Biuletyn jest wydawany tylko w formie elektronicznej.
Na niniejszej stronie dostępne są wyłącznie jego zdekodowane fragmenty.
Całość opracowana jest w formacie PDF, który ułatwia
pobieranie zamieszczonych w nim tekstów.

Przegląd prasy

Komunikaty, ogłoszenia

Spodlone pokolenie

2010-05-05

Zastanawia nas utrzymujący się ponad dwadzieścia lat zanik debat o sprawach publicznych w Polsce. Czasem natykamy się tylko na niszowe pisma intelektualne, konferencje naukowe, publikacje książkowe etc. Ale poważnych debat publicznych nawet o najbardziej żywotnych dla Polaków sprawach nie ma. Dlaczego?

Szczególnym obszarem milczenia o sprawach publicznych jest stan gospodarki oraz polityka ekonomiczna rządów. W tym obszarze nagromadziło się chyba najwięcej zafałszowań ideologicznych, propagandowych, a także statystycznych. W tym obszarze najbardziej ujawniła się miałkość rzekomej troski o interesy ogólnonarodowe i perspektywy dla przyszłych pokoleń. W tym także obszarze dał o sobie znać powszechny brak porządnej edukacji ekonomicznej.

To nie są zwykłe przejawy pasywności społecznej, skoro w rozległej sferze tandety politycznej panuje nieustanny ruch i hałaśliwe „debaty”. Rząd i media uprawiają nadal charakterystyczną dla liberalizmu „politykę śmieciową”.

Zniechęcenie do Polski
Na tle tego niepokojącego, długotrwałego zjawiska braku debat publicznych, krótkowzroczności, nieskrywanego cwaniactwa i arogancji coraz częściej do głosu dochodzi nie tylko zniechęcenie do podejmowania kwestii publicznych, ale też jego starsza siostra – negatywny (będący rezultatem osobistego zawodu) stosunek do własnego społeczeństwa, a w ślad za tym do Polski. Ta tendencja jest stale podsycana przez czynniki wrogie Polsce.

Negatywne strony Polski nie powinny być upiększane. Jednak pełna negacja jest czymś błędnym, niesprawiedliwym i głupim.

Konieczne wydaje się więc jasne stwierdzenie: to nie Polska, to nie Polacy są słabi i nierozumni, a także niezdolni do zajmowania się własnymi sprawami (a tak sądzą już nawet aktywiści … partii rządzących). Jest natomiast polski problem „spodlonego pokolenia”, czyli pokolenia wyżu demograficznego, które zdominowało życie społeczne i gospodarcze na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Może rzeczywiście stanowi ono odprysk szerszego fenomenu (pokolenia X), ale nie o to chodzi. Bo nie jest to pokolenie zabawne.

Nie chodzi też o szukanie kozła ofiarnego, gdyż na obecną trudną sytuację Polski złożyło się szereg ważniejszych czynników. Rzecz ciągle dotyczy przyczyn braku debaty i troski o sprawy publiczne.

Pokolenie transformacji
Pokolenie dominujące obecnie w polskim życiu społecznym i gospodarczym, to jeszcze pokolenie wyżu demograficznego. Zostawiając socjologom szersze pole analizy, warto zwrócić uwagę właśnie na demograficzne i ekonomiczne atrybuty tego pokolenia. To przede wszystkim pokolenie najniższej aktywności ekonomicznej w dającym się uchwycić horyzoncie czasowym, najprawdopodobniej od XVII wieku (niekoniecznie z własnej winy). Zważywszy na to, iż zatrudnienie w sektorze gospodarczym w okresie ostatnich dwudziestu lat zmalało w Polsce blisko o połowę, pokolenie to było swoistym gestorem bierności i bezradności ekonomicznej. Jednocześnie jest to pokolenie silnie zbiurokratyzowane, skoro zatrudnienie w sektorze administracji państwowej jest lokomotywą … rozwoju (sic!).

Pokolenie transformacji nie może poszczycić się żadnym poważnym udziałem w rozwój społeczno-gospodarczy Polski.

Odrębnym zagadnieniem jest poziom edukacji pokolenia. Nie jest ono najlepiej wykształcone. Na jego młodzieńcze lata przypada właśnie stagnacja w rekrutacji na studia wyższe. W latach 1980-1990 znacznie też obniżyła się jakość studiów wyższych, szczególnie humanistycznych i społecznych.

Pokolenie to wyróżnia się także małą mobilnością demograficzną, a zarazem ciąży na nim silny „upływ krwi” spowodowany wielką falą emigracji z lat 80-tych.

Jeśli pokolenie ojców można śmiało określić mianem pokolenia awansu społecznego, to to pokolenie jest pokoleniem stagnacyjnym zarówno pod względem aktywności zawodowej, edukacji, a także mobilności.

