiec. Jest to retoryka „pomocy humanitarnej”, która musi budzić poważne obawy. Kreacja problemów humanitarnych (zwłaszcza o podłożu etnicznym) jest na porządku dziennym co najmniej od czasu rozpadu bloku sowieckiego. W Polsce pamięta się jeszcze, że agresję w 1939 roku Hitler uzasadniał koniecznością ochrony rzekomo dyskryminowanej w Polsce mniejszości niemieckiej. Konflikt etniczny był wcześniej podsycany przez stronę niemiecką. Połączenie kreacji problemów humanitarnych i „pomocy” stanowi najbardziej niebezpieczną mieszankę współczesnej agresji. Obawy, iż w tym kierunku potoczy się zaangażowanie Niemiec nie są bezpodstawne. Zwłaszcza w Polsce, do której Berlin i niemieckie organizacje rewizjonistyczne wysuwają coraz mniej skrywane pretensje. Ale nie tylko. Pretensje rozciągają także na Czechy, a nawet na Francję.

Argumentacja „pomocy humanitarnej” została już wcześniej poddana ostrej krytyce w prasie światowej. Wystarczy nawiązać do publikacji Rocka Rozoffa, który zestawia wypowiedź Schroedera o zaangażowaniu militarnym na Bałkanach („To była wyłącznie pomoc humanitarna”) z wypowiedzią Hitlera z 1939 roku, iż wysyła „…niemieckie siły powietrzne do prowadzenia humanitarnych działań wojennych”.

Czy zatem w dzisiejszych realiach gwarancje NATO w zakresie bezpieczeństwa zbiorowego wykluczają roszczenia terytorialne między członkami tej struktury, wzniecanie i wygrywanie konfliktów etnicznych (z zaangażowaniem militarnym w duchu cytowanej wypowiedzi Schroedera)?

Po drugie, porozumienia międzynarodowe są słabe i pojmowane werbalnie. Apologetyka regulacji międzynarodowych skończyła się wraz z globalnym kryzysem ekonomicznym, kiedy doszły do głosu (wcześniej kamuflowane) silne tendencje protekcjonistyczne. Nie chodzi o to, że regulacje te są wadliwe, lecz o ich deklaratywny charakter. Dotyczy to szerokiego spektrum międzynarodowych unormowań prawnych. Co do NATO, to jego zapisy statutowe także nie są barierą przed forsowaniem sprzecznych z zapisami kierunków działania. Pojawiają się dwie kwestie. Pierwsza kwestia, to wychodzenie poza granice systemu obronnego. Druga kwestia, to realizacja interesów patrykularnych, które tylko na siłę można uznać za zgodne z misją NATO.

Unia Europejska
Niemcy umacniają swoja pozycję militarną nie tylko w obrębie NATO. Niemcy mają dzisiaj decydujące prawo głosu w sprawie kształtowania strategii bezpieczeństwa Unii Europejskiej. To za ich sprawą strategia ta została przeformułowana w kierunku zwiększonej aktywności zewnętrznej, dyplomacji siły oraz prewencyjnego zaangażowania militarnego.

W ostatnich niespełna dwóch latach Niemcy szczególnie skorzystały na umocnieniu swojej pozycji politycznej w Unii Europejskiej, formalnie dzięki Traktatowi Lizbońskiemu, a nieformalnie – wcześniej, wdrażając w UE praktykę polityczną nieformalnego przywództwa (Niemiec i Francji). Mało mówi się o tym, że taka praktyka przekreśla efektywność Unii jako podmiotu międzynarodowych stosunków politycznych i gospodarczych. Dopiero kryzys w Grecji ujawnił, na czym polega zderzenie interesów narodowych (Niemiec) z interesami innych krajów członkowskich UE. Podstawowe zasady solidarności unijnej poniosły klęskę.

Praktyka nieformalnego przywództwa w UE stwarza poważne zagrożenie dla interesów poszczególnych krajów, które mogą się obawiać forsowania niekorzystnych dla siebie rozwiązań prawnych, politycznych i administracyjnych. To jednak nie tylko problem braku demokracji oraz występowania asymetrii w stosunkach wewnątrz Unii. To także problem bezpieczeństwa zbiorowego, ponieważ niekorzystne rozwiązania (prawne, polityczne i administracyjne) rozciągają się na sferę militarną, zwłaszcza na przemysły obronne. Przeforsowana przez Brukselę likwidacja polskiego przemysłu stoczniowego i wymuszenie pełnej prywatyzacji metalurgii silnie uderzyły w potencjał obronny Polski.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

N.T.P.

Logowanie