Cztery strony społeczeństwa polskiego
Wspomniane pokolenie jest najsilniej zróżnicowane pod względem zamożności, pod tym względem znacznie górując nie tylko nad poprzednim, ale także w porównaniu z sytuacją w innych krajach. Nie jest to fakt nieistotny, czy drugorzędny. Przeciwnie, cała konstrukcja społeczna zawsze opiera się na istnieniu harmonii wewnętrznej. Ostre dysproporcje ekonomiczne, tworzące wręcz nowe podziały klasowe, nie tylko zakłócają, ale także niszczą tę harmonię. Jest to szczególnie widoczne w sferze zatrudnienia (i wysokiego bezrobocia), szans awansu zawodowego, bezpieczeństwa socjalnego i prywatnej (polskiej) przedsiębiorczości. Na jednym biegunie mamy niewielką procentowo (6-8 %) grupę osobników zachłannych i bez skrupułów realizujących własne interesy po trupie gospodarki polskiej, uległej wobec czynników obcych i kryminalnych, lecz pławiących się bogactwie. Zaangażowanie tej grupy wyraźnie przechyla się w stronę konsumpcji, a nie inwestycji. Niemal w całości demonstruje ona „przywiązanie” do ekonomii neoliberalnej, chociaż bardzo powierzchowne. Na drugim biegunie mamy masę (ok. 70 %) ludzi znajdujących się w sytuacji stagnacyjnej (bezrobotnych, zajmujących się pracą dorywczo, pozbawionych perspektyw zawodowych i gubiących nabyte kwalifikacje, uciekających się do emigracji zarobkowej). Są to ludzie poddani kontroli politycznej i silnym naciskom ideologiczno-medialnym, uniemożliwiającym wyłamanie się z błędnego koła narastającego ubóstwa.

Tak wygląda to pokolenie, dzielące się na niewielką grupę upodlających wszystkich pozostałych oraz na rzesze upodlonych.

Sygnalizowana dwubiegunowość pokolenia transformacji jest uzupełniana dwoma większymi populacjami Polaków.
Z jednej strony, mamy pokolenie schyłkowe, którego niektórym przedstawicielom udało się wtopić w pokolenie transformacji (i czasem zająć uprzywilejowane miejsca). Jest to pokolenie wysoce dwuznacznie oceniane. W samoocenie jest świadome dwuznaczności określenia „budowniczych Polski Ludowej” (jako faktycznie budowniczych powojennego przemysłu, handlu i pozostałych sektorów gospodarczych) w opozycji do pokolenia transformacji, („które nie buduje, lecz niszczy”, jako faktycznie wyprzedającego i zaniedbującego ów dorobek materialny Polski), ale także jako pokolenie, które ugrzęzło w systemie komunistycznym. W ocenie swych synów i córek jest ono uznawane za odarte z autorytetu jako pokolenie „obciążone komunizmem”, a przeto nie mające legitymacji do wypowiadania się w sprawach publicznych. Ten motyw sprawia, że także ten odłam społeczeństwa polskiego jest łatwy do spacyfikowania.

Jest także pokolenie wschodzące, rozproszone i nie angażujące się szerzej w stare spory międzypokoleniowe. To pokolenie jest obecnie głównym odbiorcą zaniedbań pokolenia transformacji i już płaci najwyższą cenę za zacofanie gospodarcze Polski.

Prawda w oczy kole
Mimo uproszczeń, które z konieczności cechują podobne charakterystyki, jest widoczne, że ukazują one główny obszar manipulacji opinią publiczną w Polsce. Pierwszym i chyba najważniejszym elementem tej manipulacji jest „wylewanie dziecka z kąpielą”, w tym przypadku objęcie lekceważeniem pokolenia ojców. Nie tylko ich samych, ale także ich dorobku, a dalej lawinowo – praktyki nastawionej na rozwój gospodarczy. To właśnie mogło walnie przyczynić się do aprobaty żenująco prymitywnych koncepcji neoliberalizmu ekonomicznego, w którym slogan o „niewidzialnej ręce rynku” służy za usprawiedliwienie kryminalizacji życia gospodarczego.

Drugim dość dobrze widocznym elementem manipulacji jest przesunięcie punktu ciężkości w sferze publicznej z poważnych zagadnień ekonomicznych na niepoważne, spekulatywnie ujmowane zagadnienia polityki. Obszar ekonomii jest najmniej wygodny dla pokolenia transformacji, zarówno z powodu niechęci do uznania dorobku i racji ojców, jak też z braku dorobku, potrzebnych kompetencji w kwestiach ekonomicznych oraz wynikającej zeń bezradności. To zaznacza się najsilniej w działaniach (i wypowiedziach) odpowiedzialnych za sprawy gospodarcze funkcjonariuszy państwowych. Większość z nich nie ma elementarnego wykształcenia ekonomicznego.

Trzecim elementem manipulacji jest zamknięcie przestrzeni publicznej dla pokolenia ojców (i częściowo niewygodnych ludzi z pokolenia transformacji) przez „rozłożenie” społeczeństwa na dwa odłamy: postkomunistów i nacjonalistów. Swobodne (i gdy trzeba kłamliwe) stosowanie tej naciąganej klasyfikacji umożliwia neutralizowanie wszelkich głosów kwestionujących działania władzy, marginalizowanie wszelkiej niepożądanej myśli politycznej i ekonomicznej oraz eliminowanie z życia publicznego ludzi i organizacji, które mogłyby zagrażać status quo.
To nie tylko manipulacja. To upadek myśli politycznej i zastąpienie jej prostacką demagogią.

W tym świetle na uwagę zasługuje fakt, że najsilniejsze środowiska opozycyjne wywodzą się nie z pokolenia transformacji, lecz z pokolenia ojców. Pokolenie transformacji jest raczej elementem przerwania ciągłości międzypokoleniowej.

Pojawiło się już dojrzałe pokolenie dzieci transformacji, które zostało najbardziej, jak zaznaczyliśmy, dotknięte krótkowzrocznością ojców. To pokolenie o największym w Europie poziomie bezrobocia, o najmniejszych szansach na własne mieszkanie, odczuwające silnie dyskryminację i szowinizm w krajach emigracji zarobkowej. To pokolenie, które jest narażone zarówno na działania układów mafijnych, jak bezprawie sądowe.

Przede wszystkim jednak jest ono ciągle jeszcze na starcie, więc stanowi wielki znak zapytania.

(zaloguj się aby pobrać plik w formacie pdf)

A.S.

Logowanie